„Cała strategia obecnego rządu podporządkowana jest jednemu - utrzymaniu wysokiego poparcia i bezpiecznemu dowiezieniu Donalda Tuska do wyborów prezydenckich."
Teza-klucz. Ulubione twierdzenie przeciwników obecnej władzy. Tusk nic nie robi, bo czeka na wybory prezydenckie. Od pół roku zdanie to powtarzane jest w różnych konfiguracjach przez krytyków obecnego premiera. Tym razem zostało użyte przez Igora Janke w jego analizie „Po radykałach przyszli oportuniści" w najnowszym numerze Rzepy.
Według Igora Janke Polska potrzebuje rewolucji. Kilku wielkich reform, gwałtownych cięć w wydatkach socjalnych, słynnego rokitowskiego ‘szarpnięcia cuglami'. Słusznie Redaktor zauważa, że Tusk i jego rząd nie jest w stanie takiej rewolucji przeprowadzić - tutaj pełna zgoda. Ale czy rzeczywiście Polska w 2008 roku potrzebuje kolejnej rewolucji? W tym miejscu z redaktorem Janke się nie zgadzam. Tak samo nie ma mojej zgody na twierdzenie, że rząd Tuska nic nie robi. Według mnie obecna administracja dość celnie zdiagnozowała bierzące problemy i dość skutecznie wdraża zmiany, które problemy te eliminują.
Warto w tym miejscu zapoznać się z kilkoma wskaźnikami opisującymi dzisiejszą Polskę, gdyż tylko ich znajomość pozwoli znaleźć nam odpowiedź na wątpliwości Igora Janke.
Deficyt instytucji rządowych i samorządowych w 2008 roku wyniósł 2% PKB. Zgodnie z programem konwergencji, do 2011 roku deficyt ten ma spaść do 1% PKB. Podobna sytuacja jest z długiem publicznym, do 2011 roku jego wartość ma spaść z 44.9% PKB w roku 2007, do poziomu 42.3% PKB. Bezrobocie obecnie obliczane jest na ok. 10%. Pensje systematycznie rosną. Polska jest w czołówce rankingów oceniajacych naszą atrakcyjność inwestycyjną. W roku 2007 miała miejsce obniżka składki rentowej, natomiast w 2009 roku zmniejszony zostanie podatek dochodowy. Inlfacja, pomimo skoku w tym roku, ciągle utrzymuję się poniżej poziomu 5%.
Oczywiście nie jest tak, że Polska jest krajem mlekiem i miodem płynącym. Jest kilka obszarów, w których mamy niewątpliwe problemy. Są nimi: niski wskaźnik zatrudnienia szacowany na poziomie 57% dorosłych Polaków, wysokie dotacje budżetowe do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych i KRUS-u, wysoki poziom własności państwowej w gospodarce (szacuje się, że przedsiębiorstwa panstwowe generują 20% rocznego PKB) oraz duże marnotrastwo publicznych pieniędzy związane ze złym systemem budżetowym i dużą ilości wszelkiego rodzaju agencji i zakładów okołobudżetowych. Do tego należy doliczyć skomplikowane przepisy i generalnie wysoką biurokratyzację gospodarki.
Czy w świetle powyższych danych Polska potrzebuje rewolucji czy tylko kilku konkretnych zmian w konkretnych sektorach?
Teza o nic-nie-robieniu Tuska i jego rządu brzmi atrakcyjnie. Ci, którzy oczekują rewolucji rzeczywiście mogą pomyśleć, że obecny rząd nie przejawia szczególnej aktywności. Warto jednak prześledzić poczynania rządu przez pryzmat problemów trapiących Polskę:
1. Program ‘Solidarność pokoleń 50+' wraz z ustawą o emeryturach pomostowych mają sprawić, że poziom zatrudnienia zwiększy się, natomiast poziom dotacji budżetowych do FUS się zmniejszy.
2. Program prywatyzacji do 2011 ma doprowadzić do sytuacji, że przedsiębiorstwa panstwowe będą generować 10% PKB.
3. Prace nad deregulacją gospodarki toczą się nieustannie w Ministerstwie Gospodarki i w komisji sejmowej ‘Przyjazne panstwo'.
4. Od następnego roku ma obowiązywać nowa zasada konstruowania budżetu. Kotwica budżetowa na poziomie 30 mld ma zostać zastąpiona zasadą, że wydatki mogą się zwiększać tylko o 1% PKB w roku, co doprowadzi do redukcji wydatków względem dochodów. Poza tym cały czas toczą się pracę nad wprowadzeniem budżetów wieloletnich i zadaniowych.
5. Powyższe działania same w sobie stanowią elementy reformy finansów publicznych. Ponadto prowadzone są prace nad likwidacją i restrukturyzacją różnego rodzaju zakładów okołobudżetowych jak i agencji.
6. Pomimo sprzeciwu koalicyjnego partnera, prace nad reformą KRUS toczą się pełną parą.
Powyższe reformy, jak również ogłoszona już reforma szkolnictwa wyższego, reforma zdrowia, reforma samorządowa jednoznacznie wskazują, że Tusk i jego rząd działają dość preżnie i to w obszarach, w których poprzednie rządy nawet nie podejmowały działań. Oczywiście, projekty przedstawiane są chaotycznie, często są niespójnie lub niezgodne z poprzednimi zapowiedziami, jednak nie zmienia to faktu, że prace się toczą. I to za każdym razem przy otwartej kurtynie i przy pełnej świadomości opinii publicznej. Część reform jest niepełnych (dla mnie sporym zawodem jest pozostawienie przywilejów emerytalnych górnikom i mundurowym), ale znowu - prace nad reformami się toczą. Ja widzę szklankę do połowy pełną.
Polska nie potrzebuje rewolucji. Ale rewolucji nie potrzebuje też Platforma Obywatelska. Szczerze mówiąc nie rozumiem nawoływań do radykalnych reform i konfliktów z poszczególnymi grupami zawodowymi. Tak postępował Jarosław Kaczyński i po 2 latach pozbył się władzy. Tak postepowali wcześniej Buzek z Balcerowiczem i dziś (praktycznie) już ich nie ma w polityce. To co, że Tusk chce wystartować w wyborach prezydenckich i je wygrać? To co, że chce, by Platforma Obywatelska wygrała następne wybory parlamentarne? Przecież jest politykim, szefem tego ugrupowania, i z tego będzie rozliczany. Tak długo, jak jego aspiracje nie kolidują z programem naprawdy Rzeczpospolitej, tak długo niech je sobie realizuje.
Powtarzam: Polska nie potrzebuje rewolucji.
P.S. Wpis ten można potraktować jako moje podsumowanie 6 miesięcy Tuska u władzy.
Teza-klucz. Ulubione twierdzenie przeciwników obecnej władzy. Tusk nic nie robi, bo czeka na wybory prezydenckie. Od pół roku zdanie to powtarzane jest w różnych konfiguracjach przez krytyków obecnego premiera. Tym razem zostało użyte przez Igora Janke w jego analizie „Po radykałach przyszli oportuniści" w najnowszym numerze Rzepy.
Według Igora Janke Polska potrzebuje rewolucji. Kilku wielkich reform, gwałtownych cięć w wydatkach socjalnych, słynnego rokitowskiego ‘szarpnięcia cuglami'. Słusznie Redaktor zauważa, że Tusk i jego rząd nie jest w stanie takiej rewolucji przeprowadzić - tutaj pełna zgoda. Ale czy rzeczywiście Polska w 2008 roku potrzebuje kolejnej rewolucji? W tym miejscu z redaktorem Janke się nie zgadzam. Tak samo nie ma mojej zgody na twierdzenie, że rząd Tuska nic nie robi. Według mnie obecna administracja dość celnie zdiagnozowała bierzące problemy i dość skutecznie wdraża zmiany, które problemy te eliminują.
Warto w tym miejscu zapoznać się z kilkoma wskaźnikami opisującymi dzisiejszą Polskę, gdyż tylko ich znajomość pozwoli znaleźć nam odpowiedź na wątpliwości Igora Janke.
Deficyt instytucji rządowych i samorządowych w 2008 roku wyniósł 2% PKB. Zgodnie z programem konwergencji, do 2011 roku deficyt ten ma spaść do 1% PKB. Podobna sytuacja jest z długiem publicznym, do 2011 roku jego wartość ma spaść z 44.9% PKB w roku 2007, do poziomu 42.3% PKB. Bezrobocie obecnie obliczane jest na ok. 10%. Pensje systematycznie rosną. Polska jest w czołówce rankingów oceniajacych naszą atrakcyjność inwestycyjną. W roku 2007 miała miejsce obniżka składki rentowej, natomiast w 2009 roku zmniejszony zostanie podatek dochodowy. Inlfacja, pomimo skoku w tym roku, ciągle utrzymuję się poniżej poziomu 5%.
Oczywiście nie jest tak, że Polska jest krajem mlekiem i miodem płynącym. Jest kilka obszarów, w których mamy niewątpliwe problemy. Są nimi: niski wskaźnik zatrudnienia szacowany na poziomie 57% dorosłych Polaków, wysokie dotacje budżetowe do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych i KRUS-u, wysoki poziom własności państwowej w gospodarce (szacuje się, że przedsiębiorstwa panstwowe generują 20% rocznego PKB) oraz duże marnotrastwo publicznych pieniędzy związane ze złym systemem budżetowym i dużą ilości wszelkiego rodzaju agencji i zakładów okołobudżetowych. Do tego należy doliczyć skomplikowane przepisy i generalnie wysoką biurokratyzację gospodarki.
Czy w świetle powyższych danych Polska potrzebuje rewolucji czy tylko kilku konkretnych zmian w konkretnych sektorach?
Teza o nic-nie-robieniu Tuska i jego rządu brzmi atrakcyjnie. Ci, którzy oczekują rewolucji rzeczywiście mogą pomyśleć, że obecny rząd nie przejawia szczególnej aktywności. Warto jednak prześledzić poczynania rządu przez pryzmat problemów trapiących Polskę:
1. Program ‘Solidarność pokoleń 50+' wraz z ustawą o emeryturach pomostowych mają sprawić, że poziom zatrudnienia zwiększy się, natomiast poziom dotacji budżetowych do FUS się zmniejszy.
2. Program prywatyzacji do 2011 ma doprowadzić do sytuacji, że przedsiębiorstwa panstwowe będą generować 10% PKB.
3. Prace nad deregulacją gospodarki toczą się nieustannie w Ministerstwie Gospodarki i w komisji sejmowej ‘Przyjazne panstwo'.
4. Od następnego roku ma obowiązywać nowa zasada konstruowania budżetu. Kotwica budżetowa na poziomie 30 mld ma zostać zastąpiona zasadą, że wydatki mogą się zwiększać tylko o 1% PKB w roku, co doprowadzi do redukcji wydatków względem dochodów. Poza tym cały czas toczą się pracę nad wprowadzeniem budżetów wieloletnich i zadaniowych.
5. Powyższe działania same w sobie stanowią elementy reformy finansów publicznych. Ponadto prowadzone są prace nad likwidacją i restrukturyzacją różnego rodzaju zakładów okołobudżetowych jak i agencji.
6. Pomimo sprzeciwu koalicyjnego partnera, prace nad reformą KRUS toczą się pełną parą.
Powyższe reformy, jak również ogłoszona już reforma szkolnictwa wyższego, reforma zdrowia, reforma samorządowa jednoznacznie wskazują, że Tusk i jego rząd działają dość preżnie i to w obszarach, w których poprzednie rządy nawet nie podejmowały działań. Oczywiście, projekty przedstawiane są chaotycznie, często są niespójnie lub niezgodne z poprzednimi zapowiedziami, jednak nie zmienia to faktu, że prace się toczą. I to za każdym razem przy otwartej kurtynie i przy pełnej świadomości opinii publicznej. Część reform jest niepełnych (dla mnie sporym zawodem jest pozostawienie przywilejów emerytalnych górnikom i mundurowym), ale znowu - prace nad reformami się toczą. Ja widzę szklankę do połowy pełną.
Polska nie potrzebuje rewolucji. Ale rewolucji nie potrzebuje też Platforma Obywatelska. Szczerze mówiąc nie rozumiem nawoływań do radykalnych reform i konfliktów z poszczególnymi grupami zawodowymi. Tak postępował Jarosław Kaczyński i po 2 latach pozbył się władzy. Tak postepowali wcześniej Buzek z Balcerowiczem i dziś (praktycznie) już ich nie ma w polityce. To co, że Tusk chce wystartować w wyborach prezydenckich i je wygrać? To co, że chce, by Platforma Obywatelska wygrała następne wybory parlamentarne? Przecież jest politykim, szefem tego ugrupowania, i z tego będzie rozliczany. Tak długo, jak jego aspiracje nie kolidują z programem naprawdy Rzeczpospolitej, tak długo niech je sobie realizuje.
Powtarzam: Polska nie potrzebuje rewolucji.
P.S. Wpis ten można potraktować jako moje podsumowanie 6 miesięcy Tuska u władzy.


Komentarze
Pokaż komentarze (57)