Czytam ostatnio sporo filozofów analitycznych zajmujących się religią. Raz po raz przewija się w ich pismach teza, że tylko doświadczenie mogłoby nadać zrozumiałość słowom „Bóg istnieje”. Wprawdzie odrzucam tę tezę całkowicie, ale postanowiłem dowieść, że nawet ją przyjmując da się wybronić znaczenie słów o Bogu. Posłużę się mianowicie eksperymentem myślowym, by wykazać, że słowa „Bóg istnieje” to nie żadne pustosłowie.
Eksperyment ten ma za cel ukazanie, że problem Boga jest zagadnieniem w jakiś stopniu empirycznym – to znaczy różnica między światem, w którym jest Bóg, a światem, w którym Go nie ma jest doświadczalnie uchwytna.
Eksperyment myślowy pod tytułem:
Wahania fenomenologa
Wyobraźmy sobie taką historię:
Fenomenolog był człowiekiem niezdecydowanym w sprawach religijnych – mówił o sobie, że nie wie, czy Bóg jest czy go nie ma. Przeżywał różne wahania w tej sprawie, raz raczej skłaniał się do tego, że Bóg istnieje innym razem, że żadnego Boga nie ma. Taki po prostu był.
Ów fenomenolog przeprowadzał analizę zjawiska zgodnie z zaleceniami szkoły fenomenologicznej. Najpierw przeprowadził redukcję fenomenologiczną – a więc świadomie wyczyścił sam siebie ze wszystkich elementów kulturowych, jakimi w ciągu swego życia nasiąknął. Przestał brać pod uwagę realne istnienie świata, zawiesił swą wiarę, że język jakim na co dzień włada poprawnie opisuje cokolwiek. Następnie dokonał wglądu w istotę cierpienia. Uświadomił sobie, że odkrył o nim coś zupełnie nowego, o czym ludzie dotychczas nie wiedzieli. Uzyskał zatem bardzo ważną informację o bardzo ważnym zjawisku. Naturalnie – i w zgodzie z akceptowanym przez siebie wymogiem intersubiektywności – musiał podzielić się z innymi ludźmi swoim odkryciem. Wszystko, co radziła mu co do takiej sytuacji fenomenologia jednak zawodziło – po prostu nie udawało mu się naprowadzić innych ludzi na takie same doświadczenia, jakie były jego udziałem. Być może zresztą było inaczej: inni mieli te same doświadczenia, ale on i ci „inni” nie mogli o tym się upewnić w żaden sposób. Język codzienny nie działał tu zupełnie – został on przecież jako sposób porozumiewania się zakwestionowany już na wstępie badań.
Fenomenolog był więc ze swą nową wiedzą na temat cierpienia absolutnie sam. Cała sytuacja zaczęła fenomenologowi bardzo doskwierać. Wiedział, że ma do powiedzenia coś nowego i ważnego o bardzo ważnej dla każdego człowieka sprawie, a jednak nie mógł tego powiedzieć (i w ogóle informować).
Ta a-komunikowalność zaczęła mu tak po ludzku doskwierać. Czas płynął, a zwykłe doskwieranie przeobraziło się w cierpienie – każdy człowiek chciałby wiedzieć, to, co ja wiem o cierpieniu, myślał fenomenolog, a jednak nie mogę dać tej wiedzy innym; nie mogę jej dać, bo po prostu nie mam jak; nie mam żadnego nośnika dla wiedzy, którą posiadłem – nie może nim być ani słowo, ani gest, ani pismo. Nikt nigdy nie dowie się o moim odkryciu, uświadamiał sobie, jestem z nim sam. Ach, żeby był, choć jeden „ktoś”, kogo mógłbym zaznajomić z wynikami moich badań – narzekał myśliciel. A Bóg? co z nim? Ja się waham: może on istnieje, może nie istnieje. Nagle fenomenolog poczuł jak bardzo zmieniają jego położenie te dwie możliwości; jeśli Bóg istnieje – myślał - to jest taka osoba, która wie, że odkryłem coś nowego o cierpieniu; on wie jakie są wyniki moich badań. Już nie jestem ze swoją wiedzą nieprzekraczalnie sam – czuję się rozumiany: wiem, że ktoś wie, co odkryłem. No byłoby dla mnie wspaniale, gdyby on istniał, stwierdził. Ale nie mogę powodować się chciejstwem, zakładać, że istnieje Bóg tylko dlatego, że byłoby to dla mnie wspaniałe. Równie możliwe jest, że Boga nie ma. Jeśli Go nie ma to wszystko, co odczuwałem dotychczas w związku z moim odkryciem pozostaje: całkowita samotność, świadomość, że nikt nie wie i nie dowie się o tym, co odkryłem. Dla mnie – uzmysłowił sobie fenomenolog – teizm i ateizm nie mają nic wspólnego z grzęźnięciem w abstraktach. Są to kwestie, które sprawiają, że własną życiową sytuację zaczynam odbierać różnie: jest Bóg – wiem, że ktoś zna to, co sam poznałem; nie ma Boga – to, co poznałem znam tylko ja i tak będzie zawsze.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)