Dlaczego Platon byłby gitarzystą?
Ciekawe, jak wielu ludzi zadało sobie pytanie: „co to znaczy grać na gitarze”? Pewnie niewielu, bo – jak się mniema – nie ma po co stawiać; każdy to przecież wie. Grać na gitarze to znaczy wydobywać jakieś melodie uderzając struny jedną ręką, a drugą odpowiednio je przyciskając w odpowiednich miejscach – tak zwanych „progach” – na gryfie. Łatwo też wskazać, kto jest dobrym a kto marnym gitarzystą. Dobrym był na przykład Jimi Hendrix, bo palce obu jego dłoni były tak wyrobione, że potrafiły przykuć nasz wzrok swymi „wygibasami” czy – nieco mądrzej – swą ekwilibrystyką. Hendrixem zachwycało się i zachwyca nadal bardzo wielu – i rzeczywiście nie chcę przeczyć temu, że słusznie. Potwierdzenie to jednak składam z takim zastrzeżeniem: jeśli oprzemy się tylko na tym, co widzimy i słyszmy, a więc na danych zmysłowych, to Hendrix był faktycznie wybitym użytkownikiem gitary. Taka czysto sensualna ocena jest właściwie jedyną, jaka występuje wśród szerokich rzesz gitarzystów i ich słuchaczy. Ja natomiast chcę powiedzieć w niniejszym tekście, że gitara to taki instrument muzyczny, którego istota nie leży na poziomie tego, co podpada pod zmysły. W skład istoty tego instrumentu wchodzi na przykład pozycyjność – gryf ma co najmniej kilka progów, na których znajduje się ten sam dźwięk. Na przykład dźwięk c zapisywany na pięciolinii nad linią trzecią znajduje się na gryfie w czterech miejscach:
- na strunie drugiej na pierwszym progu
- na strunie trzeciej na piątym progu
- na strunie czwartej na progu dziesiątym
- na strunie piątej na progu czternastym
Kiedy więc jako gitarzysta mam „zagrać” owo c muszę podjąć trzy/cztery przemyślane decyzje. Muszę sprawdzić, w którym z tych czterech miejsc lepiej jest wydobyć ów dźwięk ze względu na: (a) wymogi utworu oraz (b) problemy manualne. Ad(a) jeśli utwór ma być grany legato (na przykład) to nasze c będzie musiało być wydobyte w tej z tych czterech pozycji, gdzie właśnie legato zabrzmi najlepiej. Ad(b) c (oczywiście w kontekście innych dźwięków z jakich składa się utwór) w jednej pozycji może być wykonalne bardzo trudno, czasem wręcz niewykonalne, w innej zagra się go bardzo łatwo. Każdy fizyczny dźwięk wydobyty przez gitarzystę poprzedzony jest zatem pracą teoretyczną, czysto intelektualną. Oczywiście słuchacz odbiera tylko ów brzmiący w uszach dźwięk, ta czysto umysłowa praca gitarzysty nie dociera do niego ani trochę – mimo że właśnie ona dotykała tego, co w gitarze najbardziej konstytutywne. Zauważmy, że pozycyjności – czyli istoty gitary – nie da się pokazać drugiemu tak, jak się pokazuje rzeczy materialne, krzesła czy stoły. Każda próba zmysłowego ukazania tej istoty skazana jest na porażkę – gdybym wziął do rąk gitarę i chcąc ukazać jej esencję tylko wydobywał (przykładowo) dźwięk cnajpierw na drugiej strunie, potem na trzeciej, czwartej i piątej to ktoś, kto patrzał i słuchał tego, co robię nie dostrzegłby w żaden sposób, że ja wydobywam cały czas ten sam dźwięk tylko w różnych miejscach gryfu. Nie dostrzegł by tego, bo choć grałbym rzeczywiście ten sam dźwięk, to jednak brzmiący nieco inaczej. Nasze c zagrane przez trąbkę i zagrane przez akordeon brzmi inaczej, ale jest tym samym dźwiękiem. Gitara zaś to taki instrument, który trochę różne brzmienia tych samych dźwięków ma sam w sobie. Dopiero gdybym do tych c,które pokazuję drugiemu trzymając gitarę dołączył jakiś komentarz wyjaśniający problem gry w pozycjach ów drugi zrozumiałby sprawę bez kłopotów. Pozycyjność na gitarze – jak, mam nadzieję, jasno ukazałem - to zatem coś, co się rozumie a nie widzi i co można wytłumaczyć, a nie pokazać.Tak samo jest też z innymi elementami składającymi się na istotę gitary - również w nich kluczową rolę odgrywa rozumienie, a nie widzenie i słyszenie. Ani nie widać, ani nie słychać tego, że nawet położenie dźwięków na progach gryfu nie jest stałe i jednoznacznie określone – wystarczy przestroić struny (rezygnując ze stroju standardowego: e, h, g, d, a, e ) i na pierwszym progu drugiej struny wcale nie będzie brzmiało „nasze” c, nie będzie go też w innych opisywanych już miejscach. Zapis nutowy jednej i tej samej melodii jest w kontekście gitary w pewnym sensie zawsze wieloznaczny: Kiedy nasze c nad trzecią linią widzi pianista to odsyła ono jego palec do tylko jednego klawisza na ogromnej klawiaturze. Gitarzysta wiąże z tą nutą aż cztery progi na gryfie. Najprostsze akordy („chwyty”) mają różne układy palcowe i różne brzmienia – taki C-dur dla przykładu, ma na elementarnym poziomie (kto chce niech sprawdzi w książkach „Chwyty gitarowe”) trzy różne wersje.
Istotę gitary – dostępną tylko rozumowi - określiłbym ogólnie jako wariantywność lub poetycko jako „wielość jedności”. Tak więc zawsze kiedy widzimy i słyszymy kogoś grającego na gitarze to percypujemy tylko malutką część - czubek góry lodowej – tego wszystkiego, co gitarzysta umie i robi.
No właśnie, czy aby na pewno jest tak zawsze? Przecież jest całe multum użytkowników tego instrumentu, którzy o jego wariantyności nie słyszeli. Na przykład tacy, którzy grają z tak zwanych tabulatur. Tabulatura, a więc zaznaczenie cyferką miejsca, gdzie należy wydobyć pożądany ton doskonale wręcz zaciemnia fakt, że każdy z dźwięków można wydobyć w kilku różnych pozycjach. Grający nie może zatem korzystać ze wszystkich możliwości, jakie oferuje gitara. A czy wspomniany już Jimi Hendrix dotykał w jakikolwiek sposób tego wszystkiego o czym ja napisałem, a co jest swoiście gitarowe? Na pewno nie wiem, ale chyba raczej nie. On ograniczał się tylko do zmysłowego poziomu obcowania z instrumentem. Potrafił wydobywać zeń różne melodie, utwory, piosenki. Był muzykiem, ale tylko w nowszym znaczeniu słowa „muzyk”. Trzeba wiedzieć, że w starożytności, a też w średniowieczu muzykiem nie był ten, kto umiał wydobywać z jakiegoś instrumentu melodie; był nim zaś ten, kto rozumiał prawa rządzące dźwiękami –muzyka była nauką, czymś, co się rozumiało, a nie czego się słuchało. Oczywiście zawsze istnieli tacy, co tylko „fizycznie” grali, nikt ich jednak nie nazywał muzykami, na przykład aojdowie w Starożytnej Grecji czy trubadurzy w wiekach średnich, kimś w ich rodzaju był w XX wieku Hendrix. Gitara jest właśnie tym instrumentem, w którym odżywa ta prastara koncepcja muzyki. Esencji gitary nie widać nie słychać – można ją tylko rozumieć. Gitara zatem ukazuje niezmysłowy charakter muzyki – i właśnie dlatego Platon byłby gitarzystą.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)