Pupilla Libertatis
Jestem sarmatolibertarianinem. Myślę, politykuję, rozważam, polemizuję, szukam, prowokuję, dyskutuję, dociekam, analizuję, filozofuję.
150 obserwujących
1829 notek
2324k odsłony
  780   0

Sto pięćdziesiąt - cz.2

To jest kolejna notka z serii dotyczącej różnych aspektów liczności ludzkich grup.
Wciąż rozważam liczbę 150. Pierwsza część rozważań jest tu: Sto pięćdziesiąt - cz.1
Otóż naukowcy wykryli korelację między względną wielkości nowej kory mózgowej, a liczebnością stada u naczelnych. Z tych obliczeń wynika, że homo sapiens powinien tworzyć stada liczące średnio sto pięćdziesiąt osobników, czyli trzy razy więcej niż współczesne szympansy.
To ma związek z notką dotyczącą liczebności grup konwersacyjnych: czwórca.
Otóż w stadzie szympansów, i innych naczelnych poza człowiekiem, więzy społeczne są budowane poprzez wzajemne iskanie się małp. To iskanie tworzy przyjaźń między małpami. Iskanie u małp wywołuje efekty narkotyczne, bo wydzielają się im opioidy endogenne. Im dłużej się iskają tym silniejsza przyjaźń. Wytwarza się między nimi chemia. Ta przyjaźń jest potem używana w innych relacjach społecznych, do budowania koalicji przeciw innym konkurencyjnym grupom w ramach całego stada. Te przyjaźnie są wykorzystywane też do walki o dominację w stadzie.
Ale w takiej sesji iskania uczestniczą tylko dwie małpy. Każdy osobnik buduje relację z innymi poprzez kilka sesji iskania dziennie, które zajmują czas. W sumie na te (i inne, takie jak walka o władzę czy kopulacja) zachowania społeczne można poświęcić ograniczoną ilość czasu, bo resztę czasu trzeba poświęcić na inne niezbędne czynności do życia – głównie szukanie pożywienia i spanie.
Dlatego szympans, i inne naczelne, jest w stanie wejść w relacje społeczne z ograniczoną ilością innych osobników stada. Kwestię tę ograniczają jego zdolności umysłowe – mózg szympansa jest w stanie zapamiętać i zrozumieć relacje z pewną ograniczoną liczbą kolegów i koleżanek ze stada. W efekcie optymalne, średnio statystyczne stado szympansów składa się z 50 osobników.
U homo sapiens jest inaczej. Więzy społeczne nie nawiązują się poprzez iskanie, ale poprzez gadanie, a konkretnie plotkowanie. A w takiej jednej sesji plotkowania uczestniczy aż czterech osobników. I człowiek pierwotny i szympans, i każdy inny naczelny, poświęcają mniej więcej tyle samo czasu na nawiązywanie więzów społecznych. Szukanie żywności (u ludzi praca, polowanie itd…) i sen zajmują czas i nie da się tego zaoszczędzić.
Ale w tym samym czasie szympans poprzez iskanie nawiązuje kontakt z jednym szympansem, a człowiek plotkując nawiązuje kontakt z trzema innymi osobnikami. Dlatego szympansy mogą tworzyć maksymalnie pięćdziesięcioosobnikowe stada, a homo sapiens tworzy stada trzy razy większe. To się zgadza z tym, że homo sapiens ma trzy razy większą (relatywnie do wagi ciała) nową korę mózgową niż szympans.
Wszystko to przeczytałem w bardzo ciekawej książce pod tytułem: „Pchły, plotki a ewolucja języka”, której autorem jest Robin Dunbar, amerykański antropolog i biolog.
Ale dziś ludzie nie żyją w stadach takich, w jakich żyliśmy sto tysięcy lat temu. Dziś mamy cywilizację. Niemniej ciągle ta liczność stada licząca sto pięćdziesiąt osobników tkwi nam w genach i w konstrukcji naszego mózgu.
Cytuję fragment tej książki dotyczący liczby 150:
Ale liczba 150 wykazuje więcej interesujących właściwości. Jest to, na przykład, z grubsza liczba żyjących potomków (łącznie z żonami, mężami i dziećmi), której przy tempie narodzin panującym w standardowych społeczeństwach myśliwsko-zbierackich i chłopskich można by oczekiwać po czterech generacjach od czasów jakiejś pary przodków. Co ciekawsze, rodowód czy drzewo genealogiczne rozciągające się wstecz do piątego pokolenia cofa nas do babki naszej babki, czyli tak daleko, jak którykolwiek żyjący członek grupy może sięgnąć pamięcią. Innymi słowy, tak daleko w przeszłość, jak ktokolwiek może zaświadczyć istnienie określonego pokrewieństwa: jedynie w kręgu osób wyznaczonym przez takie związki można sprecyzować, kto jest kuzynem, a kto jedynie znajomym.
Wykazanie, że ugrupowania te istnieją w małych społeczeństwach myśliwych i zbieraczy, jest sprawą prostą, sugerowanie jednak, że są one typowe dla wszystkich ludzkich społeczności, jest czymś zupełnie innym. A co ze społeczeństwami bardziej zaawansowanymi technologicznie, jak społeczeństwa ludów rolniczych czy nasze społeczeństwa przemysłowe? Okazuje się, że we wszystkich społeczeństwach występują zbiorowości tej mniej więcej wielkości. Na podstawie liczby domostw archeologowie wnioskują, że osady pierwszych rolników na Bliskim Wschodzie datowane na 5000 lat przed naszą erą miały na ogół 150 mieszkańców. Wioski współczesnych prymitywnych kultur rolniczych Indonezji, Filipin i Ameryki Południowej również liczą przeważnie około 150 mieszkańców.
Nie tylko rolnicy pozaeuropejscy grupują się w ten sposób. Hutteranie są fundamentalistycznymi anabaptystami, którzy od około czterech stuleci prowadzą tryb życia oparty na kolektywnym rolnictwie, najpierw w Europie, a obecnie w Dakocie i południowej Kanadzie. Chociaż każda rodzina mieszka osobno, praca na roli i w gospodarstwie prowadzona jest kolektywnie, a cała własność jest wspólna. Średnia wielkość ich wspólnot wynosi nieco ponad 100 członków, ponieważ osiągnąwszy liczbę 150 członków, wspólnoty zawsze się rozdzielają. Przyczyna tego jest szczególnie interesująca z naszego punktu widzenia. Hutteranie mówią, że kiedy wspólnota osiągnie liczbę 150 członków, coraz trudniejsze staje się kontrolowanie jej członków jedynie za pomocą wzajemnej presji. W mniejszych grupach spokojne słowo przy pracy w polu wystarczy, by przywołać wyłamującą się osobę do porządku. W większych grupach to samo spokojne słowo wywoła raczej opryskliwą i niechętną odpowiedź.
Rzeczywiście w socjologii dobrze znana jest reguła, według której ugrupowania społeczne przekraczające 150-200 jednostek stają się stopniowo coraz bardziej zhierarchizowane. Małe grupy pozbawione są na ogół jakiejkolwiek struktury, oliwienie trybów maszynerii kolektywu polega na kontaktach osobistych. Natomiast koordynowanie poczynań większej liczby ludzi pociąga za sobą konieczność rozwiązań hierarchicznych. Muszą wtedy wyłonić się przywódcy wskazujący kierunek i policja pilnująca przestrzegania norm społecznych. Jest to również niepisaną zasadą obowiązującą we współczesnych przedsiębiorstwach. Przedsiębiorstwa zatrudniające poniżej 150-200 osób mogą być zorganizowane w sposób całkowicie nieformalny, a odpowiedni przepływ informacji zapewniają kontakty osobiste między pracownikami. Większe natomiast przedsiębiorstwa wymagają formalnych struktur zarządzania w celu kanalizowania kontaktów i dbania o to, by każdy pracownik wiedział, za co jest odpowiedzialny i komu ma składać raporty.”
Chcecie więcej?
Kto zauważył, że ma to związek z obserwacjami Cyryla Parkinsona co do liczb 21 i 1000?
Plecam też tą notkę dotyczącą liczebności ludzkich grup: Czwórca
 
Grzegorz GPS Świderski
PS. Następna część: Sto piećdziesiąt - cz.3

Sto pięćdziesiąt - cz.1 <- poprzednia notka
następna notka -> Sto piećdziesiąt - cz.3

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie