We współczesnych demokracjach – nie tylko polskiej, mamy podobny dylemat. W jakim mianowicie, chcemy funkcjonować świecie? Czy chcemy ten świat odbierać, tak jak go nam przedstawia główny nurt medialny, czyli myśleć i zachowywać się zgodnie z logistycznymi założeniami sceny politycznej, gdzie wszystko jest „normalne”? Czy też, stać nas jeszcze na własną ocenę wydarzeń, samodzielne myślenie, niekonwencjonalne zachowanie i działanie „pod prąd”?
A z drugiej strony, wcale nie jest powiedziane, że to zachowanie i działanie „pod prąd” też nie zostało gdzieś zaprogramowane i przewidziane? Życie jest pełne niespodzianek, i w tym też tkwi jego urok.
Nasuwają się pytania, bardzo poważnej natury. Czy w ogóle możliwa jest demokracja w państwie, jeśli sposób komunikowania się władzy ze społeczeństwem odbywa się poprzez agenturalne media, i gdzie spory segment tzw. „intelektualnych” elit umocowanych na bardzo wpływowych stanowiskach, wysługuje się niemal jawnie dla różnych zagranicznych czy krajowych grup interesów? Przy czym, interesy tych grup, najczęściej nie mają nic albo bardzo mało wspólnego z interesem państwa czy narodu.
Takim klasycznym tego potwierdzeniem – dosłownie z ostatnich dni, może być osoba Krzysztofa Bondaryka, szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, czyli jednej z najważniejszych instytucji w państwie, który ukrywał ponad milionowe dochody z Polskiej Telefonii Cyfrowej, której głównym udziałowcem jest niemiecka spółka T-Mobile Deutschland GmbH (ponad 70 proc. udziałów). Jak pamiętamy – przy zatwierdzaniu Bondaryka na to stanowisko, toczył się spór pomiędzy kancelarią prezydenta – gdzie prezydent był przeciwny tej nominacji – a rządem obecnego premiera, i gdzie w końcu kandydatura premiera została przeforsowana. Przeszłość Bondaryka, uwikłanego w różne ciemne sprawki i nierozwikłane afery, bardzo wiele mówi, nie tylko o bezpieczeństwie państwa, ale i jaki typ ludzi jest za to bezpieczeństwo odpowiedzialny. Poinformowany o całej sprawie premier Tusk, zareagował gniewnie ale w stosunku do osób z Centralnego Biura Antykorupcyjnego, którzy wykryli nieprawidłowości i oczywisty konflikt interesów.
Jakiego typu ABW jest agencją i na czyich (nie tylko politycznych) usługach, to w jakiś sposób pokazał tendencyjny, „na zamówienie” polityczny raport – czy raczej przecieki z tego raportu, odnośnie ostatnich incydentów w Gruzji. Raport opracowany w jeden dzień, o charakterze wybitnie antyprezydenckim – we fragmentach wręcz prorosyjski, co już samo w sobie jest ogromnym, kompromitującym tą agencję skandalem.
Platforma jakoś nie ma szczęścia do raportów, ale przynajmniej jest potem o czym mówić, i kto wie czy o to w tym wszystkim nie chodzi najbardziej. Najsłynniejsza autorka od raportów i ekspert od „medialnego dymu” w rządzie Tuska, minister Pitera tym razem odkryła, że faktyczne dochody Bondaruka są trzykrotnie niższe niż podała CBA. Tylko czy jest to na pewno prawda? Za to z pewnością, jest to jakiś sukces i postęp, od ostatnich „antykorupcyjnych działań” pani minister, gdy udało jej się wykryć nieprawidłowości na kartach płatniczych w wysokości 8 zł i ileś tam groszy...
