Grzegorz Kicki Grzegorz Kicki
228
BLOG

Pan od fizyki

Grzegorz Kicki Grzegorz Kicki Kultura Obserwuj notkę 1

 

 

 

Najlepszymi humanistami są ścisłowcy, fizycy, matematycy, oni naprawdę potrafią myśleć, a dzięki temu dobrze pisać i mówić. Humaniści to nie są poważni badacze - Powiedział ni stąd ni zowąd pan od fizyki rozdając klasówki.

- o, Kowalicki, jedynka!

Proszę pana – odezwał się uczeń – przecież ja to, co było na klasówce już wcześniej zaliczyłem.

Ty, Kowalicki, ja cię mogę tak załatwić, że się nie pozbierasz, Ty tu niczego nie zaliczasz, ani wcześniej nie zaliczałeś...żeby ci nie przyszło do głowy, że ty tu cokolwiek zaliczasz. Uczeń słuchał tego milcząc; milczenie to dawało nauczycielowi poczucie wygranej, oraz satysfakcję z tego, że pognębił ucznia na oczach kolegów z klasy; umysł ucznia błyskawicznie zaczął zapełniać się myślami, myśli pojawiały się samoczynnie, bez żadnych starań ze strony ucznia. Innymi słowy nie było wcale tak, że uczeń myślał nad tym, co powiedział nauczyciel, tak jak myślimy, gdy na przykład chcemy rozgryźć sens słów jakiegoś pisarza. Podczas tego zdarzenia głowa Kowalickiego była tylko naczyniem, do którego nagle zaczęły wpadać myśli, takie oto: zawsze, gdy fizyk zadawał mi pytania i stawiał oceny za odpowiedzi, jakich udzielałem, to wcale nie uważał, że naprawdę sprawdza i ocenia stan mojej wiedzy; swoimi pytaniami i ocenami najzwyklej bawił się mną ktoś, kto we własnym odczuciu jest z natury o wiele zdolniejszy ode mnie; owo „zaliczyłem” (z domyślnym „ja”) zabrzmiało w jego uszach, jako sugestia, że rozumiem fizykę - że ja rozumiem to, co on rozumie, to zaś oznaczało, że mój umysł, jest tak samo mocny jak jego. On uważa, że rozumienie fizyki jest czymś, co jest dane tylko jemu jednemu w całej szkole, co dawało mu poczucie wyjątkowości własnej osoby.

Ale ja nie chciałem sugerować, że rozumiem fizykę…jeśli nauczyciel przepytywał mnie i stawiał całkiem dobre oceny to było dla mnie oczywiste, iż to ja coś zaliczyłem – więc po prostu samo mówienie „zaliczyłem” uważałem za nazywanie rzeczy po imieniu. Żadne inne nazwanie nie mogło mi przyjść do głowy. Zapewne wyrażenie „pan już mi to zaliczył”, zadowoliłoby nauczyciela.

 

Żak Jarosław, ocena dobra – powiedział fizyk – i skończył tym samym rozdawanie sprawdzianów. Wstał i zwrócił się do wszystkich uczniów takimi słowami:

Klasówki wypadły źle. Co niektórzy zapomnieli chyba, że miejsce, gdzie się znajdujemy to szkoła średnia, liceum, a nie jakaś tam zawodówka. Rozumiem - jest wiele innych zajęć, obowiązków, ale wy musicie się uczyć; naprawdę jako licealiści musicie się uczyć, chociaż trochę! Nie żałujecie chyba, że przyszliście do szkoły średniej? a jeśli ktoś żałuje to mam dla niego proste wyjście – niech zabierze papiery z sekretariatu, poprosi o skreślenie z listy uczniów. Naprawdę nikt nikogo nie zmusza, by kończył liceum, robił maturę. Szkoła to bardzo ważna rzecz, pod każdym względem! Weźmy na przykład wojsko, to może ważne dla chłopców – przecież innym żołnierzem będzie chłopak po liceum, a innym chłopak niewykształcony. Pamiętajcie o tym, że ludzie po szkołach stanowią najważniejszy element całego społeczeństwa. Przypomnijcie sobie – powiedział fizyk do uczniów – kogo najbardziej tępił Hitler, kiedy niewolił Polaków, przecież nie tępił robotników, ale lekarzy, inżynierów, urzędników i nauczycieli. A Stalin? Przecież w Katyniu wybił on najlepiej wykształconych polskich żołnierzy.

On ma szkołę za coś, co naprawdę gwarantuje rozwój umysłowy? – słuchając fizyka dziwił się w myślach Kowalicki. Szkoła wedle niego jest poważną rzeczą, ale oceny pozytywne, które mi wystawiał przez prawie całe półrocze były wedle jego dzisiejszych słów skierowanych do mnie tylko fikcjami.. nie stała za nimi żadna moja wiedza czy umiejętność; nawet nie mogłem głośno powiedzieć, że to ja coś zaliczyłem…

