Europa powoli umiera na naszych oczach i czyni to w wyjątkowo brzydki sposób, bo w konwulsjach. Upadek Starego Kontynentu paradoksalnie jest powodowany działalnością instytucji, która miała zwiększyć jego znaczenie w świecie, zintegrować i umocnić.
Osłabienie Europy postępuje przede wszystkim ze względu na pozornie niegroźny system prezydencji wewnątrz Unii. Zakładam, że miał być to system, u którego podstaw leży wartość bodaj najwyżej ceniona w nowoczesnych demokracjach, czyli równość. Dzisiaj możemy doświadczyć skutków tego pięknego, ale już w swoim założeniu utopijnego pomysłu. Nie bez powodu konstytucje narodowe zakładają długoletnie kadencje organów władzy wykonawczej.
Twórcy tego patologicznego systemu, wydaje się, że zapomnieli, iż prezydencja będzie wykonywana przez polityków. A ci, choć bywają idealistami, co do zasady mają ambicje i łakną międzynarodowego sukcesu, którym mogliby pochwalić się przed swoimi krajowymi wyborcami. Tak powstało Kosowo (bo jego powstania domagała się słoweńska opinia publiczna). W środku Europy powstało zatem państwo muzułmańskie, które już teraz jest dotowane przez Unię Europejską ze względu na brak własnej gospodarki (budżet Kosowa nie obejmuje handlu ludzkim towarem oraz narkotykami). Tak toczą się aktualnie rozmowy Rosja-Unia Europejska.
Wygląda na to, że żądzy sukcesu prezydenta Francji nie jest w stanie poskromić nawet wojna w Gruzji, w której Rosja występowała w roli napastnika i w jaskrawy sposób dokonała demaskacji swoich imperialistycznych zapędów. W pogoni za radosną nowiną dla swoich rodaków Sarkozy zdecydował się osłabić Europę na dłuższą metę, wysyłając Putinowi i spółce wyraźny sygnał: „nie musicie spełniać żadnych warunków, które wam stawiamy, i tak możemy współpracować”. Zaproponowane przez Sarkozy’ego porozumienie bez barier podkopuje pozycję Unii Europejskiej w ewentualnych konfliktach z Rosją na długie lata i trudno będzie to zmienić.
Do indywidualnych ambicji polityków państwa członkowskiego-przewodnika dochodzi również milczące przyzwolenie pozostałych państw. Weto byłoby przecież postrzegane jako chęć zatrzymania integracji europejskiej. Ponadto, politycy innych państw zdają sobie sprawę, że pewnego dnia to oni będą przewodniczyć, więc nie ma sensu tworzyć sobie wrogów, którzy mogliby przeszkodzić im w osiągnięciu ich własnego sukcesu. Mechanizm „deal za deal” sprawdza się tu idealnie.
Aż strach pomyśleć co przyniosą kolejne półroczne prezydencje. Jedno jest pewne: obecny patologiczny mechanizm długofalowo doprowadzi do klęski Europy. Unia Europejska, żeby być skutecznym graczem na arenie międzynarodowej i aby utrzymać swoją, mimo wszystko, silną pozycję wymaga reformy z prawdziwego zdarzenia. A przecież Traktat Lizboński taką nie jest.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)