Blog
Demokracja czy postmonarchia?
grudziecki
5 obserwujących 117 notek 73889 odsłon
grudziecki, 13 sierpnia 2013 r.

„Pisiora” goń? Goń!!! „Platformersa” gon? Goń!!! Złodzieja goń!

 Blog ten miał mieć inny tytuł, ale pod wpływem tekstu „Lance do boju, szable w dłoń - PiSiora goń, goń, goń” (Leonarda Bukowska, Salon24) uznałem, że warto się odnieść do coraz powszechniejszej, medialnej nagonki na PO.

Cytowany tekst świetnie wpisuje się w ten nurt.

Tyle tylko, że ja mam chyba „dłuższą” pamięć i pamiętam podobne zjawisko zaistniałe już po dwóch latach rządów PIS-u, które wpłynęło – przynajmniej w jakimś stopniu – na przegraną tej partii w wyborach.


Nie zamierzam polemizować z refleksjami autorki o rozkładzie w „partii władzy”, choćby z tej prostej przyczyny, że wiele jej obserwacji podzielam, a oceny z natury rzeczy są sprawą indywidualną.

Tyle tylko, że w tekście tym brakuje mi szerszego tła, a więc odpowiedzi przynajmniej na takie pytania:

a) czy obserwowana, pogłębiająca się degeneracja „partii władzy” jest przypadkiem szczególnym, jednostkowym, czy jest to przejaw typowego zjawiska;

b) co decyduje, że takie zjawisko ma miejsce.


Właśnie brak w cytowanym tekście tego „szerszego tła” powoduje, że wpisuje się on – świadomie lub nie - w tę falę krytyki, która ma zmieść PO i umożliwić wygraną PIS-u.

W jakieś części jest ona wytworem aktywności aparatczyków PIS -u, tupiących nogami, aby po latach posuchy dorwać się w końcu do władzy.

Na pewno jednak wiele tekstów opisujących patologie w naszej aktualnej rzeczywistości -w tym te wykreowane przez PO - wypływa z innych intencji.

Kiedy jednak w tych tekstach brak takich, lub podobnych, szerszych odniesień, to mogą być one odbierane właśnie jako element wyżej wskazanej fali.

Paradoksalnie, w ten sposób rykoszetem wraca do PO to, co kiedyś jej miało służyć: dwubiegunowa polaryzacja sceny politycznej.


Rzecz w tym, że dla mnie wymiana jednej hordy zawłaszczającej państwo, na inną hordę zawłaszczającą państwo nie niesie żadnej jakościowej zmiany „na lepsze” - w kierunku budowania faktycznej podmiotowości obywateli, czyli w kierunku demokracji.

Co więcej, tym bardziej nie mam żadnych złudzeń w tej dziedzinie, ponieważ horda, która teraz tak się rwie do władzy, dała się już poznać wcześniej.


W jednym z poprzednich blogów: http://grudziecki.salon24.pl/526184,polska-lamie-prawa-czlowieka pokazałem, że w Polsce (i w innych krajach) drastycznie łamane są prawa człowieka – prawa polityczne obywateli, których katalog został opisany w „Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka” i w „Międzynarodowym Pakcie Praw Politycznych i Obywatelskich”.

Zakończyłem swój tekst pytaniem, dlaczego obywatele nie skarżą się na naruszenie tych praw, kiedy jednocześnie co roku np. do Trybunału w Strasburgu płynie z Polski tysiące skarg na naruszenie innych „praw człowieka”.

Odpowiedź na to pytanie, jest jednocześnie wskazaniem podstawowej przyczyny, dlaczego w Polsce i w innych krajach obywatele są bezsilni (?) wobec pogłębiających się patologii „fundowanych” im przez tzw. „elity władzy” - przez partie polityczne i „grupy” (eufemizm) z nimi powiązane.

Odpowiedź jest „prymitywnie” prosta: ani w/w deklaracja, ani w/w pakt nie przyznają ludziom (w tym obywatelom) żadnych, skutecznych (to zastrzeżenie wobec w/w paktu) NARZĘDZI, np. typu skargowego, które umożliwiałyby ludziom dochodzenia ich praw i które byłyby wiążące dla państw. Nie jest to dziwne, bo zarówno w/w deklaracja, jak i w/w pakt nie zostały stworzone przez jakąś faktyczną reprezentacje ogółu ludzkości, ale przez państwa, co w praktyce oznacza – że zostały ustalone przez „elity władzy” tych państw.

A „elity” te nie miały przecież żadnego interesu, aby obywatele faktycznie - „w praktyce” te prawa mieli. Byłby to koniec tych „elit” – takich „elit”.


Na odpowiedź oczekuje jednak pytanie, dlaczego ludzie (obywatele) nie skarżą się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu (instytucji będącej „w ramach” Rady Europy – nie w ramach Unii Europejskiej)?

Odpowiedź też jest prosta: trybunał ten orzeka o naruszeniach praw człowieka zapisanych w europejskiej „Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności”.

A konwencja ta „prawa polityczne” obywateli określa w art. 11 następująco:

Każdy ma prawo do swobodnego pokojowego zgromadzania się oraz do swobodnego zrzeszania się z innymi, włącznie z prawem tworzenia i przystępowania do związków zawodowych do ochrony swoich interesów”.


Przy takim „odkryciu” (opisaniu) „praw politycznych” - faktycznie przysługujących każdemu człowiekowi „samemu z siebie” oraz zawsze i wszędzie – konwencja ta de facto dla ochrony „praw politycznych” obywateli, za wyjątkiem „praw związkowych”, jest bezużyteczna.

Dlatego też tzw. „elity władzy” państw-stron tej konwencji mogą swobodnie pozbawiać obywateli należnych im praw, które przyjęło się nazywać „politycznymi”.

Nie muszą się obawiać w tym zakresie orzeczeń w/w trybunału.

A innej ponadpaństwowej instancji skargowej, typu sądowego, wydającej wiążące dla państw orzeczenia, NIE MA.

Opublikowano: 13.08.2013 10:05. Ostatnia aktualizacja: 19.09.2018 05:07.
Autor: grudziecki
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • To jest temat na inny artykuł. Słyszał Pan, na przykład, o mordzie w Drzewicy?
  • http://naszeblogi.pl/48964-narod-zydowski-jaki-narod-panie-pad
  • Dla tych "inteligentnych inaczej", twierdzących, że żydzi istnieli w starożytności, bo...

Tematy w dziale