Na Ukrainie spędziliśmy dziewięć dni lipca. Byliśmy przygotowani na ‘mały szok kulturowy', ale to, co zobaczyliśmy, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania.
Pierwsze negatywne zaskoczenie to odprawa paszportowa na lotnisku w Kijowie zaraz po przylocie. Brak dokładnego adresu pobytu na Ukrainie na karcie wjadowej plus bariera językowa to wystarczające powody, by zwykłą odprawę zamienić w kilku-minutowy koszmar. Po raz pierwszy na własnej skórze przekonaliśmy się, co to znaczy władza urzędnika nad obywatelem. Zero uprzejmości, surowość w głosie i na twarzy, groźna powaga, a nawet pogarda, poczucie wyższości - dla nas, ludzi nieznających komunizmu na własnej skórze, to zupełnie nowe doświadczenie w kontaktach urzędnik-obywatel. Tym bardziej, że od dwóch lat mieszkamy w kraju, w którym większość urzędowych spraw załatwia się przez telefon i pocztę. Na szczęście po kilku minutach było po wszysktim - wjechaliśmy na Ukrainę.
Po całonocnej podrózy pociągiem dotarliśmy do celu. Tavrijsk, w którym mieszka nasz kuzyn, to 14-tysięczne miasteczko, które wraz z dwoma sąsiednimi miastami tworzy 150-cio tysięczną aglomerację. Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy to ogromna bieda. W Tavrijsku znajdują się kikuty bloków mieszkalnych, których budowę przerwał upadek komunizmu w 1991 roku i które od 17 lat stały nietknięte przez budowlańców. Wybudowane bloki nie są połączone chodnikami, chodników brakuje zresztą również przy drogach. Tylko główne drogi wylane są asfaltem, zdecydowana większość to ubita, sucha ziemia. Tavrijsk to jedno z niewielu miast na Ukraine, które ma częściowe oświetlenie ulic w nocy. Dokładnie rzecz ujmując oświetlna jest połowa jednej ulicy, przy której Chinczycy wybudowali fabrykę. Większość miasteczka to domki z malutkimi ogródkami, które w niczym nie przypominają domów mieszkalnych. Bardziej to wygląda na zachodniopolskie ogródki działkowe, gdzie na środku stoi altana, a w okół niej znaduje się szereg upraw, krzaków i drzew. Sąsiednie miasto, Kahovka, największe z aglomeracji, wygląda trochę lepiej niż Tavrijsk, ale nie jest to dramatyczna różnica. Więcej jest asfaltu na drogach, są krawężniki i chodniki, ale blokowiska i domki wyglądają tak samo. Podobnie jak ciemność na ulicy nocą.
Ceny żywności w supermarkteach są porównywalne do cen polskich. Niestety nie można powiedzieć tego samego o zarobkach. Ogromnym problemem są alkohol i narkotyki. Najtańsza wódka w sklepie kosztuje 7 hrywien, czyli 1 euro. W polskich supermarketach na ziemi wystawia się zgrzewki wody, na Ukrainie stoją zgrzewki wódki. Park, który znajduje się nieopodal domu kuzyna pokryty jest dywanem strzykawek. Marihunana rośnie przy drodze. Ponieważ jest jakość nie jest dobra, świeże liście gotuje się w rozpuszczalniku. Płyn odparowuje, a osad z dna dodaje się do skręta by zwiększyć jego ‘moc'.
Na południu Ukrainy wszyscy mówią po rosyjsku. Satelitę kupuje się tu, by ogladać rosyjskie kanały, w których poprzez głodujące dzieci na uliach i puste półki w sklepach pokazuje się, jak źle jest w Polsce/ Uni Europejskiej. Na południu ukrainy panuje kult Rosji, mało kto chce ewentualnej akcesji do Wspólnoty Europejskiej. Powszechym jest przekonanie, że Rosja to kraj mlekiem i miodem płynący, który radzi sobie tak dobrze, gdyż ma Putina. Ukraina jest biedna i ma problemy, gdyż swojego Putina nie ma. A źródłem kłopotów jest zachodni agent, Juszczenko.
Radzieckie pomniki to na południu Ukrainy normalny widok. W każdym większym mieście w którym byliśmy lub przez które przejeżdżaliśmy stoł okazały pomnik Lenina. Tavrijsk, z racji swej wielkości, posiada ‘tylko' popiersie ojca rewolucji. Poza tym pominików ku czci armii radzieckiej, radzieckiego uzbrojenia, pominiki dzieci witających armię radzieckom, kobiet wdzięcznych armii radzieckiej jest cała masa. W Tavrijsku, na początku 2008 odkryto groby radzieckich żołnierzy. Postanowiono pamięć po ich uczcić kolejnym pomnikiem. I to nie byle jakim: pomnik ten jest podświetlany całą noc. W Tavrijsku, gdzie oświetlony w nocy jest tylko niewielki odcinek jednej drogi, stoi podświetlany całą noc pomnik żołnierzy radzieckich!
Ogromnym problemem społecznym jest korupcja. Na Ukrainie płaci się każdemu, w każdej sytuacji. Symbolem tego zjawiska jest drogówka. Policjanci drogówki płacą łapówki swoim przełożonym za pozwolenie ustawienia się w dogodnym miejscu na drodze. Płacą, bo wiedzą, że łapówki zatrzymanych kierowców zwrócą im z nawiązkom poniesione nakłady. Podczas jednej z naszym podróży zostaliśmy zatrzymani za wyprzedzanie na linii ciągłej. Prowadził nasz kuzyn, posiadacz polskiego prawa jazdy. Na Ukrainie nie daje się mandatów obcokrajowcom. Procedura wygląda następująco: spisywany jest protokół zdarzenia, po czym policjant ma obowiązek eskortować winnego zdarzenia do najbliższego sądu, który to wymierza stosowną do wykroczenia karę. Po przedstawieniu nam stanu prawnego i zgody kuzyna na taki stan rzeczy, policjant oddał mu dokumenty i puścił nas z upomnieniem. Kuzyn nie był skłonny dać łapówki i z pewnością w głosie zgodził się na podróż do sądu, co wystraszyło policjanta. Przecież on wcześniej zapłacił za to miejsce! A podróż do sądu kosztowałaby go kilka godzin...
Z punktu widzenia Euro 2012 Ukrainę czeka ogrom pracy infraskrukturalnej. Dziurawe i nierówne drogi, znaki tylko w cyrylicy, pociąg pokonujący 600 km w 14 godzin - wymieniać można długo. Symbolem problemów są toalety na wyremontowanym, kolejowym dworcu głównym w Kijowie. W ‘przedpokoju' niemiła pani, za szybą odliczająca pieniądze, za nią bramka do przepuszczania ludzi, papier toaletowy wiszący na ścianie, z którego w razie potrzeby trzeba sobie urwać trochę i zamiast muszli porcelanowe dziury w podłodze. Kolejnym symbolem są taksówkarze. W ich samochodach nie ma taksometrów, przez co bardzo łatwo jest im naciągnąć nieświadomych obcokrajowców. Podróż busem z dworca kolejowego na lotnisko to 30 hr. Taksówkarz za taki sam odcinek weźmie 150. Miejscowi nie mają problemu - znają stawki i przed skorzystaniem z usług upewniają się co do ceny. Obcokrajowiec nie zna stawek i nie wie, że przed podróżą musi się umówić na określoną kwotę. A nawet jeśli wie, to i tak musi znać rosyjski, bo inaczej się z taksówkarzem nie porozumie.
Problemem, który pośrednio łączy się z poprzednim, jest ogromna brzydota ukrainskich miast. Stare, nieremontowane blokowiska, zaniedbana zieleń miejska, wysuszone połacie ziemii miedzy blokami, to normalny, miejski krajobraz. Jeszcze gorzej prezentuje się ukraińska wieś. Rzędy malutkich, zaniedbanych domków, bardzo często już opuszczonych, ruiny po kołchozach, droga z ubitej ziemii dochodząca do głównej drogi krajowej i zółte rury gazowe oplatające gospodarstwa. Nawet atrakcyjne turystycznie miasta, jak Kijów czy miasta na Krymie, nie robią dobrego wrażenia.
Klamrą spajającą nasz wyjazd była odprawa paszportowa przy odlocie. Celnik jeszcze bardziej antyptyczny niż za pierwszym razem, sytuacja jeszcze bardziej surrealistyczna i ok. 10 minut nerwów przy okienku. Tym razem wszyskie dokumenty były w porządku, tylko trudny do zrozumienia dla celnika był fakt, że lecimy do Dublina. Polacy lecą z Ukrainy do Dublina, bo tam mieszkają! Ile było myślenia za okienkiem, kilkania w komputerze, drapania się po głowie... W pewnym momencie celnik poprosił nas o dowody osobiste, wziął wszystkie dokumenty i gdzieś poszedł. Bez słowa wyjaśnienia. Na szczęście po powrocie i kilku kliknięciach byliśmy wolni i mogliśmy udać się do sali odlotów. Nie muszę chyba wspominać, że atmosfera spotkania nie była przyjemna i poza kilkoma burknięciami groźnym tonem nie usłyszeliśmy od urzędnika żadnego grzecznego słowa, jak proszę, dziękuje, dzień dobry, itd.
Tyle obserwacji z tygodniowego pobytu na Ukrainie. W notce nie podsumowuje i nie oceniam tego, co zobaczyłem, gdyż nie czuje się wystarczająco kompetentny i poinformowany, żeby wyciągać jakieś ogólne wnioski. Zostawiam to każdemu z Was. Wpis ten to Ukraina widziana moimi oczami. Nie jest to obraz pełny, nie wspominam tu o pozytywach, tj. niezła kuchnia czy absolutnie przepyszne. Nie wspominam o tym, gdyż nie pasuje to do klimatu notki i moich odczuć po powrocie. Bo generalne odczucie jest następujące: zobaczyłem coś, na swój dziwny sposób, niesamowitego. Coś dla mnie zupełnie nieznanego. Zobaczyłem inny świat.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)