Każdy z nas posiada szereg numerów mających w założeniu ułatwić nam życie. NIP, PESEL (może PESEL-2), numer dowodu, numer ZUS, pewnie jeszcze jakieś inne by sie znalazły. W każdym dokumencie urzędowym należy któryś (czasem kilka) z tych numerów podać. Niby ma to służyć ułatwieniu pracy urzęników, ot wpisując w komputer taki np. PESEL od razu wyskakują nasze dane i wszystko wiadomo. Kiedys było to imię i nazwisko, syn (córka) takiego to a takiego, urodzony, zamieszkały, ewentualnie nazwisko panieńskie. Jakos sie to sprawdzało ale rozumiem, świat idzie z postepem, łatwiej nadac komus numerek i potem nim się posługiwać. Doszło jednak do tego, że tych numerków mamy kilka i baz danych na nasz temat w urzędach jest również kilka. Ostatecznie nie jest niczym dziwnym, że informacje na nasz temat zbierają wszyscy, od urzędów skarbowych poprzez ZUS i banki na agencjach reklamowych skończywszy. Przecież wiedza to władza i pieniądze. Nie musi mi się to koniecznie podobać ale jestem w stanie to zrozumieć. Denerwuje mnie natomiast fakt, że te bazy nie są ze soba kompatybilne, wówczas wystrczyłby jeden numer, np PESEL wstukany w komputer w dowolnym urzędzie i już mamy pełne dossier na nasz temat. Z jednej strony wszędzie nas sprawdzają, notują każdą informację na nasz temat, z drugiej urzędy między sobą nie są w stanie się porozumieć, ot chocby taki fakt z okresu przymusowej wymiany dowodów osobistych. Każdy kto wymienił juz dowód musiał zgłosić to za pomocą odpowiedniego PIT-u do urzędu skarbowego, jakby instytucje nie mogły sie miedzy sobą same dogadać. Wszystko to generuje niepotrzebne koszty i zwieksza bałagan. Teraz pojawił sie nowy kwiatek tym razem w służbie zdrowia. Do tej pory sprwadzanie czy osoba zgłaszająca się jest ubezpieczona odbywało się za pomocą strony na której po wpisaniu danych wyświetlała się informacja, że XYZ znajduje się w ewidencji np. pomorskiego oddziału NFZ. Obecnie już tek się nie da, magiczny zwrot "ochrona danych osobowych" uniemozliwiła funkcjonowanie takiej strony, w związku z czym trzeba będzie mieć przy sobie albo książeczkę zdrowia dawnego typu (podstemplowaną w zkładzie pracy) których juz się nie produkuje albo otrzymany z pracy druk RMUA poświadczający nasze ubezpieczenie. Czyli jak zwykle u nas coś co i tak nie było najprostrze zastąpiono jeszcze trudniejszym. Pewną szansę na poprawę sytuacji widzę w planowanym wprowadzeniu nowych dowodówchoć biorąc pod uwagę jak u nas się wszystko robi to wielka szansa na to, że i to uda się zepsuć.
A tak przy okazji to na porządne rozinięcie zasługuja pojęcia wytrychy - "ochrona danych osobowych" oraz "dostosowanie polskich przepisó do przepisów UE". Wszyscy się nimi zasłniają wprowadzając najbardziej bzdune rozporządzenia, wychodzącze słusznego chyba założenia, że nikt nie będzie tego sprawdzał.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)