Dokładniej nic nie wiadomo na temat, czy ciepła woda, będzie teraz tam, gdzie jej jeszcze nie ma. Nie wiadomo też, czy premier Tusk ma w ogóle świadomość tego, że Polska to taki kraj, w którym ciepłej wody nadal w wielu miejscach po prostu nie ma. I nigdy nie było. Na dworcach, w szkołach, w wielu domach.
Ale obawiać się chyba należy, że hasłowa "ciepła woda" w ustach premiera, jako plan – minimum dla Polski i Polaków, to raczej wymysł jednej z agencji PR, które nieustannie doradzają ekipie premiera. Więc dzisiaj ciepła woda, a jutro obecność w Sejmie. A co pojutrze...
I czy tylko tyle...
Polska zasłużyła na pewno na jakiś plan. Ten plan nie powinien być z pewnością rewolucyjny. Czasy rewolucji mamy, i na szczęście, za sobą. I szkoda, że to akurat były prezydent Kwaśniewski musi przypominać u bardzo nieelegancko uwalonej na stole Moniki Olejnik (a w końcu gwiazda radia i tv wiedziała, że jest także na wizji), że zadanie rządu polegać powinno także na kreśleniu wizji przyszłości i to na lata. Nie tylko na rok, czy na dwa lata. I jednocześnie na konsekwentnym, skutecznym realizowaniu tych wizji. A tu Tusk ogranicza się (sam) do kreowania swej postaci, jako "w porządku gość". To z kolei u Lisa.
Nikt nie oczekuje dzisiaj ani od Merkel, ani od Sarkozy,`ego, ani też od Obamy, więc także od Tuska nie, by przeszli oni do historii, jako... bohaterowie. Kreowanie się medialne na fajnego gościa pachnie, znowu, tylko sztywną podpowiedzią kolejnej agencji PR. Bo Polacy lubią teraz takich fajnych...
Zabrakło jeszcze deklaracji, jak u prezydenta miasta Poznania, w której Tusk ogłosi, że... kocha ten kraj. Tak, jak Grobelny kocha teraz werbalnie Poznań. A wybory samorządowe za pasem, miłość więc nie wybiera.
Czy Polska musi być ciągle taka... letnia.
Na więcej tu nikogo nie stać...
Straszne to, czy tylko szkoda...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)