10 lutegopodczas świętowania rocznicy Zaślubin z Morzem prezydent Lech Kaczyński wręczył wysokie odznaczenia państwowe rodzinom marynarzy, którzy zginęli na ,,Busku – Zdroju” i ,,Leros Strengthe”. Pozornie uznać to można za piękny gest, tymczasem wywołał on na Wybrzeżu burzliwą dyskusję. Część rodzin poległych odmówiła przyjęcia odznaczenia motywując chyba nie bez racji, że nie widzą sensownego powodu do ich przyznawania. Posypały się też protesty ze strony rodzin marynarzy, którzy zatonęli na innych statkach, jak na przykład w głośnej tragedii promu ,,Heweliusz”.
Cała ta historia aż nadto dobitnie pokazuje, że sprawa honorowania odznaczeniami państwowymi jest nadal nieuporządkowana, co tylko degraduje ich rangę i czas chyba najwyższy, aby się wreszcie za to energicznie zabrać.
W okresie międzywojennym umiano sprawy te elegancko załatwić, nadając państwowym odznaczeniom odpowiednio wysoką rangę. W pierwszej kolejności zajęto się żyjącymi jeszcze weteranami powstania styczniowego, awansując ich wszystkich na stopnie oficerskie, szyjąc im piękne mundury, budując domy kombatantów zapewniające odpowiednią opiekę i oczywiście wręczając wysokie odznaczenia państwowe.
Natychmiast po zakończeniu wojny w bolszewikami utworzona odpowiednią komisję i sukcesywnie, w relatywnie krótkim czasie, uhonorowano odpowiednimi odznaczeniami wszystkich zasłużonych w walce o niepodległość.
Przez cały okres międzywojenny zachowano rangę i prestiż odznaczeń państwowych, wręczając je wyłącznie osobom mającym rzeczywiście wyjątkowe zasługi dla Rzeczypospolitej. Państwowe odznaczenia nie tylko dawały zaszczyt i splendor odznaczonym, ale i potwierdzały prestiż państwa polskiego.
Za PRL nie tylko, że w szybkim tempie zdegradowano rangę i znaczenie odznaczeń państwowych, ale wręcz je splugawiono. Komuniści z bezprzykładną hojnością obwieszali się nimi wzajemnie, dodając do istniejących nowe ordery. Szczególnie haniebnie potraktowano historyczny order Virtuti Militari, którym odznaczano autentycznych zbrodniarzy, ,,zasłużonych” w walce z niepodległościowym podziemiem.
Wymyślono też coś, czego chyba nie ma w żadnym normalnym państwie, a więc tak zwane odznaczenia resortowe, przyznawane nie za jakieś wybitne zasługi, tylko automatycznie za określony czas normalnej pracy. Znałem panią, która jako sekretarka przepracowała kilkadziesiąt lat w jednym z ministerstw, umiejąc tylko...parzyć kawę, a była obwieszona wszelkimi możliwymi odznaczeniami, medalami i orderami jak ruski generał. Taniej było dawać odznaczenia, niż godziwie płacić za dobrą pracę.
Wszystkie te odznaczenia szybko utraciły jakikolwiek prestiż i znaczenie. Liczyły się tylko z powodów finansowych tak zwane ,,ordery chlebowe”, dające znaczne przywileje emerytalne, a resztę odznaczeń pogardliwie nazywano ,,blaszkami”.
Wydawało się, że te w równym stopniu haniebne, jak i żałosne praktyki zostaną zarzucone po roku 1989. I owszem: dość szybko zlikwidowano odznaczenia resortowe i pozbawiono VM Leonida Breżniewa. Ale już postulat zgłoszony przez byłego posła Alojzego Szablewskiego, aby jak najszybciej uhonorować wszystkich żyjących jeszcze weteranów walk o niepodległość, a więc ,,żołnierzy wyklętych”, uczestników poznańskiego Czerwca’56 i Grudnia’70, były prezydent Lech Wałęsa odrzucił, gdyż jakoby ,,jeszcze nie nadszedł na to czas”.
Za to Aleksander Kwaśniewski okazał wyjątkową hojność, sypiąc orderami jak z worka obfitości, przede wszystkich dla swoich partyjnych kolesi. Dla zachowania pozorów przyznano też nieco odznaczeń osobom autentycznie zasłużonym, z których wielu w tej sytuacji odmówiło przyjęcia tych odznaczeń, lub nadając je pośmiertnie autentycznym bohaterom, którzy nie mogli przeciwko takim praktykom zaprotestować.
Jednocześnie zignorowano postulat zweryfikowania listy kawalerów VM i jednoznacznego wyjaśnienia rangi tego orderu nadanego przez komunistyczne władze, co tylko ciężko krzywdzi autentycznych bohaterów.
Jednym z pierwszych poczynań Lecha Kaczyńskiego jako Prezydenta RP było odznaczenie żyjących jeszcze weteranów Czerwca’56 i wydawało się, że w ślad za tym rozumnym krokiem pójdą kolejne, porządkujące cały system przyznawania odznaczeń państwowych, które wreszcie odzyskają dawną rangę i należyty prestiż. I owszem – przyznano wysokie odznaczenia garstce ,,żołnierzy wyklętych” i do rangi pozytywnego symbolu urosło pośmiertne uhonorowanie ,,Ognia” czy ,,Łupaszki”. Ale wszystkie te poczynania nie mają znamion dobrze zorganizowanej akcji. Czynione dosyć chaotycznie, bez jakiegoś sensownego planu i myśli przewodniej, powodują więcej zamętu i rozgoryczenia niż dają uzasadnioną satysfakcję. Tłumaczenie, że ostatnio odznaczono rodziny marynarzy poległych na dwóch konkretnych jednostkach dlatego, bo w sprawie pozostałych nie było wniosków, jest zbyt naiwne, aby je poważnie traktować.
Zresztą, czy sam fakt, że ktoś przepracował normalnie ileś tam lat w jakiejś firmie czy instytucji jest czymś na tyle nadzwyczajnym, że zasługuje na państwowy order ?
Śmierć na morzu czy w kopalnianym chodniku jest wkalkulowana w te zawody i o ile potrzebna jest troska państwa o los osieroconych rodzin, to nie jest to chyba wystarczający powód do przyznawania państwowych odznaczeń. Na takie odznaczenia zasłużyli natomiast w sposób oczywisty polegli ostatnio w katastrofie helikoptera pod Wrocławiem, którzy świadomie ryzykowali własnym życiem, aby ratować innych ludzi. To było autentyczne bohaterstwo, godne należytego uhonorowania.
W kaszubskich Sierakowicach w bardzo ciężkich warunkach, zmagając się z nieprzychylnym jemu ZUS – em dożywa swoich lat pan Bernard Skorowski – członek narodowej konspiracji niepodległościowej ,,Semper Fidelis Victoria” do roku 1989, weteran Grudnia’70 ciężko wtedy ranny i trwale okaleczony. Czy ten autentyczny bohater doczeka się za życia należnego jemu wysokiego państwowego odznaczenia ? Czy kiedykolwiek weterani Grudnia’70 otrzymają od państwa polskiego należny im wyraz wdzięczności za czynną walkę o niepodległość ? Raczej należy w to wątpić, bo i kto ma się o to upomnieć, a nie stworzono wzorem przedwojennym systemu wyszukiwania i weryfikacji osób rzeczywiście dla Polski zasłużonych. Nadal – jak to potwierdza opisana na wstępie sprawa poległych na morzu marynarzy – przyznawanie odznaczeń państwowych to sprawa przypadku, znajomości i bardziej politycznej koniunktury, niż rzeczywistych zasług dla Polski.
I chyba już nigdy nie przywróci się pierwotnej wartości VM, podobnie jak i pozostałym orderom.
Dziś jedynymi naprawdę wartościowymi odznaczeniami są środowiskowe – a nie państwowe - odznaki, medale i ordery jak ,,Polonia Mater Nostra Est”, a dla przytłaczającej większości autentycznych bohaterów i osób mających dla Polski niepodważalne wybitne zasługi pozostaną już tylko tradycyjne polskie brzozowe krzyże nad ich mogiłami. Smutne !
Waldemar Rekść
49
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze