gazetaprawdy gazetaprawdy
57
BLOG

CZY AGONIA POLSKIEJ GOSPODARKI MORSKIEJ ?

gazetaprawdy gazetaprawdy Polityka Obserwuj notkę 0

Wyniki wyborów do europarlamentu raczej nie napawają optymizmem. Nie chodzi tylko o sukces PO, ALE warto zwrócić uwagę na ciężką porażkę PiS na Wybrzeżu Gdańskim. Tylko jeden mandat na pięć i to kandydata z odległego miejsca na liście jest żółtą kartką, jaki PiS - owi pokazał pomorski elektorat. Jednocześnie bezspornym jest fakt, że do europarlamentu nie dostał się żaden kandydat z Pomorza Gdańskiego, który w przeszłości próbował coś zrobić dla powstrzymania upadku polskiej gospodarki morskiej. Co gorsza, mandaty uzyskały osoby, które ponoszą odpowiedzialność za jej upadek.
 

Janusz Lewandowski czy Jan Kozłowski jako europosłowie to kontynuacja dotychczasowej polityki, a to oznacza, że nie będzie nikogo, kto by chociaż próbował bronić nawet polskich rybaków bałtyckich, za to będzie kontynuowana – przykładowo - wyprzedaż polskich portów obcym inwestorom.
 
Na Pomorzu Zachodnim wobec spektakularnej klęski Libertas – chyba częściowo na własne życzenie – odpadł senator Krzysztof Zaremba, który tak desperacko bronił polskie stocznie, za to europosłem został były SLD – owski minister Bogusław Liberadzki, odpowiedzialny m.in. za upadek Polskich Linii Oceanicznych, któremu bardziej po drodze jest z Januszem Lewandowskim.
 
Spektakularna sprzedaż tuż przed wyborami stoczni w Gdyni czy w Szczecinie - nie wchodząc nawet w identyfikację ich nabywcy – zapewne tylko przedłuży ich agonię, gdyż stocznie w oderwaniu od zaplecza nie mają szans wyjść finansowo nawet na zero, a żaden nabywca nie będzie do nich dopłacał. Jest więc duże prawdopodobieństwo, że w najlepszym wypadku podzielą one los Stoczni Gdańskiej, której upadek tylko został wydłużony w czasie, bo już dziś większość terenów postoczniowych stanowi własność jakiejś ,,szemranej” spółki i będzie ,,zaorana”, by użyć określenia Mieczysława F. Rakowskiego.
 
O wyniku wyborów zadecydował tak zwany ,,twardy elektorat”, który z nielicznymi wyjątkami nie kierował się względami merytorycznymi, bo w okręgu gdańskim mandat europosła z listy SLD – UP uzyskał prof. Pastusiak, który nigdy się gospodarką morską nie zajmował, a nie były poseł Różański, który rzeczywiście w Sejmie starał się coś dla polskiej gospodarki morskiej zrobić. Szkoda, że w wyborach nie wystartowała bardzo zasłużona pani senator Arciszewska – Mielewczyk, bo to może ona  pojechałaby  do  Brukseli  zamiast  sympatycznego  skądinąd  posła Tadeusza Cymańskiego z PiS, który jest klasyczną polityczną ,,wydmuszką”. A zasłużony dla prób ratowania gospodarki morskiej były wiceminister Zbigniew Wysocki był na ostatnim miejscu listy z minimalnymi szansami na sukces.
Tak więc przed polską gospodarką morska rysują się raczej ponure perspektywy, jak i w ogóle – przed całą stricte polską gospodarką.
 
Polska i Polacy nadal będą tracić polskie przedsiębiorstwa, które albo dalej będą likwidowane, albo będą przechodzić w obce ręce.
 
A to oznacza, że nadal miliony Polaków będą MUSIAŁY pracować za granicą i liczba ludności Polski będzie sukcesywnie spadać, a wielu innych będzie zmuszonych do specyficznej emigracji wewnętrznej, to znaczy będzie pracować w Polsce, ale nie na swoim – polskim, będąc zdanymi na łaskę i niełaskę zagranicznych właścicieli. A czym to ostatnie grozi, aż nadto dobitnie pokazują czarne chmury nad gliwickim Oplem.
 
Tak czy inaczej jest bardzo prawdopodobne, że wyniki wyborów oznaczają praktyczny koniec polskiej gospodarki morskiej. Pozostaną w Polsce morskie porty, ale albo – jak Kołobrzeg czy Ustka – zredukowane w swoich morskich funkcjach do minimum, albo jak Gdańsk czy Gdynia przejmowane przez obcych inwestorów. Upadek polskich stoczni oznacza upadek lub degradację półtora tysiąca kooperujących zakładów w całej Polsce, które nawet jeżeli po przekwalifikowanie przetrwają, to nigdy nie odzyskają dawnej świetności i tak zasłużony HCP – Cegielski będzie zapewne produkował wagony kolejowe i tramwaje, ale pracując zaledwie na ,,ćwierć gwizdka” nigdy już nie odzyska pozycji największego w świecie producenta silników okrętowych.
 
Nawet nie podejmie się prób wykorzystania unijnych funduszy dla realizacji unijnej strategii dotyczącej transportu morskiego i stworzenia polskiej floty kabotażowej, czyli do transportu przybrzeżnego w obrębie Europy. A o odbudowie polskiej floty liniowej nawet nie ma co marzyć i polscy marynarze będą już tylko pracować dla obcych armatorów.
 
I mocno się należy obawiać, że spełni się diagnoza wybitnego męża stanu senatora – arcybiskupa Jana Dymitra Solikowskiego, który już w XVI – wieku ostrzegał Polaków przed takim scenariuszem, w finale którego na zawsze zostaniemy ubogim krewnym Europy, definitywnie tracąc zarazem suwerenność gospodarczą – jeden z filarów faktycznej suwerenności państwowej.
 
Waldemar Rekść


 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka