Może to irracjonalne, ale chciałbym być świadkiem sytuacji, w której główny kandydat na najwyższy urząd w naszym kraju głosi koniec i porażkę ideologii wolnego rynku oraz nawołuje do regulacji gospodarki. Dylemat przed, którym mógłby stanąć parlament, czyli, czy przeznaczyć 700 miliardów dolarów pomocy prywatnym podmiotom gospodarczym, jest, według mnie, godny pozazdroszczenia.
Zamiast tego przychodzi mi obserwować Polskę, która z każdym dniem staje się państwem coraz bardziej opiekuńczym i socjalnym. Rząd ogłasza powrót funduszu alimentacyjnego, czyli de facto spłatę długów swoich obywateli. Wprowadza się kolejne certyfikaty, tym razem energetyczne, więc coraz większą władzę zdobywają urzędnicy. Przyznaje się kolejnym grupom zawodowym wcześniejsze emerytury, choć podobno mamy już najmłodszych emerytów w Europie. A to wiadomości ledwie z kilku ostatnich dni.
Amerykanie pomylili się, bo podobnie jak my, oni także są tylko ludźmi. Ale mówi się przecież, że nie myli się tylko ten, kto nie robi nic. I dlatego my, choć nie mamy kryzysu, kolejne lata spędzimy dryfując. Wybierając błogie rozdawnictwo (które jednak nie będzie trwać wiecznie), zamiast ryzykownych reform sami skazujemy się na życie poniżej przeciętnej i stagnację.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)