By skłonić się do jednej z dwóch powyższych możliwości najpierw remanent: oto po Marcinkiewiczu, Sikorskim, Dornie, odchodzi czy jest usuwany ze stanowiska kolejna z czolowych postaci PiS-u – Janusz Kaczmarek. Tyle że on odchodzi jak na razie w nieslawie, a nawet – jesliby porównać z afera starachowicką – jest powaznie zagrożony karą więzienia (pamiętajmy, że za Starachowice do w więzienia udalo się trzech poslów SLD, w tym jeden wiceminister WSWiA). Widac więc pewien postęp – przedtem wiceminister, teraz podejrzany jest sam minister, a podejrzany jest o chronienie wicepremiera. Tego do tej pory nie było. Nawet za SLD.
Wróćmy jednak do naszych baranów. W tle odchodzących i zwalnianych w ostatnich dniach są m.in. wiceprezes KNF, wiceprezes PZU, wiceprezes Orlenu, kilku wiceministrów ministerstwa finansów (a propos – co się dzieje z p. wicepremier Gilowską? Też chora? Ciężka ta slużba na rządowych posadach, ich poprzednicy jakos byli zdrowsi).
Jest tajemnica poliszynela, że zaufani ludzie p. premiera nie darza się zbytnia sympatią, glównie dzieje się tak w resortach silowych, a szczególnie na linii min. Ziobro-min Wassermann. W aferze węglowej obaj panowie tłumaczyli się i zarazem atakowali z trybuny sejmowej. W tym pojedynku górą okazal się być p. Ziobro, co zostalo udokumentowane powolaniem p. Kaczmarka na stanowisko ministra SW. Na nieszczęście p. Ziobry ktos postanowil zaproponowac go jako przyszłego premiera, by w ten sposób uratować koalicję Pis/SO/LPR. Bronil się p. Ziobro jak mógl, ale posmak zostal.
Wszyscy wymienieni powyżej, może poza p. Kaczmarkiem, byli politykami, zaufanymi p.premiera, przynajmniej do pewnego czasu, jak się okazywalo.
Sytuacja Pis jest nieciekawa. P. premier silą stara się zachowac jedność, ale jak tak dalej pójdzie zostanie sam w towarzystwie m.in. pp. Karskiego, Suskiego, Kuchcińskiego itd. P. Ziobro chyba wyraźnie zrozumial zwolnienie J. Kaczmarka i w sposób niemal lizusowski podczas konferencji prasowej niemal wylal na niego kubel pomyj, ale za to w eleganckiej formie.
W tej wersji wydarzeń, mając za plecami brata-prezydenta ( który już dawno obiecal, ze w przypadku zwycięstwa PO w wyborach nadzwyczajnych, będzie wetowal każda inicjatywę ustawodawczą przeciwników politycznych), J. Kaczyński – by nie stracić twarzy, a tego by nie przeżyl – może zdecydowac się na wcześniejsze wybory. Razem z bratem-prezydentem oraz bardzo silna partią opozycyjną (ok. 130 szabel) byliby w stanie nadal kontrolować rozwój sytuacji politycznej w Polsce, a co ciekawsze – nie biorąc za ten rozwój absolutnie żadnej odpowiedzialności (niech się wali gospodarka, niech diabli wezmą EURO2012 – my za to nie jesteśmy odpowiedzialni, to PO). Po niewielu latach, zachowując absolutna wladzę w partii, przy wsparciu Radia Maryja, szansa powrotu do rządów bezpośrednich jest calkiem realna. Ta wersja jest bardzo jest więc bardzo pociagjąca dla przywódcy PiSu, który sam wybierze sobie termin wyborów i spróbuje wyciągnąć z tego faktu jak najwięcej korzyści.
Wersja druga jest bardziej nieprzyjemna dla Jarosława Kaczyńskiego. Na skutek m.in. tarć wewnetrznych, kłótni o wplywy, krótkiej lawki oraz wykorzystywanej skrzętnie przez innych, co bardziej inteligentnych, członków kierownictwa PiS nadmiernej podejrzliwości przywódcy doszlo wreszcie do tego, do czego musialo dojść, a co jest sequelem wydarzeń z okresu rządów AWS. Rozwoj sytuacji staje się niekontrolowany, a skończyc się może dotkliwa porażką wyborczą, następnie marginalizacja partii i na koniec rozpadem lub atrofia, tak jak w przypadku AWS (nie zapominajmy, że Pis tez nie jest monolitem od początku do końca).
Jest jeszcze trzecia wersja, która zaliczyłbym do sfery political fiction, ale jak uczy historia political fiction też czasami lubi się sprawdać. I tu dochodzimy do koncepcji Wielkiego Blefu. Co należy zrobić, aby – mimo częściowej utraty zaufania społecznego potrzebnego do wygrania wyborów – nie stracić władzy, a szczególnie autorytetu (na którym Jarosławowi Kaczyńskiemu zależy piekielnie), oddając ją pozornie na skutek przegranych wyborów. Należy po prostu pozornie (!) poświęcić najbardziej zaufanych współpracowników, by dowieść wyborcom, że jest się niezłomnym przywódcą, mającym na celu tylko dobro Ojczyzny. Tylko w ten sposób można ich – wyborców - przekonać o potrzebie „wyzwolenia” kraju spod władzy „układu”, o potrzebie poświęcenia wszystkiego w celu osiągnięcia tego celu, a nawet o konieczności fanatyzmu, bo bez niego nie uda się zdobyc nagrody ostatecznej – demokratycznej władzy absolutnej. Bo Jarosław Kaczyński jest całkowicie przekonany o tym, że aby uszczęśliwić wszystkich Polaków (no może nie wszystkich, ale sporą ich część) należy rządzić nimi w sposób absolutnie demokratyczny. Wsólpracownikom, którzy poświęcili się dla sprawy potem się podziekuje.
Do Państwa należy ocena realności powyższych trzech wersji dalszego rozwoju sytuacji.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)