1. Narzekamy a to na GW, a to na "Wprost" lub inne tytuły czy portale, ale z powodów bliżej mi nie znanych (lenistwo?), nie staramy się weryfikować prawdziwości tekstów u źródła, tylko jak leci - powołujemy się na te teksty wyciągjąc niekoniecznie prawidłowe teksty. Czasami ze względów ideologicznych odpowiada nam tenor tych artykułów bez względu na ich prawdziwość. A potem dziwimy się, że taki "Fakt" ze swoim "listem od betanek" wpuszcza nas w maliny. Jasne że lepiej potem narzekać na niewiarygodność, bo ... tak wygodniej.
2. Minęło już tyle lat od 1989, nauka języków obcych jest już dozwolona (angielski jakoś sie przyjął sądząc po wklejanych niemal całych artykułach, niemiecki - choć to nasz sąsiad już mniej), za to niemiecki niekoniecznie biorąc za przykład dzisiejszy szum związany z przyczynkami w dyskusji w niedzielnym wydaniu "Welt am Sonntag" pisanymi niekoniecznie przez fachowców (a nawet wręcz przeciwnie - p. Fabrizius jest specem od finansów i nieruchomości, inna pani znowu znawcą Kafki, a p. Posener do niedawna był po prostu nauczycielem i tzw. dożywotnim urzędnikiem).
Nie zmienia to oczywiście faktu, że dobrze jest znać zdanie innych, tych mniej oficjalnych Niemców uznających w jakis sposób nasze racje. Tylko znajmy proporcje i nie twórzmy iluzji, że opiniotwórczy "Die Welt" nagle prezentuje oficjalne stanowisko kół politycznych Niemiec. Dobrze jest mieć sprzymierzeńców, szczególnie wśród sąsiadów, ale nie poddawajmy sie drobnym manipulacjom dziennikarzy szukających za wszelką cenę podparcia dla swoich tez (podobnie było w przypadku p. B. Komorowskiego i jego cytatami z prasy na Jamajce, co wywołało oczywisty śmiech).
Starajmy się weryfikować informacje z tej bliskiej zagranicy czytając po źródła, żeby potem nie mieć katzenjammera.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)