greendel greendel
43
BLOG

kroniki greendela anonima - w poszukiwaniu zaginionego agenta

greendel greendel Polityka Obserwuj notkę 0

pisane przy: Katie Melua "Call of the Search"

 

"Ksionże jezd gupi"!

Napis tej treści odkryto o pierwszym brzasku. Sprawa dziwna i tajemnicza bowiem nieznany był zarówno twórca tezy jako również jej odkrywca. Wiadome natomiast było miejsce w którym ów enigmatyczny krytyk książęcej inteligencji wniosek swój umieścił. Z tyłu tronu książęcego stojącego w ogólnie i dla wszystkich dostępnej sali gościnnej zwanej nie wiedzieć czemu "królewską". Wieść o heretyźmie niczym błyskawica utkana z szeptów obiegła siedliszcze szerząc nie tylko niepokój ale także plotki, żlośliwości i podejrzenia. Ten i ów ze strachu prosił co znakomitszych pryncypałów o nagłą acz niespodziewaną zsyłkę do najdalej położonych rejonów gospodarstwa byle tylko usunąć swą podłość sprzed oczu władcy. Ów i tena zaś przemyśliwali coby, jakby wykorzystać sposobność we własnych interesach i kogóż tu wskazać na autora obrazobórczych rylcem tkanych w drewnie słów. Nie wszyscy zdążyli.

O w mordę! - Ryk królewski niczym pożegnanie ranionego lwa spowodował w całym siedliszczu efekt "żony lota". Gdybyż przysłowia w prawdę zamienić, miałby Jarko natenczas zapas soli zdolny do zamarynowania ławicy wielorybów tyluż poddanych osłupiało. W niektórych przypadkach dało to dość komiczne efekty. Wiechcia okrzyk Jasnego Pana zastał przy zawstydzającej czynności większej w latrynie gdy porcięta były już w połowie drogi ku kostkom. Przez chwilę, która zdała się wiecznością, zastanawiał się Wiecheć w którą stronę powinien pozwolić porciętom powędrować - Nazad ku zadkowi czy wprzódy ku polepie. Decyzję za oblanego potem chłopa podjęła natura. Nie mniej komicznie mogłaby wyglądać Zytka - Smoczyca, która  tejże adekwatnej chwili oddawała się swojej ulubionej krotochwili czyli nadgryzaniu książęcych złotych denarów celem sprawdzenia czy przez noc aby nikt jej do skrzyni coś fałszywego nie podrzucił. Na wrzask z gościennicy żuchwa smoczycy zareagowała szybko i z mocą potężnej prasowalnicy zęby Zytki przepołowiły denara na dwa mniej więcej równe złote księżyce które w wibrującej ciszy brzdęknęły o kamienie. Wypałuszone ślepia i rozdziawiona w panice gęba! Miałaż szczęście Zytka że nikt w onej chwili nie podglądał. W onej chwili ani żadnej innej - tego akurat Zytka żałowała, ech... Trędowaty Jędrzej przez to skamienienie nagłe był utracił krwi swej bezcennej bo w chwili wiekopomnej przymierzał przed zwierciadłem agrafę z własnoręcznie wykaligrafowanym napisem "Doktór Chonoris Kałza". Dwa miesiące się biedził by tymi znaczkami co to je "lytery" zwią kawałek deski przyozdobić. I na nic. Książe Jarko zepsuł taką chwilę.

- O w Mordę... - powtórzył już ciszej książe, którego własne uszy też ucierpiały w wyniku pierwotnego krzyknięcia do tego stopnia że usiłowały po zwinięciu się w rurkę schować wewnątrz czaszki. Pogrzebał paluchem w tę i nazad, połaskotał, udobruchał i na miejsce wróciły. W tym czasie potok obrazów przelatywał przed główną trybuną wyobraźni Jarkowej. Pomachał z niej w myślach temu potokowi bo pamiętał że trenować machanie do luda powinien jak mu zalecał ten wynajdnięty zagramaniczny fachiowiec Pijar. Zadowolony z efektu skupił się na tym co ważne: na napisie. - Ki czort byłże na tyle bezczelny by za moimi plecami takie hasła w drewnie grawerować. Ta co on? We twarz mnie nie mógł tego powiedzieć? Dziedziczuk! Honotu...

We dwa pacierze wszyscy niesprytni i nieprzewidujący tkwili na kolańcach w gościnnej sali a książe Jarko majtając nóziami jako lubił z tronu wysokości się im przyglądał.

- Dzisiejszego ranka miało miejsce zbesczeszczenie naszej własności przez Nieznanego Sprawcę. Ale niech nie myśli on - że z tymi rogami na głowie i kopytem w bucie to on się między moimi długo uchowa - Zacisnął książe Jarko pięść i wymownie wysłał ostrzeżenie przez okno w stronę osady Tuskowych. Odpowiedź była natychmiastowa i bolesna. Znad osady ze świstem nadleciał kamienny pocisk i trafił księcia prosto w czoło. Pocisk był owinięty papierem.

"TO-NIE-MY!" - przesylabizował Najjaskrawszy Majestat pracowicie i odrzucił wiadomość w kąt - No i co z tego?... Hę? Mało mnie to obchodzi że toniecie... sam was kazałem zatopić! Mam tu większy problem! Koła wam ratunkowego nie rzucę... Słuchać mię bo dwa razy powtarzać nie będę. Za ten jadowity, szkalujący i niezwykle szkodliwy atak jak zwykle odpowiedzialny atak odpowiada Klapforma Tuskowych... - tu urwać musiał bowiem znad osady zza rzeki naleciał pocisk cięższego kalibru i by nie doznać z nim spotkania trzeciego stopnia, książe z tronu spadł. Pocisk pacnął o wezgłówek i rozwinął się wstążką na poduszeczce "POWTARZAM ŻE TO NIE MY! - dało się odczytać.

Książe Jarko który spadł prosto w rozcapierzone ramiona Mrukliwego Tońcia rozpromienił się na widok rumianego ulubieńca, zbliżył książęce wargi do jego uszu i wyszeptał: "A rylec i resztki drewniny są zakopane pod siódmą gruszą w drugim rzędzie od lewej w sadzie - zrozumiałeś? Sam je tam ukryłem to wiem

Tońcio kiwnął głową. Postawił ostrożnie filigranowego władcę na polepie i popędził do swojej agentury spuścić psy gończe by czyniły sprawiedliwość. Prawo i Sprawiedliwość rzecz jasna.

Morał: Przyzwyczajaj się do frajerstwa jeśli nie masz zbyt wiele do powiedzenia.

greendel
O mnie greendel

"sekta LPR i jej wyznawcy są zagrożeniem dla normalnie funkcjonującego państwa" Autorytet, któremu wierzę...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka