Artykuł w FT możecie przeczytać tutaj. A tutaj notka Ziemkiewicza. Widzicie różnicę?
Każdego średnio rozgarniętego czytalnika musi w tym momencie zastanowić, gdzie redaktor Ziemkiewicz znalazł podstawy do takich twierdzeń:
„Grom z jasnego nieba! Już nie żadne "pisowskie" media, tylko renomowany "Financial Times" nie zostawił na Donaldzie Tusku przysłowiowej suchej nitki. Żeby tylko skrytykował - ale, prawdę mówiąc, można odnieść wrażenie, że brytyjski dziennik, oceniając dotychczasowy bilans rządów Tuska, zgoła się z naszego premiera nabija."
„Autor artykułu zapewne nie zna krążącego swego czasu po naszym Internecie wierszyka: "na fotelu siedzi Donek, nic nie robi cały dzionek", niemniej to, co napisał, w wymowie bardzo ten wierszyk przypomina: nie zreformował finansów, bo mu się nie chciało, nie spełnia wyborczych obietnic, bo czasu ma za mało, nie buduje autostrad, bo to za dużo roboty, nie naprawia służby zdrowia, bo straszne z tym kłopoty... i tak dalej"
„Świat tymczasem, zwłaszcza świat gospodarki, ma jednak wobec Polski oczekiwania dalej idące, a dziennikarze te oczekiwania wyrażający nie znają tego zabobonnego lęku przed naruszeniem czci premiera, jaki cechuje tych z "Gazety Wyborczej" czy "Polityki""
„Posłać ministra Grada, żeby spróbował wydawcy "Financial Timesa" wyperswadować, że miłość ma swoje prawa? Ten akurat już nieraz próbował "wpłynąć" na brytyjskich wydawców i zdążył się przekonać, że nie takie to łatwe."
Właśnie sobie uświadomiłem, że wklejone przeze mnie wyimki z notki Ziemkiewicza to prawie cały jego wpis! Poza tym stekiem bzdur wyssanych z redaktorowego palca, w jego notce nie ma nic więcej. Pan Ziemkiewicz dla większego wrażenia powołał się na artykuł w renomowanej gazecie, po czym wymyślił sobie jego treść i jeszcze ją zaanalizował! W tym miejscu pragnę pogratulować panu Ziemkiewiczowi podejścia do zawodu dziennikarza.
Oczywiście można założyć, że redaktor Ziemkiewicz jednak zna angielski, zrozumiał artykuł, a jego wpis to wynik złej woli i chęci dokopania obecnej administracji. Jeśli to prawda, to pytanie o etykę zawodową jest tym bardziej na miejscu.
Redaktor Ziemkiewicz wyraźnie się wygłupił. Podpisał się imieniem i nazwiskiem pod czymś, czego nie podpisaliby nawet anonimowi blogerzy. Przynajmniej Ci, którzy choć trochę serio podchodzą do tego, co robią i mają choćby odrobinę przyzwoitości. Redaktor Ziemkiewicz chciał dopiec Tuskiowi, a okazało się, że pięknym sierpem trafił samego siebie. I smutne to i śmieszne zarazem.
P.S. Dla tych, którzy nie znają angielskiego, dosyć przyzwoite tłumaczenie artykułu tutaj.


Komentarze
Pokaż komentarze (41)