Osobiście znam w mojej bliższej lub dalszej rodzinie wiele osób, które zapalają często znicz. Czynią to jednak na grobach swych bliskich, a nie w miejscu... ich byłej pracy.
Jeżeli jednak polityka prezesa PiS polegać ma teraz na tym, że zapala on znicz za poległych pod Pałacem Prezydenckim, to moim skromnym zdaniem, może to czynić nawet codziennie. A może i dwa razy dziennie. Ma taką potrzebę widocznie, a do Krakowa mu nie po drodze. I za daleko.
Prezes, może, liczy po cichu na to, że zapalając znicze obudzi w narodzie płomień współczucia do swej własnej osoby. I, że nie tylko znicze zapłoną masowo na polskich ulicach i w domach, ale przede wszystkim serca wyborców. Płonące z rozpaczy i z nienawiści do morderców jego brata serca rodaków spowodują może, zdaniem prezesa, że prezes za 5 lat zostanie znowu premierem lub prezydentem.
Każdemu wolno wierzyć.
I marzyć.
Żyjemy w demokracji.
A znicze się sprzątnie.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)