Czy oceniając medialną rzeczywistość w Polsce, powinniśmy się czemukolwiek dziwić? Absolutnie nie. W polskim „matrix-ie” wszystko jest możliwie, nawet najbardziej niewiarygodne przekręty – a później, w zależności od potrzeby, wszystko się odpowiednio „dokręci” albo „odkręci”. Przecież, nie tylko o media chodzi, ale dosłownie wszystko jest na usługach okrągłostołowego UKŁADU: sądy, agentura i prokuratura, wszelkiej maści służby dwupłciowe, jak trzeba to „naciśnie” się nawet Trybunał Konsytucyjny (tacy sami niezlustrowani sędziowie jak wszędzie), w rezerwie zawsze są uniwersytety i szkoły wyższe, wojsko i policja, itp... Przeciętny człowiek nie jest w stanie – w końcu większość z nas normalnie pracuje, ma rodziny – tego całego szumu medialnego i wirtualnego ani objąć ani dobrze zrozumieć.
Tylko ostatnio, Lech Wałęsa poza tytułem szlacheckim i nominacjami na honorowego obywatela kilku miast, został wytypowany – tym razem – na „rycerza wolności”. No cóż, mamy XXI wiek, i takie właśnie dominuje na polskich salonach „rycerstwo”. Warto przyjrzeć się, jakie są metody promowania i uwiarygadniania komunistycznych donosicieli i kapusi – to jest jeden z bardzo wielu przykładów medialnych manipulacji. Bo przecież nie jest to jakiś „sen wariata” ale to dzieje się na naszych oczach, pokazuje w którym miejscu tak naprawdę jesteśmy, gdy chodzi o rozliczenie się z własną przeszłością, o rozliczenie z komunizmem. Jeśli chodzi o Wałęsę, to jeszcze z nie jedną „szopką” uwiarygadniającą będziemy mieli do czynienia. Warto tylko zwrócić uwagę na to, kim są ci co go uwiarygadniają?
Polska jest z premedytacją niszczona na różne sposoby. Od wieków była, i tylko ktoś bardzo, bardzo naiwny może sądzić, że świat tak się zmienił, że teraz mamy wokół siebie tylko samych przyjaciół. Obecne antypolskie siły to nie tylko te zewnętrzne, ale niestety, również te wewnątrz kraju – i pod tym względem jest też tak jak dawniej, zdrada zawsze towarzyszyła Polsce od setek lat, i rzadko kiedy była karana. A gdy jeszcze „własne” rządy prowadzą agresywną, antypolską politykę – tak jak obecny rząd Platformy – to sytuacja staje się dramatyczna. Odniesienie i termin „antypolski” – nie jest w tym przypadku, ani przejęzyczeniem ani przesadą. Mamy przykłady, już nie dziesiątki ale setki antypolskich, czasami tylko drobnych incydentów ale jakże wymownych, zorganizowanych przez całą watahę współczesnych „Wielopolskich”. Choćby ostatnio – w sumie może drobna sprawa, ale jednak – zapiekły przeciwnik lustracji, marszałek Senatu Bogdan Borusewicz odmówł paszportu dyplomatycznego pani senator Dorocie Arciszewskiej-Mielewczyk (PiS) przed wyjazdem na rozprawę sądową do Kolonii (pieniężne roszczenia i zastraszenia ze strony Eriki Stainbach z tzw. „Związku Wypędzonych”).
Scena medialna jest obsadzona przez postkomunistyczną lewicę, od lewa do „prawa” – jest to bardzo smutna konkluzja ale tak właśnie jest. Naturalnie, nie wszyscy na tzw. „prawicy” są lewicowcami – same zresztą pojęcia „lewica” czy „prawica” są dosyć ulotne w szybko zmieniającej się rzeczywistości. Ale faktem jest, że funkcjonuje cała masa tzw. „wtyk” ustawicznie prowokująca skrajne zachowania, próbująca ośmieszyć, kompromitująca autentyczną polską prawicę, i niszcząca to co wartościowe już w zarodku. Zaliczają się z pewnością do tego grona polityczni analfabeci, nie potrafiący zauważyć różnic pomiędzy PiS-em a Platformą. Tylko, czy na pewno nie zauważają tych rożnic? Świetnie zauważają, ale na tym właśnie polega ta taktyka, aby konfundować normalnych, zaganianych i łączących koniec z końcem ludzi, gdzie tylko się da a najlepiej tam, gdzie najmniej się tego spodziewają.
A jak można totalnie ogłupić społeczeństwo i to w sposób wręcz skrajny, dysponując medialnym „matrixem”, pokazuje jeszcze jeden przykład. Otóż, na internetowej stronie Onetu „Wiadomości”, przeprowadzono sondaż o autorytetach (głosowanie przez kliknięcie) pośród odwiedzających stronę. Jaki był rezultat takiego głosowania? Łatwy do przewidzenia: największym współczesnym i żyjącym autorytetem w Polsce został Jerzy Owsiak – ten od „róbta co chceta” i festiwalu „Woodstock”, a największym antyautorytetem – któż by inny – o. Tadeusz Rydzyk.
Można by machnąć ręką i stwierdzić: „to tylko czytelnicy Onetu” – z tej samej „rodzinki” czyli „przyrodniej siostry” antypolskiej „Gazety Wyborczej”... Może właśnie dlatego o. Rydzyk zajął tam ostatnie miejsce, bo udało mu się stworzyć jedyne niezależne od „salonu” media na wysokim poziomie, do tego z polską duszą...
Warto się nad tą naszą kondycją umysłową chociaż trochę zastanowić, póki nie jest jeszcze całkiem za późno.
Obserwując, polską rzeczywistość medialną, przypomina się taka norwidowska refleksja – o czym Norwid całe życie marzył: gdzie jest to odrodzenie moralne narodu polskiego? Odrodzenie moralne i intelektualne w pracy dla Polski, które dla naszych wrogów zawsze było największym zagrożeniem?
Czy raczej nie jest tak, że mamy do czynienie z czymś zupełnie odwrotnym, z upadkiem moralności, obyczajów a „człowiek w Polaku dalej jest karłem”?
Krzysztof Wojciechowski
Ottawa, Kanada
Polecamy Państwu dwa poprzednie felietony autorstwa inż. Jerzego Skoryny:
A z drugiej strony, wcale nie jest powiedziane, że to zachowanie i działanie „pod prąd” też nie zostało gdzieś zaprogramowane i przewidziane? Życie jest pełne niespodzianek, i w tym też tkwi jego urok.
Nasuwają się pytania, bardzo poważnej natury. Czy w ogóle możliwa jest demokracja w państwie, jeśli sposób komunikowania się władzy ze społeczeństwem odbywa się poprzez agenturalne media, i gdzie spory segment tzw. „intelektualnych” elit umocowanych na bardzo wpływowych stanowiskach, wysługuje się niemal jawnie dla różnych zagranicznych czy krajowych grup interesów? Przy czym, interesy tych grup, najczęściej nie mają nic albo bardzo mało wspólnego z interesem państwa czy narodu.
Takim klasycznym tego potwierdzeniem – dosłownie z ostatnich dni, może być osoba Krzysztofa Bondaryka, szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, czyli jednej z najważniejszych instytucji w państwie, który ukrywał ponad milionowe dochody z Polskiej Telefonii Cyfrowej, której głównym udziałowcem jest niemiecka spółka T-Mobile Deutschland GmbH (ponad 70 proc. udziałów). Jak pamiętamy – przy zatwierdzaniu Bondaryka na to stanowisko, toczył się spór pomiędzy kancelarią prezydenta – gdzie prezydent był przeciwny tej nominacji – a rządem obecnego premiera, i gdzie w końcu kandydatura premiera została przeforsowana. Przeszłość Bondaryka, uwikłanego w różne ciemne sprawki i nierozwikłane afery, bardzo wiele mówi, nie tylko o bezpieczeństwie państwa, ale i jaki typ ludzi jest za to bezpieczeństwo odpowiedzialny. Poinformowany o całej sprawie premier Tusk, zareagował gniewnie ale w stosunku do osób z Centralnego Biura Antykorupcyjnego, którzy wykryli nieprawidłowości i oczywisty konflikt interesów.
Jakiego typu ABW jest agencją i na czyich (nie tylko politycznych) usługach, to w jakiś sposób pokazał tendencyjny, „na zamówienie” polityczny raport – czy raczej przecieki z tego raportu, odnośnie ostatnich incydentów w Gruzji. Raport opracowany w jeden dzień, o charakterze wybitnie antyprezydenckim – we fragmentach wręcz prorosyjski, co już samo w sobie jest ogromnym, kompromitującym tą agencję skandalem.
Platforma jakoś nie ma szczęścia do raportów, ale przynajmniej jest potem o czym mówić, i kto wie czy o to w tym wszystkim nie chodzi najbardziej. Najsłynniejsza autorka od raportów i ekspert od „medialnego dymu” w rządzie Tuska, minister Pitera tym razem odkryła, że faktyczne dochody Bondaruka są trzykrotnie niższe niż podała CBA. Tylko czy jest to na pewno prawda? Za to z pewnością, jest to jakiś sukces i postęp, od ostatnich „antykorupcyjnych działań” pani minister, gdy udało jej się wykryć nieprawidłowości na kartach płatniczych w wysokości 8 zł i ileś tam groszy...
Czy oceniając medialną rzeczywistość w Polsce, powinniśmy się czemukolwiek dziwić? Absolutnie nie. W polskim „matrix-ie” wszystko jest możliwie, nawet najbardziej niewiarygodne przekręty – a później, w zależności od potrzeby, wszystko się odpowiednio „dokręci” albo „odkręci”. Przecież, nie tylko o media chodzi, ale dosłownie wszystko jest na usługach okrągłostołowego UKŁADU: sądy, agentura i prokuratura, wszelkiej maści służby dwupłciowe, jak trzeba to „naciśnie” się nawet Trybunał Konsytucyjny (tacy sami niezlustrowani sędziowie jak wszędzie), w rezerwie zawsze są uniwersytety i szkoły wyższe, wojsko i policja, itp... Przeciętny człowiek nie jest w stanie – w końcu większość z nas normalnie pracuje, ma rodziny – tego całego szumu medialnego i wirtualnego ani objąć ani dobrze zrozumieć.
Tylko ostatnio, Lech Wałęsa poza tytułem szlacheckim i nominacjami na honorowego obywatela kilku miast, został wytypowany – tym razem – na „rycerza wolności”. No cóż, mamy XXI wiek, i takie właśnie dominuje na polskich salonach „rycerstwo”. Warto przyjrzeć się, jakie są metody promowania i uwiarygadniania komunistycznych donosicieli i kapusi – to jest jeden z bardzo wielu przykładów medialnych manipulacji. Bo przecież nie jest to jakiś „sen wariata” ale to dzieje się na naszych oczach, pokazuje w którym miejscu tak naprawdę jesteśmy, gdy chodzi o rozliczenie się z własną przeszłością, o rozliczenie z komunizmem. Jeśli chodzi o Wałęsę, to jeszcze z nie jedną „szopką” uwiarygadniającą będziemy mieli do czynienia. Warto tylko zwrócić uwagę na to, kim są ci co go uwiarygadniają?
Polska jest z premedytacją niszczona na różne sposoby. Od wieków była, i tylko ktoś bardzo, bardzo naiwny może sądzić, że świat tak się zmienił, że teraz mamy wokół siebie tylko samych przyjaciół. Obecne antypolskie siły to nie tylko te zewnętrzne, ale niestety, również te wewnątrz kraju – i pod tym względem jest też tak jak dawniej, zdrada zawsze towarzyszyła Polsce od setek lat, i rzadko kiedy była karana. A gdy jeszcze „własne” rządy prowadzą agresywną, antypolską politykę – tak jak obecny rząd Platformy – to sytuacja staje się dramatyczna. Odniesienie i termin „antypolski” – nie jest w tym przypadku, ani przejęzyczeniem ani przesadą. Mamy przykłady, już nie dziesiątki ale setki antypolskich, czasami tylko drobnych incydentów ale jakże wymownych, zorganizowanych przez całą watahę współczesnych „Wielopolskich”. Choćby ostatnio – w sumie może drobna sprawa, ale jednak – zapiekły przeciwnik lustracji, marszałek Senatu Bogdan Borusewicz odmówł paszportu dyplomatycznego pani senator Dorocie Arciszewskiej-Mielewczyk (PiS) przed wyjazdem na rozprawę sądową do Kolonii (pieniężne roszczenia i zastraszenia ze strony Eriki Stainbach z tzw. „Związku Wypędzonych”).
Scena medialna jest obsadzona przez postkomunistyczną lewicę, od lewa do „prawa” – jest to bardzo smutna konkluzja ale tak właśnie jest. Naturalnie, nie wszyscy na tzw. „prawicy” są lewicowcami – same zresztą pojęcia „lewica” czy „prawica” są dosyć ulotne w szybko zmieniającej się rzeczywistości. Ale faktem jest, że funkcjonuje cała masa tzw. „wtyk” ustawicznie prowokująca skrajne zachowania, próbująca ośmieszyć, kompromitująca autentyczną polską prawicę, i niszcząca to co wartościowe już w zarodku. Zaliczają się z pewnością do tego grona polityczni analfabeci, nie potrafiący zauważyć różnic pomiędzy PiS-em a Platformą. Tylko, czy na pewno nie zauważają tych rożnic? Świetnie zauważają, ale na tym właśnie polega ta taktyka, aby konfundować normalnych, zaganianych i łączących koniec z końcem ludzi, gdzie tylko się da a najlepiej tam, gdzie najmniej się tego spodziewają.
A jak można totalnie ogłupić społeczeństwo i to w sposób wręcz skrajny, dysponując medialnym „matrixem”, pokazuje jeszcze jeden przykład. Otóż, na internetowej stronie Onetu „Wiadomości”, przeprowadzono sondaż o autorytetach (głosowanie przez kliknięcie) pośród odwiedzających stronę. Jaki był rezultat takiego głosowania? Łatwy do przewidzenia: największym współczesnym i żyjącym autorytetem w Polsce został Jerzy Owsiak – ten od „róbta co chceta” i festiwalu „Woodstock”, a największym antyautorytetem – któż by inny – o. Tadeusz Rydzyk.
Można by machnąć ręką i stwierdzić: „to tylko czytelnicy Onetu” – z tej samej „rodzinki” czyli „przyrodniej siostry” antypolskiej „Gazety Wyborczej”... Może właśnie dlatego o. Rydzyk zajął tam ostatnie miejsce, bo udało mu się stworzyć jedyne niezależne od „salonu” media na wysokim poziomie, do tego z polską duszą...
Warto się nad tą naszą kondycją umysłową chociaż trochę zastanowić, póki nie jest jeszcze całkiem za późno.
Obserwując, polską rzeczywistość medialną, przypomina się taka norwidowska refleksja – o czym Norwid całe życie marzył: gdzie jest to odrodzenie moralne narodu polskiego? Odrodzenie moralne i intelektualne w pracy dla Polski, które dla naszych wrogów zawsze było największym zagrożeniem?
Czy raczej nie jest tak, że mamy do czynienie z czymś zupełnie odwrotnym, z upadkiem moralności, obyczajów a „człowiek w Polaku dalej jest karłem”?
Krzysztof Wojciechowski
Ottawa, Kanada
Polecamy Państwu dwa poprzednie felietony autorstwa inż. Jerzego Skoryny:
PRACY JEST BARDZO DUŻO, LECZ...


Komentarze
Pokaż komentarze (7)