GyenShin GyenShin
25
BLOG

WOŚP AD 2007... Tendencja zniżkowa.

GyenShin GyenShin Polityka Obserwuj notkę 0
Po dzisiejszym, a w zasadzie już wczorajszym dniu, mam pewien wniosek: albo niespecjalnie uskrzydlająca pogoda niekorzystnie wpłynęła na wolontariuszy WOŚP w moich okolicach (Górny Śląsk + Zagłębie), albo pokolenie nam rośnie ponure, albo sam fakt ilości wolontariuszy wpłynął na nich w jakiś dziwnie demotywujący sposób. Czemu? Co roku, spotykając ich na ulicy, widziałem ludzi, jak to się mówi, pozytywnych - uśmiechniętych, wesołych, potrafiących jakoś choćby minimalnie zarazić tym bakcylem mniej lub bardziej skutecznego solidaryzmu w imię wspólnej korzyści. Takich, którzy nie musieli nawet mówić słowa, a grosze ode mnie i tak wpadał do ich puszek. Bywało że wielokrotnie. Ba, jeśli jeszcze były to jakieś sympatyczne wolontariuszki, to już nie było nawet szansy na to, żebym nie ulżył mieszkowi. A w tym roku? Primo - o ile kiedyś wolontariuszy WOŚP spotykałem w zagęszczeniu wynoszącym, mniej więcej, jedną dwu- lub trzyosobową grupkę na jakieś 100 m chodnika, o tyle dziś padający o poranku deszcz musiał doprowadzić do jakiegoś ich wypączkowania, bo trafiałem na nich co jakieś 20 metrów, nie więcej. W pewnych momencie naszła mnie wręcz myśl, że jak tak dalej pójdzie, to więcej będzie zbierających niż ofiarujących. Przesada to, owszem, ale myśli przychodzące do lekko wczorajszej głowy mają w sobie często lekką nutkę abstrakcji. Secundo - jak piszę powyżej, kiedyś nie czułem się nagabywany, a jeśli już to nie nachalnie. A dziś... Nie dość że szwędające się WOŚPiaki w zasadzie blokowały mi trasę przemarszu swoimi osobami, to jeszcze w najmniej odpowiednim momencie. Niech się cieszą, że jestem człekiem niebywale spokojnym, bo podejrzewam, że gdyby ktoś przeciętnego obywatela kroczącego z gołą łepetyną po solidnym deszczu zatrzymał i sugerował mu wysupłanie części swych środków płynnych, paręnaście metrów od daszku pod którym tenże obywatel zamierzał się schować i swój przemoczony łeb conieco przesuszyć, to tenże ktoś otrzymałby odpowiedź zawierającą się między groźnym acz felgamtycznym pomrukiem a bardziej już ekspresyjnym sformułowaniem określającym przymioty tego kogoś, jak również jego familii i kilku jej pokoleń wstecz. