gazetaprawdy gazetaprawdy
32
BLOG

Co Berlin każe, Tusk musi

gazetaprawdy gazetaprawdy Polityka Obserwuj notkę 4
Niedawno we Frankfurcie nad Menem Donald Tusk spotkał się z Jean-Claude'em Trichetem - szefem Europejskiego Banku Centralnego. Zanim doszło do tego spotkania, Tusk grzmiał, że nie jest kwestią to, czy Jarosław Kaczyński zgodzi się i pomoże zmienić Konstytucje, bo tak naprawdę ta decyzja zapadnie w trójkącie Polska - Komisja Europejska - Europejski Bank Centralny”.
 
Co prawda, artykuł 4. Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej mówi, że władza zwierzchnia w Polsce należy do narodu, a nie do Komisji Europejskiej, czy Europejskiego Banku Centralnego, ale kogo to obchodzi, bo przecież wiadomo ile tam jest głupot napisanych! Choćby artykuł 19. mówi, że „Rzeczpospolita Polska specjalną opieką otacza weteranów walk o niepodległość, zwłaszcza inwalidów wojennych”, a tak naprawdę otacza opieką ubeków, esbeków, oficerów WP z okresu komuny, staruszków z GL i AL. Tym bardziej, gdy tak postanowi trójkąt Berlin - Bruksela – Frankfurt nad Menem, to kogo obchodzi jakaś książeczka, którą kancelaria Aleksandra Kwaśniewskiego w swoim czasie rozsyłała ludziom do domów, tłumacząc jednocześnie, że to, co tam nabazgrano jest bardzo ważne. Inny etap i inne priorytety obowiązują, a ta Konstytucja, to przecież tylko po to, żeby ładnie wyglądało.

Szef Europejskiego Banku Centralnego polecił szefowi polskiego rządu, aby nad Wisłą w sprawie wprowadzenia euro w Polsce zapanował konsensus umożliwiający zmianę konstytucji, co z kolei umożliwi pozbycie się złotówki. Nie minęło wiele czasu, aż Tusk podkulił ogon, zaczął umizgi do Jarosława Kaczyńskiego, a nawet odwiedził, dotąd ledwie tolerowanego, Sławomira Skrzypka szefa Narodowego Banku Polski. „Wejście do strefy euro wymaga szerokiego porozumienia społecznego i politycznego. Ten projekt nie może być narażony na polityczne perturbacje, czy sabotaż” – oświadczył premier. Brzmi to jakby się bał, że jeśli nie podoła temu zadaniu, to straci stołek, a ośrodek decyzyjny w Berlinie postawi na kogoś innego. Teraz nie grozi Syberia i uszatka, ale pewnie Tusk, już jako prezydent chciałby raz jeszcze pojechać, za pieniądze podatników, do Peru i pochodzić sobie w głupiej czapce. A że język nawiązuje do stylistyki stalinizmu, pewnie już blisko do rzucenia przez rząd hasła o wzmożeniu czujności rewolucyjnej. Pytanie tylko kto będzie winny, jeśli operacja wprowadzenia euro nie powiedzie się, Kaczyński, który nie da się namówić na zmiany w konstytucji umożliwiające pozbycie się złotówki, czy naród, który nie dorósł do demokracji. Zresztą to i tak nie jest ważne, tak albo inaczej euro nad Wisłą zostanie wprowadzone, jak to się mówi, pieniądze już zostały wzięte.

Trudno się dziwić tak nagłej zmianie stosunku premiera do opozycji spod znaku Prawa i Sprawiedliwości, bo skoro dostał rozkaz, to go wykonuje. Gdyby mu w Berlinie albo w Brukseli kazali chodzić na rękach, skakać na zadnich nogach, szczekać, albo nawet robić pod siebie to pewnie takie polecenie też by wykonał. To nic, że ktoś mógłby pomyśleć, że jest troszkę psychiczny, przecież szef MON – Bogdan Klich, jest podobno psychiatrą. Telewizja informowała, że w jakimś mieście psychiatrzy za parę groszy członkom mafii wystawiali zaświadczenie o ich przypadłościach psychicznych. Minister Klich pewnie nie zawahałby się wypisać świstek mówiący, że premier jest zdrowy.

A swoją drogą biedny ten Tusk, jeździć tak po rozkazy, spotykać się z takim zagrożeniem dla demokracji, jak Kaczyński i takim niekompetentnym osobnikiem, jak Skrzypek, poskromić ujadanie posła Stefana Niesiołowskiego! Ile to się człowiek narobi, żeby pozbawić Polskę własnej waluty - kolejnego atrybutu suwerennego państwa. Żeby tak gorliwie znosił utrudnienia dla przedsiębiorców… ale widać takiego rozkazu z Berlina nie dostał.

Michał Pluta



Kabaret Pod Egidą - Pietrzak: Żeby Polska była Polską
Kabaret Pod Egidą - Pietrzak: Żeby Polska była Polską

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka