Przypomniał mi o tym dzisiejszy program Igora Janke na TVP3, w którym to pokazane zostało jak naprawdę wygląda konsumpcja kiełbasy wyborczej, którą nas rok temu karmiono. I wygląda na to, że towar ten był dosyć nieświeży, a w narodzie widać powszechne zatrucie jadem kiełbasianym. Czym tak naprawdę różnią się politycy PO, którzy obiecywali 15% podatek liniowy, już wówczas wiedząc jak nierealnym jest jego wprowadzenie, od premiera Węgier? Czym różnią się od niego politycy PiSu, którzy obiecywali mieszkania, dwie niższe stawki podatkowe, tanie państwo i masę innych rzeczy? O SLD i innych partiach nawet nie wspominam, z tego choćby powodu, że nimi i ich obietnicami w czasie wyborów zainteresowany zbytnio nie byłem. Muszę pisać, dlaczego? Chyba nie.
Tragikomiczne jest w tym wszystkim szczególnie to, jak politycy reagują na przedstawianie im dowodów ich hipokryzji, kłamstwa i, kolokwialnie mówiąc, wciskania kitu. A reagują tak jak Przemysław Gosiewski we wspomnianym programie, bredząc coś nie na temat i wymyślając jakieś księżycowe teorie, mające wytłumaczyć wyniki przytaczanych sondaży (zainteresowanych owymi wynikami odsyłam do notki na blogu pana Igora – link do niego po prawej). Pytanie, czy pan Gosiewski i jemu podobni nie chcą wierzyć tym wynikom i dla samych siebie szukają ich wytłumaczenia, czy po prostu grają dalej swoją oszukańczą gierkę, kontynuują ten teatrzyk pozorów, w którym chcą każdemu ustalić najlepszą w swoim mniemaniu rolę. Powierzając sobie oczywiście rolę główną heroicznego bohatera, który ma uratować nas przed tym czy innym złem. „Ciemny lud to kupi”, czyż nie tak, panie Kurski?
Otóż nie, ciemny lud kupi wiele, ale istnieje pewna granica, której przekroczenie spowoduje, że nie będzie już wierzył w żadne gruszki na wierzbie, a każdą kolejną obietnicę uzna z góry za kłamstwo. Mniej więcej taki los spotkał poprzednią ekipę rządzącą, no ale widocznie w polityce nikt nie lubi uczyć się na błędach poprzedników. Nawet partia tak bardzo zagłębiona w historii jak PiS. Niejeden prawicowy publicysta przestrzegał już przed tym ekipę Jarosława Kaczyńskiego, ale nie widać specjalnie żeby drugi bliźniak w kraju się tymi przestrogami przejął. A może jednak niektórymi się przejmuje? Choć trudno mi powiedzieć czy spokojniejsza jakby nieco w ostatnich dniach debata polityczna spowodowana jest wydarzeniami z Gdańska i chwilową (obym się mylił) koncentracją na sprawach szkolnictwa, spokornieniem premiera Kaczyńskiego po zgniłym kompromisie, który doprowadził do powrotu Samoobrony do koalicji czy też może właśnie jakąś refleksją, która naszła szefa rządu.
Tego nie wiem. Wiem za to tyle, że też czuję się oszukany. I przez PiS, i przez PO… W tej chwili nie mam specjalnego szacunku dla żadnej z tych dwóch partii. O reszcie obecnej sceny politycznej, tak jak parę akapitów wcześniej, nawet nie wspominam. Mogę spokojnie zostać zaliczony do tej grupy ankietowanych, która twierdzi, że głosuje tylko po to, żeby nie dać dojść do władzy oszołomom. Bo tak właśnie jest. I zmartwię was, panowie politycy, myśli tak większość moich znajomych, wykształconych i wykształciuchów, ludzi pracy i roboli. Bo stwierdzenie, że między politykiem a kłamcą można postawić znak równości, dawno już przestało mieć w świadomości przeciętnego Polaka jakiekolwiek znamię żartu.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)