Gdy nauczyciel robił nam ten wykład o znaczeniu szkoły tuż  za naszą salką na korytarzu ludzie z młodszego rocznika zaczęli hałasować. Chyba nawet postanowili zrobić sobie mecz piłkarski, bo piłka właśnie uderzyła w drzwi do klasy, gdzie siedzieliśmy my i gdzie roznosiły się mądrości fizyka. Huk spowodowany uderzeniem był duży, fizyk przerwał swą mowę, szybkim krokiem podszedł do drzwi, otworzył je i powiedział do zabawiających się wesoło uczniów: słuchajcie, tu nie jest boisko! Chcecie grać w piłkę idźcie na podwórze. Po czym wrócił na miejsce i kontynuował swoją deklamację. Uczniowie jednak okazali tylko połowiczne posłuszeństwo panu nauczycielowi. Grać w piłkę co prawda przestali, ale ani im w głowie było opuszczać mury szkoły. Nie poszli na żadne boisko tylko usiedli na ławeczkach, które rozstawione były na korytarzu i zaczęli się nawzajem zabawiać dowcipnymi rozmowami. Tak myślę, że były dowcipne bo śmiechy i chichy zaczęły coraz bardziej rozchodzić się wokoło dobiegając też pomieszczenia, gdzie właśnie zgodnie z planem lekcji odbywały się zajęcia z fizyki. Fizyk tym razem nie ruszył się z miejsca. Uśmiechnął się lekko i powiedział do zgromadzonej klasy tak: cóż, jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie. Już nieraz przychodziły do mnie zapłakane mamy z błaganiem, bym córeczkę czy syneczka przepuścił na kolejny rok. Tym razem żadna mamusia nie wypłacze niczego u mnie i ci, co teraz na korytarzu głośno się śmieją w czerwcu przy promocji będą płakać.

Tkwiły jeszcze w umyśle Kowalickiego słowa, jakie skierował do niego fizyk na początku zajęć. Słuchał też uważnie mowy o wartości szkoły, cały czas patrzał na to, co robili jego koledzy z najbliższych ławek. Jeden, niejaki Tylecki, wyciągnął pismo zatytułowane bodajże Informacje sportowe zaczytał się w nim bardzo, tak, że nawet nie ruszał głową, by zobaczyć, jak nauczyciel strofuje kolegów z młodszego rocznika. Gdy fizyk wysyłał „piłkarzy” z korytarza na boisko zrobiło się ciut głośniej w klasie, Tylecki wykorzystał to, chrząknął solidnie po czym zielono-żółtą mazią plunął pod ławkę i z powrotem wsadził nos w pisemko.

Jak to jest – przeszło przez umysł Kowalickiego -, że ktoś kto szkołę uważa za matkę najwartościowszych warstw narodu, kto zachęca do porządnej nauki, jednocześnie może uzależniać promocję na kolejny rok nauki od czegoś, co nie ma nic wspólnego ze stanem wiedzy.

Szkoła jest wedle fizyka czymś poważnym, czymś co ma znaczenie dla rozwoju umysłowego uczniów, a w konsekwencji całego społeczeństwa – tak wynika z tego co mówił przed chwilą w swojej przemowie do nas. Szkoła nie ma nic wspólnego z jakimkolwiek zdobywaniem wiedzy – to z kolei wynika z gróźb jakie postawił tym uczniom z korytarza. Niejeden z nich mógł bardzo dobrze rozumieć fizykę, a mimo to nie zdać; nie zdać tylko dlatego, że nie był  dostatecznie uległy wskazaniom nauczyciela. Czy to nie dziwne, że ów ścisły umysł fizyka wytrenowany na rachunkach nie potrafi dostrzec tej sprzeczności? – zapytał sam siebie uczeń.

Kowalicki wrócił myślą do tego, co się działo w klasie. Nauczyciel fizyki ciągle przemawiał, tym razem wszedł już na pole właściwe, czyli fizyczne i mówił o Wszechświecie. Nagle powiedział coś, co Kowalickim prawdziwie wstrząsnęło. Nie wiem, czy znacie pewne zdarzenie – mówił fizyk – które miało miejsce ze dwadzieścia lat temu w Watykanie. Otóż właśnie wtedy papież Jan Paweł II zaprosił do siebie grono największych fizyków. W rozmowie z nimi powiedział im, by nie badali początków wszechświata, bo wszechświat ma początek w Bogu; wszechświat został stworzony przez Boga; tak właśnie było! papież to mądry człowiek! – prawie krzyknął. Aż trudno mi w to uwierzyć – myślał Kowalicki – ale przed chwilą mój nauczyciel fizyki, człowiek dumny ze swego ścisłego umysłu, który w dodatku zawsze gardził humanistami, jako ludźmi nie zdolnymi do myślenia, właśnie humanistę nazwał „mądrym” i uczynił autorytetem w sprawach fizycznych. Przecież mój nauczyciel musiał wiedzieć o tym, że Jan Paweł II jeszcze jako Karol Wojtyła pracował naukowo na polu humanistyki, a nie fizyki czy jakiejś innej poważnej, to znaczy ścisłej dziedziny. Poza tym Wojtyła był też poetą i dramaturgiem, czyli humanistą par excellence - To też musiało być mojemu fizykowi znane. W jego głowie doskonale – widać - współżyły ze sobą pogarda dla humanistów ze znajomością faktu, że Wojtyła był humanistą i szczery szacunek dla tego, co Wojtyła, już jako papież, powiedział do grona fizyków.

 

 

 

 

 

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura