Od kilku dni na niemal każdym serwisie informacyjnym słychać wieści o naszej lokalnej aferze rozporkowej... OK, rzecz dotyczy parti koalicyjnej a oskarżenia dotykają samego ministra (w tym miejscu pauza potrzebna na pokiwanie z politowaniem głową) Leppera, tak więc nie dziwota, że sprawa zyskała wagę ciężką. Ale ile można? Żeby dokopać się do jakichś interesujących mnie spraw globalno-politycznych czy gospodarczych dotyczących także Polski, muszę się przedrzeć przez cały śmietnik rozważań na temat tego, czy Dupa była dana z wyrachowania czy pod przymusem, komu była dana i komu z odbiorców dostarczyła mniej lub bardziej pożądanego potomka. Najgorsze jest to, że choć rzygam już tym tematem, sam niejako muszę o nim wspomnieć i jakoś nie pomaga mi świadomość, że w innym tonie.
Tu drobna dygresja... Nie raczę twierdzić, że molestowanie seksualne w pracy to rzecz błaha. Przeciwnie, uważam to za obrzydlistwo, które powinno się z całą surowością, ale i rozsądkiem (tzn. nie wprowadzając rozwiązań stanowiących furtkę do nadużyć), tępić.
Bawi mnie jednak to, że wiele mediów raczy to swoje tabloidarne w naturze zainteresowanie tłumaczyć troską o sytuację kobiet czy generalnie pracowników molestowanych przez przełożonych. Gdyby ktoś naprawdę chciał coś z tym zrobić, zebrałby dane o skali zjawiska (a mogę się założyć, że byłyby szokujące), doprowadził do szerszej debaty, a tym samym być może wymusił na politykach wprowadzenie lepszych rozwiązań. Tymczasem mamy tylko od czasu do czasu jakiś mały skandalik, po czym sprawa umiera śmiercią naturalną, a dyrektor Y nadal bez świadków łapie sekretarkę X za tyłek.
Ale ale... To już czwarty akapit a ja nadal nie wyłuszczyłem do końca o co mi chodzi. Otóż mamy w kraju wiele do zrobienia, wiele z tych rzeczy powinno zostać poddane publicznej debacie - ułatwienia dla przedsiębiorczości, polityka prorodzinna z prawdziwego zdarzenia, reforma systemu emerytalnego... Tymczasem zamiast tego dyskutujemy o sprawach natury dosyć mocno fizjologicznej. Bo kreatywnej dyskusji na wspomniany temat molestowania zwyczajnie nie ma. Wszyscy tylko zastanawiają się kto jest ojcem, co jest kłamstwem i jaki to będzie miało wpływ na dramat obyczajowy pt. "Koalicja". Aż prosi się, żeby narrator pod koniec odcinka zadał te podnoszące suspens pytania: czy Jarek wyrzuci Andrzeja? Czy to Andrzej jest ojcem dziecka Anety? Czy Staszek sfałszował badania genetyczne? Czy Danusia albo Renia... i tak dalej, i tak dalej... Przypomina Wam to coś, droga publiczności? Mnie jak cholera!
Jak dla niemal każdego heteroseksualnego mężczyzny, damski tyłeczek jest dla mnie rzeczą bardzo, ale to bardzo ważną. Ale jego miejsce nie jest w Wiadomościach, Faktach czy programach publicystycznych. Tam chcę dyskusji o bezpieczeństwo moim i mojego kraju, o możliwościach jakie mogę w nim mieć i generalnie o tym, co ważne jest w skali makro. Więc dosyć emocjonalnie zaapeluję w tej chwili do mediów wszelakich, jak również do polityków: DO RZECZY, cholera jasna!
Tu drobna dygresja... Nie raczę twierdzić, że molestowanie seksualne w pracy to rzecz błaha. Przeciwnie, uważam to za obrzydlistwo, które powinno się z całą surowością, ale i rozsądkiem (tzn. nie wprowadzając rozwiązań stanowiących furtkę do nadużyć), tępić.
Bawi mnie jednak to, że wiele mediów raczy to swoje tabloidarne w naturze zainteresowanie tłumaczyć troską o sytuację kobiet czy generalnie pracowników molestowanych przez przełożonych. Gdyby ktoś naprawdę chciał coś z tym zrobić, zebrałby dane o skali zjawiska (a mogę się założyć, że byłyby szokujące), doprowadził do szerszej debaty, a tym samym być może wymusił na politykach wprowadzenie lepszych rozwiązań. Tymczasem mamy tylko od czasu do czasu jakiś mały skandalik, po czym sprawa umiera śmiercią naturalną, a dyrektor Y nadal bez świadków łapie sekretarkę X za tyłek.
Ale ale... To już czwarty akapit a ja nadal nie wyłuszczyłem do końca o co mi chodzi. Otóż mamy w kraju wiele do zrobienia, wiele z tych rzeczy powinno zostać poddane publicznej debacie - ułatwienia dla przedsiębiorczości, polityka prorodzinna z prawdziwego zdarzenia, reforma systemu emerytalnego... Tymczasem zamiast tego dyskutujemy o sprawach natury dosyć mocno fizjologicznej. Bo kreatywnej dyskusji na wspomniany temat molestowania zwyczajnie nie ma. Wszyscy tylko zastanawiają się kto jest ojcem, co jest kłamstwem i jaki to będzie miało wpływ na dramat obyczajowy pt. "Koalicja". Aż prosi się, żeby narrator pod koniec odcinka zadał te podnoszące suspens pytania: czy Jarek wyrzuci Andrzeja? Czy to Andrzej jest ojcem dziecka Anety? Czy Staszek sfałszował badania genetyczne? Czy Danusia albo Renia... i tak dalej, i tak dalej... Przypomina Wam to coś, droga publiczności? Mnie jak cholera!
Jak dla niemal każdego heteroseksualnego mężczyzny, damski tyłeczek jest dla mnie rzeczą bardzo, ale to bardzo ważną. Ale jego miejsce nie jest w Wiadomościach, Faktach czy programach publicystycznych. Tam chcę dyskusji o bezpieczeństwo moim i mojego kraju, o możliwościach jakie mogę w nim mieć i generalnie o tym, co ważne jest w skali makro. Więc dosyć emocjonalnie zaapeluję w tej chwili do mediów wszelakich, jak również do polityków: DO RZECZY, cholera jasna!


Komentarze
Pokaż komentarze