Grzegorz Kicki Grzegorz Kicki
67
BLOG

O zdolnościach ucznia

Grzegorz Kicki Grzegorz Kicki Kultura Obserwuj notkę 1

Chciałbym w tym i w kilku kolejnych wpisach dotknąć zagadnień związanych z szeroko rozumianą edukacją szkolną.

Pierwszy tekst poświęcę sprawie tak zwanych zdolności umysłowych.

To, że ludzie różnią się pod względem tych zdolności uważane jest powszechnie za pewne. Miejscem, gdzie szczególnie ta sprawa jest poruszana jest szkoła, tak podstawowa, średnia, jak i wyższa.

Nie chcę spierać się z wspomnianą tezą wyjściową (przekonującą, że jedni ludzie są bardziej, a inni mniej zdolni intelektualnie).  Zagadnieniem jednak, które niezwykle mnie zastanawia i którym chcę napisać jest to po czym nauczyciel (każdy, nawet profesor) może rozpoznać czy uczeń jest bądź nie jest zdolny.

Na pierwszy rzut oka sprawa jest bardzo prosta: uczeń (1) zdolny to taki, który na sprawdzianach uzyskuje dobre wyniki, przy odpowiedziach mówi dobrze i uzyskuje wysokie oceny. Gdy uczeń czyta ze zrozumieniem trudny tekst podręcznika i potrafi szybko przyswoić sobie jego treść to daje tym samym dowód swych zdolności. Tak rozumują najczęściej nauczyciele.

Przypadki przeciwne to znaczy takie: (2) uczeń nie czyta podręczników rozumiejąc ich treść, nawet kilkakrotnie tłumaczenie danego zagadnienia nie owocuje u niego jego zrozumieniem, interpretowane są przez nauczycieli jako sygnały braku zdolności.

Nauczyciele zatem stosują bardzo podobną logikę w przypadkach (1) i (2): dobre wyniki w opanowaniu zagadnień świadczą o dobrych zdolnościach;  a złe o braku zdolności. Wedle tej logiki zatem (a) to, że coś jest świadczy, że to coś może być – dobry uczeń ma w sobie możliwość (czyli zdolność) bycia dobrym uczniem. Jeśli jednak (b) czegoś nie ma, to znaczy, że tego czegoś nie może być. Zły uczeń nie ma możności (czyli właśnie zdolności) bycia dobrym uczniem.

Otóż te zasady rozumowania nauczycieli w tej sprawie są tylko połowicznie słuszne:

Rzeczywiście jest tak, że gdy coś jest to znaczy, że owo coś może być – dobry uczeń jest zdolnym uczniem.

Ale ani trochę nie jest tak, że gdy czegoś nie ma, to znaczy tego czegoś nie może być – i można to zilustrować setkami przykładów. W starożytności nie było samochodów, ale to, że ich nie było nie znaczyło, że takiej rzeczy jak samochód nie może być. W 1980 roku mnie nie było na świecie, nie znaczyło to jednak, że ja nie mogłem zaistnieć – itd. Itd. Na tej samej zasadzie z tego, że uczeń nie ma osiągnięć w szkole nie wynika, że nie może zdobyć wiedzy, a więc, że brak mu zdolności.

Rozbiłem wielkie uproszczenie powszechnie spotykane wśród nauczycieli na różnych poziomach edukacji.

Obecność tego uproszczenia jest tym dziwniejsza, że bardzo wiele wybitnych umysłów w szkole osiągała nikłe rezultaty. Wymienię choćby Einsteina, Husserla, Wittgensteina, Dmowskiego, Sienkiewicza..

Z wszystkiego, co powiedziałem wynika, że o wiele łatwiej rozpoznać posiadanie zdolności niż ich nieposiadanie.

 

 

 

 

 

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura