Pupilla Libertatis
Myślę, politykuję, rozważam, polemizuję, szukam, prowokuję, dyskutuję, dociekam, analizuję, filozofuję.
128 obserwujących
1599 notek
2031k odsłon
1460 odsłon

Wiatrakowce

Wykop Skomentuj3
Zaczęło się od tego, że zastanowiłem się kiedy jacht żaglowy ma mniejsze opory gdy płynie pod żaglami, a ma silnik napędzany śrubą [1]  stale zanurzoną w wodzie – gdy sternik zablokuje śrubę, czy gdy puści ją wolno? Wstępna intuicja sugeruje, że może lepiej puścić wolno, nieprawdaż?
No i tu pojawia się wiatrakowiec [2] – jeśli takie coś w ogóle istnieje, to chyba raczej lepiej śrubę zablokować, nie? A to, że istnieją wiatrakowce [3] wie każdy kto interesował się niemieckimi łodziami podwodnymi z czasów drugiej wojny światowej – oni mieli tam wiatrakowce, które służyły im jako wysoki punkt obserwacyjny.
Problem nurtował mnie tak bardzo, że nawet zostałem uznany z tego powodu za trolla na liście żeglarskiej. Ale to byli jacyś pseudożeglarze, bufonowaci, niezdolni do dyskusji. Niemniej zraziło mnie to do problemu śruby i przerzuciłem się na wiatrakowce. Listy dyskusyjnej wiatrakowcowców jeszcze nie znalazłem. Wyniki praktycznego zainteresowania się problemem można streścić w trzech punktach:
  1. Znalazłem ofertę sprzedaży wiatrakowca w Polsce – oferent chwalił się, że jest to jedyny wiatrakowiec w Polsce.
  2. Najbliższy kurs nauki latania na wiatrakowcach znalazłem w RPA – było też coś w Czechach, ale była to dużo gorsza oferta.
  3. Znalazłem bardzo dużo danych o wiatrakowcach w Internecie – mam filmy, opisy techniczne, oferty handlowe – Polski to nie dotyczy.
  4. Wybrałem się na noc w instytucie lotnictwa [4]
W sumie znięchęcony przerzuciłem się na teorię. Uznałem, że wiatrakowce rozwiązują problemy komunikacyjne. No a komunikacja to już problem polityczny. Może taki podrzędny, ale zawsze. Komunikacja to problem silnie poruszany w trakcie kampanii przed każdymi wyborami samorządowymi.
Janusz Korwin-Mikke kandydował kiedyś w wyborach samorządowych na prezydenta Warszawy i głównym elementem jego programu była jak najbardziej słuszna koncepcja likwidacja tramwajów i zmiana ich torowisk na drogi, oraz zagospodarowanie terenów kolei i też użycie ich do zwiększenia pojemności dróg [5].
Rozważmy problem bardziej teoretycznie. Korki są wynikiem małej pojemności dróg [6]  – pojemność dróg rośnie dużo wolniej niż ilość samochodów, stąd korki. Drogi w zasadzie są jednowymiarowe, prowadzą wzdłuż, ale można je poszerzać w drugim wymiarze, czyli wszerz, ale w bardzo małym zakresie. No to może je poszerzyć w trzecim wymiarze, wzwyż? Tu mamy bardzo dużo miejsca! Dodatkowym problemem na drogach jest problem przeszkód i skrzyżowań. Rozwiązuje się to wychodząc w trzeci wymiar, czyli budując wiadukty, ale to nadal ma te same, albo jeszcze większe (bo droższe) ograniczenia jak poszerzanie wszerz. No to ja proponuje wiatrakowce!
Poruszałbym się czymś takim kilka razy szybciej niż samochodem i dużo bezpieczniej z podobnym podejściem do konserwacji silnika jakie mam w stosunku do samochodu (czyli nic nie robie w tej sprawie, tylko raz na rok idę na przegląd do fachowca). Dodatkową zaletą jest to, że w zasadzie mógłbym wszędzie się zatrzymać no i mógłby zwyczajnie jeździć po drodze - czyli mógłbym wylądować na jakimś ugorze koło stacji benzynowej czy jakiegoś baru, a potem podjechać na miejsce jak samochodem (blokując górny rotor i ustawiając go wzdłuż). Dodatkowo mógłbym przejechać po dowolnym terenie, dużo sprawniej niż najlepszy samochód terenowy, bo napęd pochodzi od tylnego śmigła czyli koła by się nie zakopały w piasku, błocie czy śniegu. A przed domem mam park z małą ilością drzew, tak, że mógłby w tym parku lądować i z niego startować.
Żaden inny obiekt latający nie ma takich zalet: samolot nie może jechać po drodze, bo przeszkadzają skrzydła, no i potrzebuje lotniska, a helikopter nie może jechać jak samochód, no i przede wszystkim jest bardzo drogi. A mały wiatrakowiec kosztuje tyle co pół taniego samochodu (gdyby był produkowany na taką skalę jak samochody). Jedyną wadą jest to, że mieszczą się w nim tylko dwie osoby i nie można wziąć ciężkiego bagażu.
Ustaliłem, że jest bardzo łatwo latać wiatrakowcem i są one tanie. Dziś najprostszy model do samodzielnego złożenia można kupić już za jakieś marne 2000$ - gdyby popyt wzrósł kilkukrotnie, to i cena by spadła. Lata to jakieś 200 km/h, można lecieć w linii prostej, pali niedużo jak na obiekt latający (około 20 litrów na godzinę, czyli 10 l/100 km), i można tankować na zwykłych stacjach benzynowych. Do startu wymaga kilkunastu metrów, ląduje w miejscu.
W miastach jest wiele miejsc w parkach, na placach itd..., które mogą służyć jako lądowiska, albo krótkie pasy startowe. Dużo łatwiej i taniej jest wyznaczyć takie lądowiska i pasy, niż budować drogi rowerowe, nie wspominając o kosztach metra. Rowery nie nadają się do jeżdżenia w zimie, a są zabudowane, dwumiejscowe modele wiatrakowców, takie, którymi można latać w zimie. Gdy ruch w powietrzu będzie rósł to można łatwo wyznaczyć i oznakować drogi powietrzne, a pasy mogą być w poziomie - im wyżej tym szybciej.
Same rowery nie mogą być substytutem samochodów w komunikacji miejskiej, ale już rowery razem z wiatrakowcami, mogłyby być - tak by w ogóle zlikwidować ruch samochodów w mieście i pozostawić tylko metro, rowery i wiatrakowce. Mój żeglarski, składany rower mógłbym śmiało zabrać na wiatrakowca. Gdybym miał w mieście wyznaczone lądowiska i krótkie pasy startowe, to mógłbym się całkiem pozbyć samochodu - używałbym roweru razem z wiatrakowcem do poruszania się po mieście, i po całej Polsce, dużo szybciej i bezpieczniej niż teraz jeżdżę samochodem.
Ale rozważmy problem obowiązkowych ubezpieczeń komunikacyjnych. Przemieszczanie się po lądzie, szczególnie po wyznaczonych traktach z dużą szybkością, jest wyjątkowo niebezpieczną formą przemieszczania się. Przemieszczanie się po wodzie, albo w powietrzu jest mniej niebezpieczne. Prawdopodobieństwo przecięcia się torów dwóch obiektów przemieszczających się po wyznaczonych torach lądowych jest wielokroć większa niż przecięcia się torów obiektów poruszających się po wodzie czy w powietrzu. Na wodzie wynika to z tego, że na większości powierzchni, po której można się przemieszczać nie ma wyznaczonych torów (poza rzekami, kanałami, torami wodnymi prowadzącymi do portów itp...) i można pływać swobodnie w każdą stronę i łatwiej omijać przeszkody, a dodatkowo pojemność obszarów wodnych, po których można się przemieszczać jest wielokroć większa niż pojemność dróg lądowych, dlatego ruch jest mniejszy. W powietrzu jest jeszcze lepiej - prawdopodobieństwo zderzenia jeszcze bardziej maleje, a pojemność drastycznie wzrasta - dochodzi trzeci wymiar.
No ale z tego wcale nie wynika, że należy sztucznie, prawnie, przymusowo wyrównać zagrożenia związane z przemieszczaniem się w przestrzeni! Być może na wolnym rynku, gdzie nie ma obowiązkowych ubezpieczeń dla komunikacji lądowej, taka komunikacja będzie po prostu unikana przez ludzi i ludzie będą woleli pływać czy latać, bo to jest mniej ryzykowne. Nie twierdzę, że tak musiałoby się stać, ale jest możliwe, że gdyby nie obowiązek ubezpieczeń OC i w ogóle wszelkie szykany prawne dotyczące przemieszczania się w przestrzeni - czy to lądem, wodą czy w powietrzu - to ludzie wypracowaliby technicznie najbezpieczniejsze środki przemieszczania się. Powstałyby tanie, bezpieczne, małe samoloty, helikoptery czy wiatrakowce - szczególnie gdyby państwo nie zajmowało się budowaniem dróg.
Jeśli jakaś działalność jest wyjątkowo niebezpieczna, może wywoływać dużo szkód, to wcale nie znaczy, że należy wprowadzać mechanizmy prawne zmniejszające ryzyko. Już samo to, że coś jest niebezpieczne i ryzykowne wystarcza, by ludzie traktowali to ostrożniej. A jeśli nie będą ostrożni, będą szarżować na drodze, nie będą się ubezpieczać, będą masowo dokonywać szkód, co spowoduje istotne społeczne straty, to wzmoże to wysiłek ludzki, by znaleźć bardziej bezpieczny substytut tej niebezpiecznej działalności.
Jeśli z powodu zniesienia obowiązku ubezpieczeń w komunikacji lądowej ryzyko strat finansowych czy zdrowotnych związanych z poruszaniem się po drogach wzrosłoby kilkukrotnie, to być może drastycznie zaczęłoby się opłacać produkować lekkie samoloty czy wiatrakowce - ludzie woleliby latać, ceny pojazdów latających drastycznie by spadły, większość przerzuciłaby się na wiatrakowce, a to spowodowałoby drastycznie obniżenie ryzyka związanego z przemieszczaniem się w przestrzeni, a zatem zmniejszeniem społecznych szkód finansowanych czy zdrowotnych.
Nie da się tego udowodnić teoretycznie - czy tak by się stało można zbadać tylko eksperymentalnie. Moim zdaniem są silne przesłanki świadczące o tym, że gdyby państwo nie zajmowało się organizowaniem ruchu drogowego, budową dróg i wymuszaniem ubezpieczenia się w komunikacji lądowej, to komunikacja wodna i powietrzna rozwinęłaby się dużo szybciej, byłaby tańsza i bezpieczniejsza niż lądowa i bardziej dostępna dla wszystkich. Nie wiadomo co by było, bo władza arbitralnie, bez doświadczeń czy badań zdecydowała, zaplanowała i ograniczyła wolny rynek.
Reasumując: gdyby nie socjalizm, to najprawdopodobniej latalibyśmy wiatrakowcami - nie musielibyśmy się ograniczać do snów, sny by się urzeczywistniły.
Grzegorz GPS Świderski
 


Polacy to idioci! <- poprzednia notka
następna notka -> Trikke Skki

 

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale