greendel greendel
40
BLOG

kroniki greendela anonima - praca dla kazika

greendel greendel Polityka Obserwuj notkę 9

pisane przy: Muriel Zoe "Bye Bye Blackbird"

Znad rzeki wiało... Chłodem, rybą i jazgotem. Jarko uśmiechnął się z satysfakcją i próbował podkręcić wąsa. Poniewczasie zorientował się że wąs to archaiczna przeszłość i dreszcz przebiegł mu po grzbiecie. Natężył ucha. Zza rzeki z siedliszcza Tuskowych wciąż dochodziły krzyki wrzaski i powtarzane przez echo łupnięcia glinianej zastawy o polepę...

- O hoho... Hanuś nie w humorze dziś, nie w humorze.. - pomyślał książe Jarko - A i wcale się nie dziwuję. A wierzyć nie chciała jakem jej wróżył że długo panią na stanicy nie będzie. Język mi pokazała jakem ją ostrzegał żeby wszystkie zezwolenia i edykty ze skrzyni przygotowała. "Nie będzie mnie byle konus uczył jak stanicą władać" - mówiła. No to masz Hanuś za swoje. Wstydu się nażryj a i w przyszłości bardziej będziesz wobec pana swojego spolegliwą.

Nic nie mogło zmącić dobrego samopoczucia Jarkowego. Nic zaiste. Nic? No chyba nic... Nawet nadgarstek co go Jarko nadwyrężył podnosząc się zza ławy w gospodzie jakoś onieśmielony nie śmiał bólem o sobie mącić spokoju książęcej głowy. I tak trzymać... Nagle uszom Jarkowym dobiegł szelest... Szuru... Szuru... Szuru... Co to niby szyra? Pewnie znowu zamachowce przez obce służby Układu nasłane co by jego - Jarka - należnej i niezależnej władzy pozbawić. O niedoczekanie wasze. Toż na taką to okazję ja poleruję tę pałę sękatą trzy kwadranse codziennie po zmierzchu. Palce Jarka z lubością zacisnęły się na znajomej rękojeści... Szuru, szuru, kap kap dobiegło z ciemności... No... jeszcze krok kreaturo łże-elicka, już ja ci pokaże gdzie ZOMO stało...

Wtem z ciemności w światło kaganka wychynęła okrągła i zalana twarzyczka. Zalana w przenośni - bo permanentnie uśmiechnięta od ucha do ucha, i dosłownie bo woda z facjaty kapała na parcianą sukmanę i łykowe sandały.

- Kazek, życie ci niemiłe - żachnął się książe Jarko - Toć dla waszego bezpieczeństwa skradać się po kasztelu wzbroniłem co bym wam przypadkowo czerepów nie uszkodził... 

- Wybaczenia jaśnie panie wybaczenia - zaświergotał rozanielony Kazko z Marcinków niewiadomo czemu Jesjesem przez dziatwę wołany... - Dyć zapomniał ja, żeby w skromności swej za daleko się nie posuwać...

- Mów mnie tu zaraz czego chcesz bo czasu na pierdoły nie mam. Rządzić muszę a wiesz jaka to czasochłonna rzecz...

- Wiem wiem. Porządziłem przeca... - rozmarzyło się chłopię

Prawda to li była. Nieopatrznie w dobrotliwości swej książe Pan na czas peregrynacyi ostatniej do świętego źródła wziął i kasztel w Marcinkowych rękach ostawił. Cóź to był za błąd... Życiowy... Się chłopinie tak rządzenie do gustu przypadło że berło trzeba było obcęgami z garści wyrywać. "Nie oddam, moje ci ono, nie oddam" - wrzeszczał. A jednak oddał, nie po dobrocie ale oddał. Więcej nie dostanie...

- Gadaj! Nie milcz mi tu wymownie! I nie stój mnie na tej skórze lamparciej bo do cna zamoczysz. Won mnie do kąta. Stamtąd ze mną mów. A właśnie - Coś ty taki, że tak powiem zawilgniały? Kąpiele przecie dopiero na Wielkanoc!

- Było tak - ożywił się wciąż uśmiechnięty Kazko - Szedłem sobie ja normalnie bez celu brzegiem rzeki. Dochodzę do mostu co nasz kasztel ze stanicą Tuskową łączy. Patrzę a z drugiej strony wchodzi Maniek Anna Boruta, co to z nim zawsze w trzy kubki wypłatę przegrywam. Myślę sobie, pewnie przejść do nas zamiarowuje. Ale ja też na ichnią stronę pomyślałem że sobie pospaceruję. I nie puszczę gada przodem o to to nie...

- No... a mostek wąski prawdaż... Ni się minąć...

- Prawdaż. Więc stanęliśmy. I zaczęliśmy się zgadzać. Tak ze cztery godziny się zgadzaliśmy. We szystkim. Że niebo niebieskie, że woda czysta, że gońce szybko edykty noszą, że Hanuś głos ma krzepki bo z piersi krzepkiej dobierany, że Tusku głupi, że Germańce nam wadzą, że Rusini też, że tarcz by nam trzeba byłó nowych, że i pik... No żeśmy się we wszystkim zgodni byli. Prawie. Tak na 99% zgodności. W jednym jeno nie. Kto przez mostek pierwszy przejść powinien. Ja czy on? On czy ja? Grzecznie się w tem nie zgadzając krok po kroku żeśmy się na środku spotkali. I jak mnie nagle Maniek z główki nie zasunie. Prawie jak ten saraceński wojownik Zinedinzidan cośmy go na turnieju oszłego roku widzieli. Tak mnie tym taranem zaskoczył żem zaniemówił, noga się mię omskła i ocknąłem się w wodzie. Ale ja mu nie daruję, oj nie daruję...

- Oj głupiś Kazek głupi... Ale to zawsze wiadome było... Od czasów jakem cię naczelnym pastuchem zrobił i żeś do obory wchodził ze słowami: Dzień doberek króweczki moje kochane... Jak się spało? Może na spacerek wyprowadzić? Na traweczkę położyć?... To bym jeszcze zniósł... Ale jakeś zaczął bydlętom rogi barwnikami trefić na zielono fioletowo i pomarańczowo tom wiedział że ty mądrością nie zgrzeszysz. No i nie miałem racji?

- To co ja na tym moście miałem począć? Ustąpić?

- Dyć ty się nawet na głupka wioskowego nie nadajesz Kazimierzu. Ustąpić?... Chybażeś ocipiał... Ustąpić pozornie... O!... a potem nogę podstawić... I kto by w wodzie wylądował?

- O żesz ja głupi... - palnął się w czoło Kazko z rozpryskiem - Będę pamiętał jaśnie panie

- Dobrze. Lekcyj nigdy za wiele. A teraz kopnij że się do przedsionka i kapcie przynieś... Będę w sali tronowej władał... Może się jeszcze czeguś dzisiaj nauczysz...

I pomaszerowali... Jeden dostojnie, drugi ochoczo z polką galopką w rozkroku.

MORAŁ: Bo czasem warto być bardziej cwanym niż uprzejmym. No i w dupę nie mokro. 

greendel
O mnie greendel

"sekta LPR i jej wyznawcy są zagrożeniem dla normalnie funkcjonującego państwa" Autorytet, któremu wierzę...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka