Gładki Gładki
54
BLOG

A w Ekstraklasie...

Gładki Gładki Ekstraklasa Obserwuj temat Obserwuj notkę 0

Ufff... Kilkanaście prywatnych spraw udało mi się w końcu rozwiązać, więc z niebywałą radością wracam do pisania. Znów mam czas, znów mam chęci. Na dzień dobry (lub raczej dobry wieczór) widzę, że na boisku jest jak dla mnie trochę mały ruch "w interesie". Smutny to widok, ale niestety takie są koleje losu. Dlatego rozważam również publikowanie moich wypocin w innych serwisach blogerskich. Tak więc, gdyby ktoś znalazł taki sam tekst jak tutaj, to nie plagiat to tylko ja, stary, wredny Gładki. Z góry równierz przepraszam za prawdopodobny niespójny i chaotyczny tekst, winą tego stanu rzeczy obarczam swój marazm w pisaniu i A-HA śpiewające w moich Logitechach:)

Ekstraklasa nabiera rozpędu, za nami już 1/3 rozgrywek a mamy praktycznie środek września. Piłkarskie sprawy jak co roku takie same, zwolnienia, transakcje, kontrowersje, skutecznie wypełniają nam esencję ligowych rozgrywek. Jedni radzą sobie lepiej, drudzy gorzej, jak to w życiu. Ważne jest, by z tego życia czerpać garściami więc na dzisiejszy news numer 1 wyrasta decyzja Janusza Wojciechowskiego o zwolnieniu dotychczasowego trenera KP Polonia Warszawa Jose Maria Bakero. Niezbadane są wyroki Boskie i myśli właściciela JW Construction. Przy jego działaniach nawet Fredrowski Cześnik nabiera takiej dziwnej flegmatyczności. Mocium Panie najpierw wymysł dwunastoosobowej komisji oceniającej piłkarzy, potem wejścia tet -a- tet do szatni, teraz to zwolnienie. Mało przemyślane to działania, przypominające bardziej dziecinne kaprysy. No bo kto bogatemu zabroni? Zastanawiam się jak ta komisja działała. Do opinii publicznej wydostała się tylko sprawa Andreu (trener chciał by ów zawodnik grał, komisja i prezes postawili veto). To kto w końcu odpowiada za wyniki drużyny? Trener czy ten dziwny twór w postaci komisji? Nawet gdyby wygrywali po 3-0 w każdym meczu to szukano by tej czarnej owcy? Przecież zwycięskiego składu się nie zmienia. Początek ligi w wykonaniu "Czarnych koszul" wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Zaznaczałem w niektórych rozmowach i komentarzach wtedy, że może być taka sytuacja, w której drużyna zagra 1-2 mecze słabsze i od razu się zrobi piekiełko. To głównie w odniesieniu do Smolarka, który może być na samym szczycie (król strzelców) jak i na dnie. Wszystko przez dziwny charakter prezesa. Potrzeba czasu, tylko tyle i aż tyle. Polonia nie będzie grała już lepiej niż w meczu z Legią (jednak jak się okazuje Legia w tym sezonie to drużyna ze środka tabeli) i zatrudniony (chociaż długo przygotowywany do tego stanowiska) dzisiaj Paweł Janas prochu nie wymyśli. Wie jednak na czym stoi i w co się pakuje, stanowisko trenera w Polonii automatycznie podnosi ciśnienie i poziom adrenaliny we krwi. Paweł no risk, no fun.

Wspomniana wyżej Legia nie ma bramkarza, obrony, ataku (czyli jak speuntował kolega- nie ma drużyny) ma kulejącą pomoc i kłopoty. Mrzonką był sparing z Arsenalem, trener Skorża pokazuje, że o taktyce ma względne pojęcie, ale jeśli chodzi o przygotowanie mentalne i fizyczne to już tak dobrze nie jest. I na nic tłumaczenie, że za ostatnie wyniki odpowiadają tylko piłkarze. Jak widzę, że bramkarz ma problemy koordynacyjne i koncentracyjne to daję szansę rezerwowemu golkiperowi (widocznie Krzysztof Dowhań nie poznał się na Antaloviciu). Defensywa wymaga primo zgrania i secundo lidera, ostoi na pozycji stopera. Takiego gościa co poustawia, podpowie. Obecnie w Legii takiego człowieka w lini obrony po prostu nie ma. Atak? Nihil Novi, Chinyama jak pudłował tak pudłuje, Mezenga to taki zawodnik który żyje z podań. Drużynę z Warszawy, a może właściwiej trenera Skorże czekają dwa mecze prawdy. Pierwszy w Lubinie, gdzie każdy inny wynik niż zwycięstwo uaktywni (stand-by) w gabinecie prezesa przycisk z tabliczką "Coach You're fired!", a następna konfrontacja już na Ł3 z Lechem również pozbawiona 3 punktów spowoduje naciśnięcie tego przycisku. 

Liderem po rozegranych 5 kolejkach Ekstraklasy jest Jaga z Białegostoku. Oczywiście w pełni zasłużenie. Drużyna chociaż głównie opiera się na indywidualnościach w osobach Grosickiego i Franka, w pozostałych formacjach (w przeciwieństwie do Legii) stanowi kolektyw. Mam nadzieję, że to słowo jest w słownikach innych trenerów niż tylko Michała Probierza. Wracając do pary napastników drużyny z Podlasia to swoją postawą boiskową przypominają mi dwójkę legendarnych piłkarzy Liverpoolu, Graeme Sunessa i Kevina Keegena (chociaż Ci dwaj gracze rozminęli się w klubie w sezonie 1977/1978). Szkot to typowa zadziora, niepokorny, konfliktowy zawodnik o dużych umiejętnościach czysto piłkarskich, Anglik z kolei był boiskową czapką niewidką. Przez całe spotkanie mało widoczny, dystyngowanie poruszający się po boisku, ale w końcowych statystykach zawsze z bramką. Kropla w krople jak Frankowski.

Jaga po raz pierwszy w historii lideruje rozgrywkom Ekstraklasy za sprawą zwycięstwa nad krakowską Wisłą. Drużyna Maaskanta wedle mojej oceny zaczyna nią już powoli być, nie tylko z nazwy. Widać, że elementy wypracowane i ćwiczone podczas treningu zawodnicy "Białej Gwiazdy" starają się wdrażać w spotkanie ligowe. Nadal piętą achillesową ekipy spod Wawelu jest gra w obronie. Tutaj potrzeba tylko i wyłącznie czasu na zgranie. Brakuje też boiskowego szczęścia (sam na sam Małeckiego, słupek Brożka w 93 minucie meczu) i póki co zespół notuję piękne porażki, zamiast brzydkich wiktorii. Właściwą oceną sytuacji jest to, że takie zespoły jak Wisła, Legia, Lech mają ładnie wygrywać. Tak jest we wszystkich ligach świata. Zachowując oczywiście odpowiednie proporcje fani na Camp Nou czy Old Trafford nie przyjęli by ciągłych zwycięstw Barcelony (Man Utd) 1-0 w stylu "Kick and run". Takie drużyny mają grać ładnie dla oka i zwyciężać. Po prostu. Fajnie to było widać w Realu Madryt, gdy trenerzy Schuster i Capello mimo odpowiednich wyników drużyny byli zwalniani z klubu właśnie za styl gry. W Polsce na taką ekonomiczną i brzydką grę mogą sobie pozwolić (z całym szacunkiem dla tych drużyn) Górnik, GKS czy Lechia Gdańsk. A jak podnoszą jakość swojej gry i dobre wyniki to tylko chwała im za to.

Na koniec słówko o Lechu Poznań. Oglądałem mecz Juve z Sampdorią, gdzie Tomek Lipiński i Cezary Olbrycht zwracali uwagę na błędy i słabe strony klubu z Piemontu. Ja jednak uważam, że Lech to nie Sampdoria i pewnej granicy się nie przeskoczy. Owszem La Vechia Sengora gra w tym sezonie podobnie jak w ubiegłym czyli dość słabo (jak na możliwości klubu) jednak to nadal zbyt wysokie progi dla naszych grajków. Nie nie chcę krakać, wprowadzać zamęt, smutek w narodzie. Po prostu zbyt dużo w piłce już widziałem i wiem co na kogo stać. Mogę się jednak mylić, co będzie skutkować zawiedzeniem i smutkiem, jako że jestem fanem bianco-nerich.

Może dziś, może jutro o piłkarskiej zagranicy.

Pozdro

G.

Gładki
O mnie Gładki

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Sport