lorenzo lorenzo
64
BLOG

Komu Donald tak naprawdę napluł w oko...polemika z Szanownym Rol

lorenzo lorenzo Polityka Obserwuj notkę 56


Nigdy nie byłem zwolennikiem koalicji PiS-PO, a to z tej prostej przyczyny, że:

a) po prostu nie wierzyłem w możliwość jej powstania – zbyt wiele informacji  dotyczących przeszłości padało we wcześniejszych wypowiedziach przedstawicieli obu tych partii, zbyt wiele różniło ich ambicjonalnie, inne też mieli poglądy na przyszłość;

b) wedle mojej oceny sytuacji politycznej (oczywiście bazuję na przecedzonych analizach innych, mądrzejczych ode mnie w tej kwestii, chociaźby dlatego, źe zajmowali się oni i zajmują nią zawodowo) na prawej stronie po prostu nie ma miejsca na istnienie dwóch tak duzych partii – i to – powiedzmy sobie szczerze, pozbawionych rzeczowych programów zarówno ideologicznych jak i merytorycznych (hasła pomijam).

Powróce na moment do historii: juz na początku lat 80-tych dla średnio rozwiniętego choćby przedstawiciela minionego juź na szczęście reżymu jasnym było, że ten stan rzeczy jest niemoźliwy do utrzymania na dłuższą metę. Ci przedstawiciele – w tym funkcjonariusze służb – sami czy z powodowani wnioskami wyciagniętymi z historii, i to nie Rosji czy ZSRR, ale głównie USA czy nawet starożytnego Rzymu i cesarstwa Chin – postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Proszę nie popełniac błędu i docenić tych ludzi – nie w sensie wartości, ale prezentowanych umiejetności. To byli i są ludzie doskonale wykształceni nie tylko na polskich, ale także na zagranicznych uczelniach, swoje doświadczenie w kwestiach gospodarczych zdobywali także głównie za granicą, i to zachodnią. Tak naprawdę jedyną siłą, która mogła się pokusic o przygotowanie kontrkadry, tak jak to zrobiło Opus Dei w Hiszpanii wjeszcze w czasach Franco, był polski Kościół. Niestety, jego rola ograniczyła sie tylko do udziału w rozgrywakach politycznych, i to na poziomie mediowania w rozlicznych kłótniach wewnatrzopozycyjnych.

Tak więc w okres po 1989 wkraczalismy jako państwo praktycznie bez kadr mogących wyprowadzic Polskę ze stanu permanentnej klęski gospodarczej, a tym samym społecznej i politycznej. Górę jak zawsze w takiej sytuacji wziął populizm. Tymczasem kadry postkomunistyczne spokojnie mogły realizowac swoje plany zdobywania znaczenia gospodarczego czyli głównie pieniędzy. Z drugiej strony do władzy doszli ludzie, którzy zdając sobie sprawę z mizerii finansowej państwa i jego obywateli, opierając się na doświadczeniach Stanów Zjednoczonych epoki pionierskiej, uznali że jedyną drogą zdobycia potrzebnego do inwestycji kapitału ( a tym samym zainicjowania procesów gospodarczych mających na celu uzdrowienie gospodarcze) jest umowne “ukradzenie pierwszego miliona dolarów” przez indywidualnych lub grupowych uczestników tej gry. 

Jak Pan więc widzi, Szanowny Rolexie, obie grupy – być może nie wiedząc o sobie (przyjmijmy, że tak było), zaczęły grać dokładnie tymi samymi kartami i dokladnie w tę sama grę. Oczywiście, w ramach wyznawanej przez te grupy filozofii (?), wszystko to działo sie w ramach perspektywicznego dobra Ojczyzny, no i oczywiscie jej obywateli. A to, że tylko dla  niektorych? No cóż, jak podczas każdej wojny należy się liczyć z ofiarami.

Zastanówmy sie jednak, jak adwokaci diabła, jakie było inne wyjście, odchodząc na moment od idealistycznych sposobów widzenia świata. Jeśli mielismy sie otworzyc na rynki zachodnie, stworzyc podwaliny gospodarki rynkowej, to jak mielismy tego dokonac bez pieniędzy indywidualnych, przyszłych kapitalistów, bez prywatyzacji, a więc bez kredytów zagranicznych (bo przecież polskie banki nie mialy nic, poza masą papieru). Nie mówiąc juź o bagażu ogromnej liczby źle zarządzanych, tonących w długach panstwowych przedsiębiorstw. Na dodatek na pozytywny rozwój sytuacji czekały miliony głodnych, acz upojonych euforią z powodu odzyskanego państwa, obywateli.

Stąd też, jesli Pan zechce przejrzeć stare zszywki gazet z tamtego okresu, po obu stronach centrum pojawiły się postaci z “nowego ładu gospodarczego”, a za nimi w cieniu, robili swoje wymienieni przeze mnie panowie. Byli wśród nich także i przedstawiciele partii politycznych – a jakże – również rozmaitej proweniencji, i to tez z nader prozaicznego powodu – bez pieniędzy nie ma zabawy w zdobywanie władzy. 

Przyzwolenie, oczywiście ciche, przyszło z obu stron barykady, ciągle bazujące na tym samym leitmotiwie: bez pieniędzy nie da się robić polityki, choćby tej najbardziej prospołecznej, propaństwowej. A musiały to być pieniądze prawdziwe, nie takie, jakimi wtedy dysponowało panstwo. Ruszył więc wyścig pod hasłem “bogaćcie się, kto może (niewielu mogło, to prawda)” dla dobra Narodu, a my wam tak bardzo nie będziemy patrzeć na palce. Taka był wtedy idea, a może ideologia także, nie wiem.

Taki rozwoj zapoczątkował rozwój patologii, i to zarówno w sferze gospodarczej jak i politycznej i społecznej. Ówczesnie przywódcy sądzili, że kiedy te pieniądze sie pojawią, wtedy będzie można zapanowac także nad patologiami, tym bardziej że społeczeństwo będzie zaaferowane bogaceniem się, oczywiście na odpowiednim poziomie. Wszelkie próby pokazania takiej sytuacji były kwitowane określeniami w stylu “przypadkowego społeczeństwa” itd. Wybuchły też kompleksy przez stulecia gnębiące nasze społeczeństwo, które stały się pożywką dla wszelkich ekstremizmów.

Powstały imperia, także imperia medialne, które kierowały się tylko swoimi interesami i żerującymi na najniższych instynktach. Zaczęto zawierać układy (układy, a nie jeden układ); były to przede wszystkich układy gospodarcze, które siłą rzeczy zawsze odzwierciedlają sie prędzej czy później na płaszczynie politycznej.  Układy te tworzyły – i tworzą nadal! - ludzie ze wszystkich opcji, a najbardziej ludzie pozbawieni jakichkolwiek opcji ideologicznych. Walka z nimi jest w zasadzie skazana na porażkę. Prosze zwrócic uwagę, że głównie w naszej rzeczywistości politycznej (po '89) tępi się dążenia społeczne do samostanowienia czyli sprowadzenia procesu podejmowania decyzji gospodarczych na najniźszy z mozliwych szczebel administracyjny. Tępi się takźe wszelkie próby uzdrowienia procesu legislacyjnego, czyli z grubsza mówiąc, mające na celu zlikwidowanie praprzyczyny wszelkiej korupcji itd., czyli stworzenia prostego, przejrzystego prawa np. o zamówieniach publicznych, zlikwidowanie koncesji (czyli uznaniowości urzędników) etc.

Inną kwestią jest stan uświadomienia społeczeństwa, zarówno w kwestiach funkcjonowania mechanizmów gospodarczych, jak i politycznych. Stąd – w ramach akcji rozpaczy niekiedy – taka siła działań rozpaczliwych czy wręcz irracjonalnych, z gatunku “na złość mamie odmrożę sobie uszy”. Oczywiscie akcje te sa skwapliwie wykorzystywane przez specjalistów PR, reprezentujących wszystkie zainteresowane grupy gospodarczo-polityczne.

Dlatego uważam, że porozumienie zawarte na szczycie przez pp. Kaczyńskiego i Tuska nie rozwiąże omówionych problemów, co więcej wpisuje sie w obraz kultywowania tych patologii, ktorym winni są  tak naprawdę wszyscy, którzy mieszkaja w Polsce, a także i ci, którzy z niego wyjechali. Samo bowiem wyjście z domu i trzaśnięcie drzwiami na pożegnanie nie rozwiąże problemów, jakie za sobą zostawiliśmy. A powróca one do nas niebawem, i to we wzmożonym wymiarze. Dlatego to, w co zaczął sie od wczoraj bawic Pan Igła napawa mnie maleńkim optymizmem. Takim malenkim optymizmem napawa mnie też fakt istnienia płaszczyzny pn. Salon24, pozwalajacy na wymianę poglądów między ludźmi, ktorzy się osobiście nie znają. To znaczy, że być może uda sie w jakiejś, we w miare realnej perspektywie, zrealizować ideę społeczeństwa obywatelskiego.


lorenzo
O mnie lorenzo

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (56)

Inne tematy w dziale Polityka