48 obserwujących
463 notki
527k odsłon
  1579   11

Pierwsze skrzypce Dmytro Kuleby

         Tak więc poza uzależnieniem gospodarczym, a także politycznym, Niemcom zamarzyło się jeszcze panowanie energetyczne, choć stałoby się to niejako ewenementem, bo poza wyklętym węglem własnymi surowcami w tym zakresie nie dysponują. Tylko żeby to wszystko zrealizować, Berlin musiał mieć rzecz najważniejszą – moralne prawo do przewodzenia państwom europejskim. Angela Merkel, jedna z najgroźniejszych dla narodów Europy polityków, w okresie swoich rządów załatwiła rodakom oswobodzenie z piętna wojennego ludobójstwa, obdzielając nim bezpaństwowych nazistów i dziękując aliantom w oficjalnym przemówieniu wygłoszonym w Normandii za wyzwolenie Niemiec z hitlerowskiego jarzma. I gdy wszystko szło już tak dobrze, Rosji zachciało się zaatakować Ukrainę, choć pech chciał, że ich działania w niczym nie przypominały blitzkriegu, którego spodziewano się w Berlinie.

        Niemcy nie mieli zamiaru pomagać Kijowowi, bo jak sądzili sprawa zostanie załatwiona w czasie trzech dni, a potem oni, razem z Francuzami, podejmą się mediacji, wymuszając na Ukraińcach kolejne ustępstwa. Poszło jednak źle i wojna trwa już ponad dwa i pół miesiąca, a zwycięstwo Moskwy wcale nie jest przesądzone. Do tego wcześniejsza polityka prorosyjska Merkel, a później Scholza, spowodowała oskarżenie Berlina przez media i polityków wielu państw niemal o sprowokowanie agresji, sprzyjanie jej oraz celowe osłabianie Ukrainy przyjęciem, jeśli nie prorosyjskiej, to całkowicie biernej postawy wobec konfliktu.

        I tu Niemcy nie mogli dłużej czekać, bo ich moralne prawo do europejskiego przywództwa ległoby kompletnie w gruzach. Ale to nie z powodu ciepłych uczuć dla pokoju, wolności i demokracji w Berlinie przestawiono wajchę - choć póki co, nie do końca, starając się dalej lawirować – tylko dla ratowanie swoich planów zdominowania kontynentu. A w tym zbożnym dziele pospieszył im z pomocą użyteczny idiota Dmytro Kuleba, stawiając Niemców na czele państw Europy niosących pomoc jego krajowi. Czyli ustawił wóz przed koniem, przesuwając najbardziej zaangażowanych Anglików i Polaków na dalszy plan.

        Co ciekawe, sam koszt pobytu ukraińskich uchodźców w Polsce wynosi około 7.2 miliarda złotych i rośnie. Oprócz wiktu i opierunku należy załatwić im edukację, ochronę zdrowia, w miarę możliwości pracę oraz – co zarządziła część miast – darmowy transport. Oprócz tego Polska narażając swoje własne bezpieczeństwo, przesłała Ukrainie ponad 230 czołgów, kilkadziesiąt bojowych wozów piechoty, artylerię i amunicję, karabinki Grot, przeciwlotnicze zestawy Piorun, drony obserwacyjne i inne rodzaje uzbrojenia. Berlin tak się nie wysilił, ale o dziwo, według ukraińskiego szefa dyplomacji zdeklasował nas, wychodząc na prowadzenie akcji pomocy i politycznej walki o sprawy Kijowa.

        Dziękujemy, naprawdę dziękujemy wam, Ukraińcy! Za co? Ano za próbę uwiarygodnienia moralnego przywództwa Niemiec w Europie, i to w czasie, gdy polska dyplomacja robiła ostatnio wszystko, by nie tylko dla własnego dobra, ale i w interesie innych państw niemiecką hegemonię podważyć. No a lepszego momentu na to nie będzie. Natomiast pan Kuleba być może czegoś nie zrozumiał, być może nie chciał, bo polskie interesy - czy się to komuś podoba, czy nie - historycznie leżały i leżą w poprzek ukraińskich, w każdym razie pomagając przywrócić Niemcom moralne prawo do przewodzenia Europie (czytaj: trzymania jej krótko po kawaleryjsku przy samym pysku), już dziś przyczynił się do zaciśnięcia teutońskiej kolczatki nie tylko na polskiej szyi.

        Symptomatyczne jest również i to, że Żeleński, który niedawno nie chciał spotkać się w Kijowie z prezydentem Frankiem-Walterem Steinmeierem z powodu jego prorosyjskiej polityki, teraz zaprasza i jego, i Scholza wraz z całym gabinetem do Kijowa – taką nagłą miłością do Niemców zapałał. Zaś Steinmeier stwierdził niedawno, że: ,, Niemcy od samego początku wspierały Ukrainę finansowo, gospodarczo, a także militarnie w jej walce obronnej i stały solidarnie połączonymi siłami po stronie Ukrainy”

          No cóż, papier, eter i Internet łykną i powielą każde kłamstwo, nawet to steinmeierowskie. I, niestety, durni ludzie też. Pytaniem jest, czy my, Polacy, zawsze musimy być głupi przed i po szkodzie, z zapałem wychodząc przed szereg, by później przeżywać rozczarowania? Bo sprawa Konkursu Eurowizji to tylko wstęp, ale w innych, późniejszych przypadkach, gdy naprawdę zależeć nam będzie na sąsiedzkim wsparciu, może być tak samo albo nawet gorzej, szczególnie gdy Ukraińcy staną przed dylematem dokonania wyboru w konflikcie interesów polskich i niemieckich.


Lubię to! Skomentuj32 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka