5 obserwujących
126 notek
84k odsłony
  543   0

„Pisiora” goń? Goń!!! „Platformersa” gon? Goń!!! Złodzieja goń!

 Blog ten miał mieć inny tytuł, ale pod wpływem tekstu „Lance do boju, szable w dłoń - PiSiora goń, goń, goń” (Leonarda Bukowska, Salon24) uznałem, że warto się odnieść do coraz powszechniejszej, medialnej nagonki na PO.

Cytowany tekst świetnie wpisuje się w ten nurt.

Tyle tylko, że ja mam chyba „dłuższą” pamięć i pamiętam podobne zjawisko zaistniałe już po dwóch latach rządów PIS-u, które wpłynęło – przynajmniej w jakimś stopniu – na przegraną tej partii w wyborach.


Nie zamierzam polemizować z refleksjami autorki o rozkładzie w „partii władzy”, choćby z tej prostej przyczyny, że wiele jej obserwacji podzielam, a oceny z natury rzeczy są sprawą indywidualną.

Tyle tylko, że w tekście tym brakuje mi szerszego tła, a więc odpowiedzi przynajmniej na takie pytania:

a) czy obserwowana, pogłębiająca się degeneracja „partii władzy” jest przypadkiem szczególnym, jednostkowym, czy jest to przejaw typowego zjawiska;

b) co decyduje, że takie zjawisko ma miejsce.


Właśnie brak w cytowanym tekście tego „szerszego tła” powoduje, że wpisuje się on – świadomie lub nie - w tę falę krytyki, która ma zmieść PO i umożliwić wygraną PIS-u.

W jakieś części jest ona wytworem aktywności aparatczyków PIS -u, tupiących nogami, aby po latach posuchy dorwać się w końcu do władzy.

Na pewno jednak wiele tekstów opisujących patologie w naszej aktualnej rzeczywistości -w tym te wykreowane przez PO - wypływa z innych intencji.

Kiedy jednak w tych tekstach brak takich, lub podobnych, szerszych odniesień, to mogą być one odbierane właśnie jako element wyżej wskazanej fali.

Paradoksalnie, w ten sposób rykoszetem wraca do PO to, co kiedyś jej miało służyć: dwubiegunowa polaryzacja sceny politycznej.


Rzecz w tym, że dla mnie wymiana jednej hordy zawłaszczającej państwo, na inną hordę zawłaszczającą państwo nie niesie żadnej jakościowej zmiany „na lepsze” - w kierunku budowania faktycznej podmiotowości obywateli, czyli w kierunku demokracji.

Co więcej, tym bardziej nie mam żadnych złudzeń w tej dziedzinie, ponieważ horda, która teraz tak się rwie do władzy, dała się już poznać wcześniej.


W jednym z poprzednich blogów: http://grudziecki.salon24.pl/526184,polska-lamie-prawa-czlowieka pokazałem, że w Polsce (i w innych krajach) drastycznie łamane są prawa człowieka – prawa polityczne obywateli, których katalog został opisany w „Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka” i w „Międzynarodowym Pakcie Praw Politycznych i Obywatelskich”.

Zakończyłem swój tekst pytaniem, dlaczego obywatele nie skarżą się na naruszenie tych praw, kiedy jednocześnie co roku np. do Trybunału w Strasburgu płynie z Polski tysiące skarg na naruszenie innych „praw człowieka”.

Odpowiedź na to pytanie, jest jednocześnie wskazaniem podstawowej przyczyny, dlaczego w Polsce i w innych krajach obywatele są bezsilni (?) wobec pogłębiających się patologii „fundowanych” im przez tzw. „elity władzy” - przez partie polityczne i „grupy” (eufemizm) z nimi powiązane.

Odpowiedź jest „prymitywnie” prosta: ani w/w deklaracja, ani w/w pakt nie przyznają ludziom (w tym obywatelom) żadnych, skutecznych (to zastrzeżenie wobec w/w paktu) NARZĘDZI, np. typu skargowego, które umożliwiałyby ludziom dochodzenia ich praw i które byłyby wiążące dla państw. Nie jest to dziwne, bo zarówno w/w deklaracja, jak i w/w pakt nie zostały stworzone przez jakąś faktyczną reprezentacje ogółu ludzkości, ale przez państwa, co w praktyce oznacza – że zostały ustalone przez „elity władzy” tych państw.

A „elity” te nie miały przecież żadnego interesu, aby obywatele faktycznie - „w praktyce” te prawa mieli. Byłby to koniec tych „elit” – takich „elit”.


Na odpowiedź oczekuje jednak pytanie, dlaczego ludzie (obywatele) nie skarżą się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu (instytucji będącej „w ramach” Rady Europy – nie w ramach Unii Europejskiej)?

Odpowiedź też jest prosta: trybunał ten orzeka o naruszeniach praw człowieka zapisanych w europejskiej „Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności”.

A konwencja ta „prawa polityczne” obywateli określa w art. 11 następująco:

Każdy ma prawo do swobodnego pokojowego zgromadzania się oraz do swobodnego zrzeszania się z innymi, włącznie z prawem tworzenia i przystępowania do związków zawodowych do ochrony swoich interesów”.


Przy takim „odkryciu” (opisaniu) „praw politycznych” - faktycznie przysługujących każdemu człowiekowi „samemu z siebie” oraz zawsze i wszędzie – konwencja ta de facto dla ochrony „praw politycznych” obywateli, za wyjątkiem „praw związkowych”, jest bezużyteczna.

Dlatego też tzw. „elity władzy” państw-stron tej konwencji mogą swobodnie pozbawiać obywateli należnych im praw, które przyjęło się nazywać „politycznymi”.

Nie muszą się obawiać w tym zakresie orzeczeń w/w trybunału.

A innej ponadpaństwowej instancji skargowej, typu sądowego, wydającej wiążące dla państw orzeczenia, NIE MA.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale