Ministrowie sprawiedliwości w III RP (poza ministrem Ziobrą) podobnie jak prezesi Telewizji Polskiej, to często osobnicy od „brudnej” – a jak potrzeba, to i od „mokrej” roboty. Świetnie potrafiący pływać w odmętach postkomunistycznego układu, posiadający gwarancję całkowitej bezkarności i bardzo wysokich profitów.Taki osąd, pozornie może wydawać się nazbyt surowy, ale jeśli skonfrontuje się go z faktami, to można dojść do wniosków jeszcze bardziej porażających. III RP stała się państwem mafijnym od pierwszych dni swojego istnienia, gdzie macki polskiej „kamorry” sięgały i dalej sięgają szczytów władzy. Od samego początku, mieliśmy do czynienia z pozorami demokracji i z pozorami odzyskanej wolności. Jeden z moich dobrych znajomych podsumował to mniej więcej takimi słowami: Polacy w swoim własnym kraju, tyle znaczą i tyle mają do powiedzenia ile znaczyli i mieli do powiedzenia Żydzi pod okupacją niemiecką. Z tą różnicą, że nie jesteśmy jeszcze zamykani w obozach koncentracyjnych.
I jest w tym niestety, sporo prawdy. Do Unii Europejskiej wprowadzili Polskę komunistyczni agenci – jak ktoś ma wątpliwości, to warto sprawdzić życiorysy głównych „aktorów” – a już samo referendum było tylko formalnością. Zresztą, nie ma co do tego wracać, „mleko już dawno się rozlało” i nic tego nie zmieni. Czy inne przykłady, jak choćby sprawa traktatu lizbońskiego – czyli znowu, wszystko za plecami społeczeństwa. W kolejce czeka sprawa euro – Platforma, ponoć „Obywatelska” – już zapowiedziała, że w tej sprawie, referendum też nie będzie. Czy choćby system wyborczy w Polsce, gdzie o tym, kto będzie zasiadał w parlamencie, decydują szefowie partii politycznych (i różni zakulisowi bonzowie). Parlamentarzyści absolutnie nie odpowiadają przed wyborcami, a tylko przed liderami swoich partii – czyli chory system u samych podstaw. I tak można co rusz wyciągać tego typu dziwolągi...
Pierwszym prezydentem III RP został dopiero co „obalony” komunistyczny dyktator, twórca stanu wojennego a zarazem sowiecki agent, Wojciech Jaruzelski. Natomiast, na premiera wytypowany został katolik, Tadeusz Mazowiecki. Obaj panowie, wykreowani i nadmuchani do rozmiarów wręcz niebotycznych: Jaruzelski na „zbawcę” ojczyzny, „bohatera” narodowego, „człowieka honoru”, a Mazowiecki „wzór cnót wszelakich”, fundator „grubej kreski” – i jak określa takich ludzi red. Michalkiewicz, na jeden z tzw. „skarbów narodowych” (obok Kuronia, Gieremka, Balcerowicza, Michnika, Bartoszewskiego i im podobnych...).
Z kolei przez IPN, tacy ludzie jak Jaruzelski, Kiszczak, i inni generałowie po stokroć łamiący – nawet to ułomne prawo komunistyczne, określeni zostali jako: „związek przestępczy o charakterze zbrojnym”. Dlatego też zapewnie, rząd Tuska tak zaciekle zwalcza IPN, aby zminimalizować wpływy, a najlepej aby zupełnie zlikwidować tą instytucję. I kto wie czy do tego nie dojdzie?
Aby zrobić karierę polityczną w Polsce, konieczne jest spełnienie jednego z dwóch warunków (a najlepiej obu): posiadanie komunistycznych korzeni – dodaktowo preferowana jest agenturalność, oraz postawa skrajnie lewicowa. Sprawą zupełnie drugorzędną jest, jakie później polityczne formacje ci ludzie bądą reprezentować. A najlepiej aby to była i prawica i lewica, co pozwoli skutecznie unikać różnych „przykrych niespodzianek” w czasie przyszłym... I taka jest niestety, fatalna, dominująca rzeczywistość. Wydobyć się z tego zaklętego kręgu postkomunistycznego układu, nawet w sprzyjających warunkach geopolitycznych nie byłoby sprawą łatwą. A w warunkach niesprzyjających – a w takich jest i jeszcze długo, długo będzie Polska – jest sprawą wręcz beznadziejną. Pod tym względem sytuacja Polaków w ostatnich 300 latach – poza okresem międzywojennym – nie zmieniła się aż tak bardzo.
W rzeczywistości geopolitycznej jaka nastała po 1990 roku, wmówiono społeczeństwu całą masę kłamstw, dotyczącą różnych spraw i tematów. Jak choćby to, że komuniści zostali w Polsce obaleni. Czy ktoś kiedyś widział obalonego komunistę? No chyba, że chodzi o Kwaśniewskiego albo o Kuronia, jak obalali się od ściany do ściany.
W całej tej nowej, politycznej konfiguracji, przełomowym był rok 1992, gdy chciano oczyścić państwo z eSB-eckiej i z sowieckiej agentury. Rząd premiera Olszewskiego, który chciał to zrobić, został natychmiast odwołany. Wtedy najlepiej można było zobaczyć – na chwilę opadły maski – kto jest w partii polskiej a kto w partii antypolskiej. To między innymi z tego powodu, jest w kraju tak potworne bagno korupcji, bandytyzmu i rządzi mafia. Premierem Polski jest człowiek, który wtedy, w 1992 roku zadeklarował swój udział w agenturalnej partii antypolskiej.
Bez tego kontekstu, i bez tej elementarnej wiedzy nie ma żadnego sensu ocenianie jakiegokolwiek ministra sprawiedliwości, czy całego ministerstwa w tzw. III RP, które z reguły jest, a przynajmniej powinno być najbardziej reprezentatywne dla całego rządu.
Polska od zakończenia II wojny światowej była i do tej pory pozostaje – mówiąc tak dosadnie – państwem bandyckim, w najbardziej tego dosłownym znaczeniu. Żaden z dotychczasowych rządów nie był w stanie wykryć sprawców – nie mówiąc już o ich ukaraniu – chociaż jednej z kilkunastu wielkich, polskich afer. Wręcz przeciwnie, każdy rząd (oprócz PiS-owskiego – stąd ten atak wścieklizny wobec PiS-u) i praktycznie wszystkie instytucje państwa, robiły wszystko, aby do wykrycia bandydów i aferzystów nigdy nie doszło. Najwięcej tego typu przypadków, krycia bandziorów w „białych kołnierzykach” było pod rządami aferałów z SLD-PSL. W dalszym ciągu, na wolności chodzą zleceniodawcy i mordercy ks. Jerzego Popiełuszki, ks. Stefana Niedzielaka i ks. Stanisława Suchowolca – zamordowanych już, w jakoby wolnej Polsce. Tylko w państwie bandyckim – gdzie nawet przeciętnie myślący człowiek doskonale wie, kto jest odpowiedzialny za te i inne komunistyczne zbrodnie i kim są ci tzw. „nieznani sprawcy” – zbrodniarze, bandyci i agenci są pod taką ochroną państwa i cieszą się takimi przywilejami.
Dokładnie tak samo jest i teraz. Pałeczka pokoleniowa „władzy raz zdobytej nigdy nie oddamy” z rąk komunistów (Jaruzelski, Kiszczak, Urban) została przekazana w równie godne ręce postkomunistów – nazywających siebie liberałami, oraz tej samej, postkomunistycznej agentury (Kwaśniewski, Pawlak, Miller, Tusk, Oleksy). Oraz, ścisłe zaplecze: Komorowski, Ćwiąkalski, Palikot, Niesiołowski czy też jego serdeczny druh Czuma. Tylko pozornie, jest to takie dziwne „pomieszanie z poplątaniem”...
Ocena takiego czy innego ministra sprawiedliwości, bez opisu całego obrazu w jakim to ministerstwo funkcjonuje, może tylko prowadzić do fałszywych wniosków. Zresztą, propagandziści zwani obecnie pijarowcami, robią wszystko aby te fałszywe wnioski były dominujące i co gorsza, niepodważalne.
Jednak, nie da się rzeczywistości tak totalnie zakłamać, nawet gdy dysponuje się prawie wszystkimi tubami propagandowymi. Rzeczywistość skrzeczy, i wszyscy zaczynają to coraz bardzej słyszeć i widzieć. Ćwiąkalski to były, wieloletni członek PZPR, adwokat uwikłany w obronę ludzi ze świata gangsterskiego, nigdy nie powinien zostać ministrem sprawiedliwości. To co robił Ćwiąkalski w rządzie Tuska jako minister, kwalifikuje go przed Trybunał Stanu, zresztą razem z premierem. Fakt, że do tej pory w Polsce, żaden jeszcze prezydent, ani premier, ani nawet minster nie stanęli przed Trybunałem jest sam w sobie kuriozum i równocześnie ogromnym skandalem.
Fundamentem praworządności w Polsce powinna być lustracja i dekomunizacja, ale o tym nawet się nie wspomina. Za to rozgrywanym „klasykiem” w polskim prawodawstwie jest sytuacja, gdy tajny eSB-ek, latami prowadzący swoich agentów i różnych kapusi, zeznaje i ręczy za ich uczciwość i szlachetność. Czyli eSB-ek kreowany jest na jedynego „sprawiedliwego” i to jego ocena (wiadomo jaka...) jest decydująca i rozstrzygająca przed „niezależnym” sądem – niezlustrowanych sędziów i z politycznego klucza. Oto Polska właśnie.
