greendel greendel
52
BLOG

kroniki greendela anonima - godność ministerialna

greendel greendel Polityka Obserwuj notkę 11

pisane przy: Smashing Pumpkins "Ava Adore"

 

Pańskie oko konia tuczy. Mądrością ojców prazałożycieli wiedziony wyszedł Jarko - wódz stanicowy na główny taras widokowy grodziszcza i w ukontentowaniu patrzy. Patrzy i podziwia. Podziwia i puchnie z dumy. A bo i w całem obejściu kipi od pracowitości, pobożności, moralności i wszystkich innych pozytywnych ościów. To jakże władca dumnym by być nie mógł.

Oto sad gruszany gdzie na każdym drzewie dokładna i wyliczalna ilość owoców zawieszona. By drzewka czuły się docenione codziennie w południe umyślny zarządca sprawdza czy porządek matematyczno-społeczy sadu nie został aby naruszony i jakaś gruszeczka nie runęła z wysokości w trawy. Było pomysłem przez władcę życzliwie przyjętym że liczbą magiczną będzie "pięćdziesiąt osiem". Przynajmniej do kolejnych władcy urodzin. Wtedy na każdej jabłoni czereśni czy topoli wisieć będzie ulubionych gruszeczek pięćdziesiąt dziewięć. Ach cudnyże widok. 

Oto stajnie pełne zwierza gospodarskiego i nawet z tarasu książęcego widać jakże zadowolone są bydlątka, owczątka, koźlątka i źrebiątka. Nawet nieokiełznane i humorzaste zwykle gosiątka karnie zebrały się w idealnym kółeczku i słuchają cierpliwie seminarium z teorii awiacji. Dwa tygodnie przygotowywał się Przemko z Gosiewa do tych lotniczych warsztatów. Nawet w pocie czoła, własnoręcznie i ze wzruszającym zaangażowaniem (ta dbałość o podstępne ślimaki burzące misterną gładkość) przygotował perfekcyjnie płaski pas startowy na którym to ptactwo przydomowe rozpocznie swe pierwsze kroki w przestworza.

Oto kuźnia w której jeszcze wczoraj Radek Nieporadek dmąc z całych sił w dudy miechy i oboje przekształcał miecze tarcze i szyszaki w widły lemiesze i blaszane skopki by myśl książęca "siać siać alleluja i do przodu" ciałem się stała. Ech szkoda jednak że kuźnia dziś ciszą cała wypełniona po brzegi. Nie ma już Radka Nieporadka. Mówią dworzanie że pewnie do nieba poszedł żywcem coby archaniołom miecze niebieskie prostować albo jakie inne UFO go porwało. W każdym razie na płatnerskim etacie wakat.

Oto kruchta przyzameczna błyszcząca od bursztynów wmurowanych w portal wejściowy. A przed portalem taca pełna grosiwa. Co rano przyboczni dosypują pobrane ze skarbca od Zytki miedziaki by stosik był idealnie stożkowy. Obiecał Jarko finanse i są finanse. Nawet z tej dbałości o datki łaskawie udzielił zezwoleństwa by pieniążki wraz z należnym procentem za przechowanie na noc do piwnicy na półki wracały.

Oto podwórzec wywałowany, świeżym piaseczkiem wysypany, udeptany, zagrabiony i pokropiony wonnościami. Dziś wtorek więc całe grodziszcze pławi się w aromacie drzewa kapciowego. Dobry miał pomysł Jarkowy minister Indorus Urbansky oj dobry... Posadzone przy ujściu wąwozu drzewo co wieczór rodziło nowe kapcie, u szczytu zielone a im niżej to w coraz dojrzalszych kolorach...

Oto słup na środku podwórca długi czerwony i prężny niczym... Słup? Jaki słup? Co tu w tym idealnie płaskim otoczeniu słup jakiś robi? Ze zdumienia dyskomfortem estetycznym słupa Jarko - książe najjaśniejszy, też osłupiał. I tak cytując metaforyczną poetyczność onej chwili stali słup w słup naprzeciwko siebie, co jeden bardziej słupiasty od drugiego. Pierwszy otrzeźwiał książe... Rozejrzał się czujnie w poszukiwaniu odpowiedniego kandydata na informatora i zoczywszy chyłkiem podążającego ku mleczarni Ramona od Gertysiów, energicznie nań skinął:

- Ej Ramon a podejdźże do słupa...

