29 obserwujących
75 notek
224k odsłony
  2607   0

A imię ich - bohatery

 

                                                                     

                                                     Kto ratuje jedno życie – ratuje cały świat                                                                                 

                                                                                        Inskrypcja na medalu „Sprawiedliwy wśród narodów świata”

 

Skandaliczna wypowiedź szefa FBI Jamesa Comeya imputującego Polakom swoistą kolaborację z reżimem hitlerowskim w realizacji „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” wzbudziła nad Wisłą zrozumiałe oburzenie. Władze państwowe zaczęły domagać się od szefa FBI przeprosin, do których jednak nie doszło – skończyło się zaledwie na wyrażeniu ubolewania.

 

       Możemy oburzać się na świat za używanie przez całe dziesięciolecia terminu „polskie obozy koncentracyjne”, za imputowanie nam, czasami nie wprost, czasami na zasadzie stosowanych skojarzeń, że jako naród „zoologicznie antysemicki” (co używane jest w formie aksjomatu), stworzyliśmy odpowiedni społeczny klimat przyzwolenia, swoiste podglebie dla realizacji Holocaustu. Są to zarzuty głęboko niesprawiedliwe, intelektualnie nieuczciwe i niezgodne z faktami, ale czy sami – bo wysyłanie sprostowań i not protestacyjnych niewiele załatwia – nie jesteśmy trochę winni takiemu stanowi rzeczy? Zacznijmy od faktów.

                                                           Piekło Holocaustu

       Gdy Hitler na terenach podbitych wprowadził w czyn swój plan eksterminacji narodu żydowskiego, zaczął od zamykania ich w gettach, które – jak się szybko okazało – były tylko „obozami przejściowymi” na drodze do „rozwiązania ostatecznego”. Warunki w  gettach były straszliwe – głód, choroby, ogromne zagęszczenie, wysoka śmiertelność – ale co pewien czas owe getta były rozgęszczane. Zapędzani na Umschlagplatz w warszawskim getcie Żydzi, ładowani byli do bydlęcych wagonów, gdzie stacją końcową podróży była Treblinka. Tam czekała na nich śmierć. Przez pewien czas Żydzi żyli złudzeniami, w czym utwierdzali ich Niemcy, że wyprawa pociągiem oznacza przesiedlenie. Takim złudzeniom ulegał Adam Czerniaków, prezes Żydowskiej Gminy Wyznaniowej i szef swoistego samorządu w getcie. Gdy jednak otrzymał potwierdzone wiadomości, że w Treblince czekają na jego rodaków komory gazowe – popełnił samobójstwo. Nie chciał wysyłać żydowskich policjantów, żeby zaganiali swoich rodaków na Umschlagplatz, nie chciał uczestniczyć w zagładzie własnego narodu. Inaczej zachowali się wspomniani policjanci, oni już też wiedzieli co oznacza słowo Treblinka. I chcieli choćby na miesiąc, tydzień, dzień ratować siebie i swoje rodziny. Chcieli być na końcu kolejki do gazu. O tym, że taka postawa prowadziła donikąd przekonał się Chaim Rumkowski, przewodniczący Stowarzyszenia Żydów w getcie łódzkim, w którym, za zgodą Niemców, był panem i władcą. I mimo, że bez szemrania wykonywał wszystkie polecenia Niemców –  sam pojechał ostatnim transportem do Auschwitz. Przypominam o tych wydarzeniach z przedsionka piekieł nie po to, żeby kogokolwiek ze skazanych na wytępienie przez Hitlera oceniać, a tym bardziej potępiać. Jestem od tego jak najdalszy. Żeby jednak zrozumieć w jakich warunkach przyszło Polakom pomagać i ratować Żydów, trzeba sobie zdać sprawę, że piekło jakie stworzyli Niemcy na polskiej ziemi przerosło o lata świetlne najbardziej przerażające fantazje Dantego.

                                                   Wszyscy byli odwróceni

       Gdy Jan Karski, emisariusz polskiego Państwa Podziemnego dotarł jesienią 1942 roku do Londynu, miał do wykonania specjalną misję – przedstawić udokumentowany raport o sytuacji Żydów na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Stanął przed obliczem Winstona Churchilla, na początku 1943 roku dotarł do USA i rozmawiał z prezydentem Franklinem Dolano Rooseveltem, również z prominentnym przedstawicielami amerykańskich Żydów – wszędzie spotykał się z niedowierzaniem. Od jednego z rozmówców, bodajże sędziego amerykańskiego Sądu Najwyższego usłyszał: - Nie twierdzę, że pan kłamie, ale jakoś trudno mi uwierzyć w te okropności, o których pan opowiada. Nasi alianccy sojusznicy do końca wojny nie kiwnęli nawet palcem, żeby ratować mordowanych Żydów, nie zgodzili się na zbombardowanie komór gazowych i krematoriów w Auschwitz, na zrzucenie z samolotów milionów ulotek nad terytorium III Rzeszy, informujących Niemców o zbrodni jaka jest dokonywana w obozach śmierci, już pod koniec wojny odrzucili ofertę Niemców: wymiana dużej grupy Żydów węgierskich za ciężarówki.

        Opisywane zdarzenia stanowią  ciemną kartę w historii Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, ale także amerykańskiej diaspory żydowskiej, historii o której nikt już dzisiaj nie chce pamiętać. Ale wtedy, gdy dymiły piece krematoriów, nic nie było w stanie wstrząsnąć sumieniami naszych potężnych aliantów. Szmul Zygielbojm, doradca polskiego rządu na uchodźctwie, przed popełnieniem w Londynie samobójstwa,  napisał w liście pożegnalnym: Śmiercią swoją pragnę wyrazić najsilniejszy protest przeciw bierności, z którą świat przygląda się i dopuszcza do zagłady ludu żydowskiego.

Lubię to! Skomentuj24 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale