W różnego rodzaju mediach od dłuższego czasu pojawiają się informację, że polska gospodarka mimo ogólnego światowego kryzysu wciąż zwyżkuje i czeka na tych wszystkich, którzy mieli wracać, kiedy „tu” będzie lepiej. Politycy nawołują do powrotów, ale co tak naprawdę czeka rzesze re-emigrantów po powrocie?
„Powrót do przeszłości”
Pierwsze zetknięcie się z polską rzeczywistością następuje po wejściu do sklepu, gdzie ceny o ile nie są wyższe, to są na tym samym poziomie, co w „pseudo” drogim kraju, z którego reemigrują. - To nic, skoro płace tak znacząco poszły w górę, jak informują o tym media to da się przecież przeżyć. – Tak myśli statystyczny powracający. Po fali powitań i zadowolenia rodziny, która nie widziała swoich bliskich przez ostatnie kilka, kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt miesięcy, przychodzi czas na rozeznanie się na tak zachwalanym przez polityków i media rynku pracy. Kolejny szok przeżywa osoba wracająca w Urzędzie Pracy, gdzie natrafia na długą kolejkę osób przed pokojem, w którym rejestruje się bezrobotnych. I nie chodzi tu tylko o kolejkę, od której zdążyła się odzwyczaić w zagranicznych urzędach, ale bardziej o jej długość. – Tak, mnóstwo osób wraca, więc nie ma się czemu dziwić. – Myśli po raz kolejny statystyczny powracający. W pokoju dowiaduje się, że jeżeli posiada udokumentowany minimum roczny staż pracy za granicą, przysługuje mu zasiłek dla bezrobotnych, którzy pracowali za granicą. Są dwa rodzaje tego zasiłku. Pierwszą opcją jest transfer zasiłku, który przysługiwałby bezrobotnemu w kraju, w którym pracował. Wypłacany jako równowartość kwoty należnej za granicą. Należy jedynie ubiegać się o formularz E-301 oraz posiadać potwierdzenie od wszystkich zagranicznych pracodawców dokumentujące staż pracy. Drugą opcją jest zasiłek uznaniowy, dostępny w kwocie odpowiadającej polskiemu zasiłkowi, lecz jedynie wtedy, kiedy odprowadzane były regularnie składki na ubezpieczenie.
Przebrnięcie przez masę papierkowych formalności gwarantuje w miarę komfortowe poczucie bezpieczeństwa finansowego w okresie poszukiwania wymarzonej pracy po powrocie do kraju. Poszukiwanie to nie powinno być zbyt długie, według zapewnień różnego rodzaju specjalistów ds. rynku pracy pojawiających się w mediach.
Poszukiwanie pracy
Zaczyna się przeszukiwanie ofert pracy w urzędach, gazetach, na portalach internetowych. Praca faktycznie jest! Mnóstwo ogłoszeń. Najwięcej dla przedstawicieli handlowych, sprzedawców, do gastronomii, do budowlanki, dziwnie podejrzane dla pań, dla telemarketerów, itp. Tych konkretnych już mniej. Dla ekonomistów i pracowników administracji, dla kadry kierowniczej z wieloletnim stażem i doświadczeniem kilkanaście, dla nauczycieli, humanistów już prawie żadnego. Proponowane wynagrodzenie na poszczególne stanowiska znacznie odbiegające od stawek podawanych przez ogólnopolskie media i od tych, które można było dostać za granicą. Nie wszyscy pracodawcy patrzą też przychylnym okiem na informację w CV informującą o poprzednim miejscu pracy i zdobytym tam doświadczeniu. Nie należy się jednak zniechęcać przy pierwszym podejściu.
Chwila prawdy
Po kilkutygodniowych poszukiwaniach pracy odpowiedniej dla posiadanego wykształcenia lub przynajmniej takiej, która odpowiadałaby tej wykonywanej za granicą, za zbliżone chociażby pieniądze, dla większości z reemigrantów przychodzi moment zwątpienia. Taki sam, jaki poprzedzał wcześniejszą decyzję o wyjeździe z Polski w poszukiwaniu lepszych perspektyw. W większości przypadków sytuacja taka kończy się ponowną emigracją, tym razem nie z zamiarem „dorobienia się”, lecz pozostania za granicą na stałe. Należy się zastanowić, czy ci ludzie dadzą się po raz kolejny nabrać na zapewnienia polityków i mediów, że po powrocie do kraju zostaną przyjęci z otwartymi ramionami i czekać na nich będzie miejsce pracy, na które liczyli zapewniani przez swoich wykładowców i nauczycieli, że to oni są elitą, która w przyszłości będzie odpowiedzialna za losy swojego kraju.
Jedni wracają na emigrację, inni zostają z nadzieją, że jednak się im uda znaleźć to, po co przyjechali do kraju. Jednak w jednych i drugich coś pęka. Tracą wiarę w polityków, w media i po części w swój kraj, przez który czują się oszukani. Dlatego należało by dać pod rozwagę specjalistom od PR i kreowania wizerunku, dziennikarzom, politykom-„znawcom” rynku pracy fakt, że ci powracający, to osoby, które od początku zamierzały wrócić. Są to ludzie, którzy czują się związani z Polską i nie warto ich oszukiwać tanią populistyką i propagandą, bo jeżeli dadzą się nabrać, to i tak prędzej czy później znów wyjadą.
Paweł Gawliczek


Komentarze
Pokaż komentarze (1)