przyszli do nas barbarzyńcy, ni oni stąd ni oni zowąd
nie było pukania, rączek całowania, o zdrowie pytania
będziemy robić teraz porządki - ustawili nas od progu
łapczywie zlustrowali wszystkie w przedpokoju szafy
czapką zamietli resztki przyzwoitości pod dywan,
potraktowali tępym brakiem zrozumienia
stojący w centrum pokoju okrągły mebel
kompromisy błysnęły i zgasły na stosie wyczerpanych argumentów
kto nie chce spłonąć niech dawa nam kapcie i poczyta gazetę
nie, nie wiadomości – chcemy horoskopu i krzyżówkę
podpowiadaliśmy barbarzyńcom hasła ze strachu
odzew był krwawy bo nie pasowały do tez i założeń
że kto nie z nimi więc trzeba nas w pysk – bośmy warchoły
uwierzyliśmy - dyskutować z bejzbolowym dogmatem nie sposób,
z dogmatem trzeba się zbratać, opuścić ręce, przełknąć wybity ząb
kompromis według barbarzyńców wykuliśmy na blachę
my tu teraz pany, a kto nie pan to cham, a chama trzeba najpierw w mordę
a dopiero potem prosić o powtórzenie niezrozumiałych fraz...
nawet rechotać się nauczyliśmy – rubasznie i z wzorcowym beknięciem
asymilacja trwa... co to jest amisylacja?
przyszły do nas barbarzyńce i zabarykadzili się zez namy we środku
czasym ciemnom nocom słychać w norze obok troszku śmiecha
i cuś delikatuśnie skroba w zabite dechami wierzeje
asz siem człewjekowi po plycah ćary pszesnówajo


Komentarze
Pokaż komentarze (2)