Jedynym „osiągnięciem” Ćwiąkalskiego było obsesyjne ściganie swoich politycznych przeciwników, ze szczególnym uwzględniem swego poprzednika na tym stanowisku – najlepszego ministra w tym resorcie, Zbigniewa Ziobrę. Poza tymi „osiągnięciami”, jedno duże, wielkie i ogromne NIC – tyle zrobił Ćwiąkalski jako minister. Za to Ziobro jest po kilka razy w tygodniu ścigany przez prokuraturę i musi jeździć z jednego końca Polski na drugi, tłumaczyć się nie wiadomo z czego, a tylko za to, że odważył się nadepnąć po paluchach rządzącemu układowi. W najbardziej skorumpowanym państwie w Europie jakim niestety jest Polska, mogliśmy obserwować wielotygodniowe, żenujące spektakle, a to z laptopem, a to z „przeciekiem” w aferze paliwowej (od razu widać, gdzie postkomunistów najbadziej boli...), ze śledztwem – dla celów pijarowskich – w sprawie wanny Wassermanna, Piterze udało się odzyskać 8 zł., i takie są realne sukcesy wymiaru sprawiedliwości w rządzie Tuska.
Policja jest naturalnie, również bardzo zajęta, a to przy ściganiu różnych babci klozetowych albo na bazarach, albo regulująca ruch na przejściach dla pieszych. W czasie ostatniej wizyty w Polsce, w małym miasteczku powiatowym, byłem zatrzymany przez dwóch policjantów za to, że przeszedłem trzy metry w odległości od pasów do tego przeznaczonych. Zawsze wydawało mi się, że przez jezdnię należy przechodzić w sposób przede wszystkim bezpieczny, a teraz już wiem, że jeszcze koniecznie po pasach. I ten obrazek chyba najlepiej pokazuje, jak sielankowym krajem jest Polska, policja nie ma już nic innego do roboty, tylko zajmowaniem się regulacją ruchu na przejściach dla pieszych...
Za rządów PiS-u, taki osobnik jak Ryszard Krauze – właściciel „Samoobrony” – musiał z Polski uciekać (zresztą jaka tam „ucieczka” – przedłużył sobie pobyt za granicą w celach biznesowych, ma się rozumieć...) za różne ciemne sprawki. Ale już za rządów „swoich”, spokojnie mógł powrócić i znowu ma się świetnie. Zatrzymany poza granicami Polski Henryk Stokłosa i przywieziony do kraju w kajdankach, też stosunkowo szybko wychodzi na wolność, a sprawy sądowe jak to zwykle w takich przypadkach bywa, prowadzone będą na przedawnienie. W ramach wdzięczności, minister Ćwiąkalski zawsze jest serdecznie witany w domu państwa Stokłosów, na pożegnane każdej takiej wizyty zaopatrzony w najlepsze wędliny, alkohole, czym chata bogata...
Bandyci, kryminaliści, „obcinacze palców” na wolności, dziwne przypadki „samobójstw” w najlepiej strzeżonych więzieniach w sprawie bestialsko zamordowanego Krzysztofa Olewnika. Albo zalanie ponad 230 dowodów fekaliami w magazynach Komendy Wojewódzkiej w Olsztynie w tej samej sprawie – naturalnie przypadkowe, a jakże by inaczej. To tylko niektóre przypadki, z bardzo wielu symbolicznych, jak „ciężko” pracuje się w ministerstwie od „brudnej roboty”.
Od kilku dni, mamy nowego ministra sprawiedliwości, Andrzeja Czumę. Jak to się mówi, zamienił „stryjek siekierkę na kijek”. Każdy, kto spędził chociaż kilka godzin przysłuchując się jak pracuje sejmowa komisja ds. nacisków, na czele której stał właśnie Czuma, ma prawo określić tego człowieka krótko i dosadnie: łajdak, zwykły łajdak. Łajdackie metody jakie w tej komisj uskuteczniał Czuma, czarno na białym pokazują, kim naprawdę jest ten człowiek, osobnik całkowicie oddany i służący postkomunie. Dawna opozycyjność, w którą tak ochoczo „ubierano” Czumę, miała służyć tylko i wyłącznie pijarowi, zresztą wszystko, co ten rząd robi, tylko temu jest podporządkowane.
Już w pierwszych dniach swojego urzędowania, minister Czuma, który przecież nadzoruje pracę prokuratury, w sposób skandaliczny pozwolił sobie na stronnicze wypowiedzi w odniesieniu do zatrzymanego przez prokuraturę prezydenta Sopotu, Jacka Karnowskiego. I warto w tym kontekście przypomnieć, że właśnie taki człowiek stał na czele sejmowej komisji „do spraw nacisków”. Logicznie to oceniając, to właściwie trudno się temu dziwić – to bardzo typowe dla tego rządu.
Taka jeszcze ciekawostka, asystentem posła Czumy jest jego syn – i tak mimo woli przypomina się sytuacja byłej posłanki Zyty Gilowskiej. Czyżby standardy się w Platformie zmieniły? Dodatkowo, mnóstwo ciekawych faktów (z nazwiskami w tle) przytacza tekst o Czumie w ostatniej „Polityce” – czyli potwierdzenie bardzo negatywnych opinii, z jego pobytu w Stanach. Szczególnie ciekawe, są te „finansowe” uzupełnienia. Tak, ten człowiek jest naprawdę godny stanowiska ministra sprawiedliwości w rządzie Platformy, nie wspominając o kompetencjach i profesjonaliźmie.
Krzysztof Wojciechowski
Ottawa, Kanada


Komentarze
Pokaż komentarze