Uważam, że:
(1) Krytykowanie „Strachu” Grossa bez czytania tej pracy to postawa słuszna; ale krytykowanie Gontarczyka i Cenckiewicza bez lektury ich zapowiadanej pracy słuszne nie jest.
Taka postawa tylko pozornie razi niekonsekwencją. Dlatego tylko pozornie, gdyż przypadki Grossa i pracowników IPN są absolutnie asymetryczne - nie można ich porównywać, dlatego że:
- Wszystko to, o co idzie Grossowi wyszło na jaw przy sprawie Jedwabnego: Liczba rzeczywista ofiar masakry jest 10 razy mniejsza niż ta jaką Gross podawał, dyskwalifikuje to tego autora jako historyka. Ekshumację w Jedwabnem wstrzymano natychmiast po tym, jak się okazało, że falsyfikuje ona Grossowe rewelacje, wstrzymanie to nastąpiło pod wpływem lobby żydowskiego – ukazuje to, że pisarstwo Grossa jest elementem taktyki czy polityki tego lobby, a nie służeniem prawdzie.
Po tych dwóch sprawach, jakie wyszły przy „Sąsiadach” lektura „Strachu” była zbyteczna. Do rzeczonych powodów dochodzi jeszcze jeden: „Strach” dla polskojęzycznego czytelnika i dla czytelnika anglojęzycznego to nie ta sama książka – ten pierwszy otrzymał tekst w wielu sprawach łagodniejszy. Czy wiedząc to wszystko należało poświęcać czas „Strachowi” Grossa? Moim zadaniem – nie.
Wszyscy ci, co dziś protestują przeciw Gontarczykowi i Cenckiewiczowi musieli to wszystko, co o Grossie napisałem wiedzieć. A jednak dosłownie nikt z nich ani „profesor” Bartoszewski, ani profesor Geremek, ani Michnik, ani Frasyniuk (i inni) nie tylko nie pisnął - w styczniu tego roku, gdy „Strach” się ukazał w Polsce - przeciw Grossowi jednego słóweczka, ale głośno go nadymali (przynajmniej niektórzy z nich). I wtedy nie liczyła się dla nich międzynarodowa reputacja naszej Ojczyzny, nie był dla nich ważny polski honor etc. Taką właśnie mamy „elitę”.
Najcięższym pociskiem wycelowanym w pracowników IPN jest zarzut, że są to autorzy o skrajnie prawicowych poglądach i że w związku z tym ich wiarygodność jest zerowa.
Oceniam wagę tego zarzutu bardzo nisko. Dlatego, że każdy badacz w jakiejkolwiek dziedzinie ma jakieś poglądy, jakieś sympatie i antypatie – i co z tego? Przeprowadzając badania musi się starać jak najbardziej ograniczyć ich wpływ na przebieg pracy badawczej. Na tym między innymi polega prawdziwie naukowa, obiektywistyczna postawa. Gontarczyk i Cenckiewicz muszą opisać i źródła jakimi dysponują możliwie dokładnie, a że akurat źródła te mogą potwierdzać (mniej lub bardziej) ich osobiste przekonania, to w niczym ich statusowi badaczy nie szkodzi.
Tak to widzę.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)