Dryblas obejrzał się na lewo, na prawo i za się by nabrać upewnienia że do niego ta książęca mowa jest skierowana i w zrezygnowaniu i ostentacyjnie niechętnie poczłapał ku drągowi. Słup jakby w towarzystwie naczelnego scholaryka wyraźnie się w sobie skurczył jakby umknąć z podwórca nagle zajmierzał. No ale to słup był przecie... Gdzie słupowi się wybierać na spacery, zwłaszcza w obecności Najwyższego i tego drugiego Najwyższego Inaczej.

- Patrzaj Ramon! Słup! A nie przypominam sobie cobym kogo palować kazał.

- Abo to Jareczku-Cukiereczku nie na palowanie on tu postawiony ani nawet nie pałowanie - Ramon jeszcze jako berbeć wywalczył sobie w piaskownicy przywilej nazywania władcy imieniem jego własnym a nie tytularnym co wykorzystywał ile wlezie bo zawszeć po to  przywilej są. - Nie z mojej on ręki tu postawiony.

- A z czyjej? - burknął rad nierad Jareczek-Cukiereczek wbijając z bezsilnej złości palce po knykcie w balustradę. Drewno niebezpiecznie zachrzęściło w proteście.

- A Sziśka...

- I po kiej mu słup tu akurat, hę? Nie po to mu las cały dałem za pagórkiem, żeby mi tu drugi na podwórku sadził.

- On w proteście jest..

- Że co? - Jeśli wcześniej skala zdumienia książęcego osiągała zenit i apogeum to teraz oba pojęcia zdruzgotane czmychnęły w mrok książęcej podświadomości - Mnie tu warcholstwo Szisiek Śiśko chce szerzyć?

- On ten protest znaczy to nie przeciw majestatowi skerowany jest. On będzie protestował służbowo.

Książe milczał. Choć długo grzebał po przepastnych świadomości kieszeniach to słów nie znalazł.

- Bo to było tak - ciągnął Ramon - Poszedł Szisiek wczora z wieczora do swego lasu by odreagować i jak zwykle poszerwować z dębem i powadzić z leszczyną. Nie będzie przecie z niewiastą kłótni prowadził, nie? Poszedł i łup w dąb. A dąb nic. Zaklął w leszczynę a leszczyna nic. Kopnął w sosnę i na głowę mu wajrak spadł i mówi że tera jezd okres lęgowy jeleni i oni jekolodzy znaczy wiją jeleniom gniazda w koronach bo jelenie se rady same nie dadzą a on - Szisiak znaczy - ma z lasu na czas godów i lęgów z lasu wypier.... no iść szybko ma natychmiast. No i przyszdł tu, a że się do pni sosen przyzwyczaił to i żeby smutny po obejściu nie chodził chcielim mu choć namiastkę lasu postawić. Stąd i słup!

- A protest?

- A protestował a juści że protestował jakeśmy go na czubku stawiali. Za każdym razem bardziej bo spadał cholera tak szybko że go nie nadążylim łapać.

- To gdzież Szisiek tera?

- Leży za piecem i stęka bo jak spadał nam piąty raz to nam się odechciało i nie łapalim. A że spadł na miednicę to ją połamał. I mis dwie i garniec co go Jędrzejowi z rąk wytrącił. Obrażony jakiś tera jeden i drugi.

- Wyliże się - zawyrokował Jarko

- Prawda - potwierdził scholaryk - A jest z czego boć garniec pełniuśki miodem był napełniony...

- Protestować oficjalnie zezwalam - zakończył łaskawie książe Jarko i poszedł sprawdzić dlaczego go jeszcze nie ma w gospodzie. Jakoś tak nagle na miód z gruszek nabrał ochoty.

Morał: Słodkie jest życie ministra i byle jeleń tego nie zmieni

greendel
O mnie greendel

"sekta LPR i jej wyznawcy są zagrożeniem dla normalnie funkcjonującego państwa" Autorytet, któremu wierzę...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka