pisane przy: Dave Matthews Band "Dreamgirl"
Lało. Strugą, potokiem i ciurkiem. Permanentna wilgoć atmosferyczna podstępnie podbijała kolejne przestrzenie grodziska znacząc swój teren a to kapaniem spopod powały a to kałużami w kamiennistym przedsionku. Błoto roznoszone na kamaszach, co to je Jarko tak niechętnie ze spichlerza polecił wydać za pokwitowaniem, tworzyło artystyczne rozmazy od komnaty do komnaty, grube i tłuste niczym smalec topiony z najlepszej dziczyzny. Gdybyż był jaki jednocześnie i uczony a i chętny do eksperymentów mąż jaki to mógłby na podstawie błotnych ścieżek wyliczyć wymierzyć i oszacować zarówno tempo jak i częśtotliwość śladoróbców. Najgrubsza w warstwie, najtłustsza od wody zmięszanej z kurzem podwórca i najbardziej ohydna w odorze błotna autostrada wiodła prostą wielopasmówką od dźwierzy przez samiuśki środecek komnaty książęcej i znikała w czeluści schodów do pomieszczeń kuchennych. Smrodek od niej bijący drażnił nozdrza Jarkowe zrazu delikatnie, potem yntensywnie, na koniec zaś do szału począł doprowadzać, aż...
- Skróty?! Psia wasza mać, skróty? Ja wam obiboki dam skróty. Dziedziczuk honotu! - wrzasnął książe Jarko z wysokości tronu. W try miga zmigotała u stóp postać książęcego pośpiesznego.
- Jam jest, Panie! Praw a rzeczone będzie.
- Dawaj mnie tu tego, com go odpowiedzialnym od dróg zrobił!
- Ale którego Panie - pachołek jak zwykle domagał się konkretu bacząc jedynie czy aby jakiej granicy nie przekracza, z granicą książęcej wytrzymałości na czele - od dróg jezdnych czy chodnych bo nie wiem.
- No tego mi jeszcze brakowało, by mi przez samiuśki środecek wołami jeździli. Dawaj tego od chodnych i nie pyskuj jak nie zezwolę. Czas sprowadzenia krótki bo mi afekt przejdzie i będę się musiał na nowo ładować. Bieżaj a na zakręcie uważaj bo się w sam środek błotostrady wykopyrtniesz.
Popędził Dziedziczuk wtę i we wtamtę. Ślady umorusania na portkach po stronie zadniej świadczyły że z ostrzeżeń na własny pohybel niewiele sobie zrobił. Przynajmniej w drodze powrotnej nie sam się błotem wymazał o czym świadczyły świeże bohomazy na ospowatej facjacie Paljaczka.
- Jezdym Panie - zamamrotał minister - czego trza?
Książe Jarko zmielił między zębami podchodzące do gardła przekleństwo, ślepiami błysnął, ręką machnął i spokojnie odważonym płynnym ruchem wyciągnął spopod poduch lusterko.
- Patrzaj Paljaczek! Co widzisz?
- Noooo... Lustrzanko widzę Pa...
- W lustrze! Co widzisz w lustrze?
- Aaaaaa Dyć to jaaaa!... - rozpogodził się ospowaty.
- Dobrze! A na pysku co widzisz?
- Błoto? - ostrożnie ni pytaniem ni stwierdzeniem mruknął Paljaczek
- Dobrze! A skąd ono?
- Nu stamtund! Się wyjkopyrtłem bom się śpieszył a ślizgie ono niemożebnie
- Cicho! Szczegóły to żonie został. Mnie powiedz co ono to błoto w pałacu moim robi?
- Leży? - tym razem język szybszy był niźli głowa
- Jak Cię palnę! Dobra, inaczej. My, majestat nasz.... E! Zostaw to lusterko w spokoju i słuchaj - przerwał Jarko widząc że Paljaczek bardziej zainteresowany był świeżym wągrem niż słowami władcy - My majestat nasz, życzymy sobie aby od dziś, od zaraz nawet, transtrakt ze dwora do kuchennych piwnic biegł następującą obwodnicą. Z podwórca do stajen, ze stajen do pasieki, z pasieki do spichlerza, ze spichlerza do ogrodu, z ogrodu do zamtuza, zez zamtuza do kruchty, zez kruchty za stodołę, przez kuźnię i po drabinie na balkon a stamtąd to już do kuchni rzut beretem. Panimajesz, że nie chcę tu widzieć nikogo dreptającego przez salę książęcą?
- Pojmuję - skłamał Paljaczek - A czymu?
- Ech! - westchnął władca - A bo tymu, że jak mam zwyczaj myśleć to chodzę bo mi myślenie na pionowo bardziej idzie i wychodzi. A że o to się rozchodzi żeby mi wyszło to nie uchodzi by moje podchody schodziły się z tymi co wychodzą z wychodka. A na odchodne ci powiem że iść należy z pochodem.... postępem! Tak się teraz będzie chodziło bom ja jest na grodziszczu najbardziej wychodzony a reszta niech nawet w głowę nie zachodzi tylko w te dyrdy słucha i wykonuje. Dla świętego spokoju możesz im powiedzieć że właśnie byłeś świadkiem dymokratycznego referendum ogólnostanicznego com w nim raczył wziąć udział. A jak się komuś nie podoba to niech lata.... A teraz won paszoł - idź i czyń!
I poszedł. A milczący jak dotąd Dziedziczuk odważył się zabrać głos z wątpliwością w gardle.
- Ale Panie, w ogrodzie oaza spokoju i ptakowieństwa gniazda, tam trawa zielona i strumyczek szumiący... Tam dzięcielina pała...
- Ty mnie Dziedziczuk pałą nie strasz bo Cię bibliotekarzem zrobię. Ogród się wykopie i Tuskowym podrzuci pod sam próg. A nich no który stopę na zielsku postawi to ja już im pokażę co znaczy ochrona środowiska i jaki to ze mnie jekolog z dziada pradziada. Operacja "Rospuda" nie może się nie udać...
Zatarł książe Pan ręce z uciechy i spojrzał zalotnie w lusterko. I kto tu genialny jest do potęgi? Tiiii... tiiii.... tiiii... zapiskało odbicie w odpowiedzi.
Morał: Gra w zielone to nie gra salonowa choć na salonach decyzje smrodliwe zapadają.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)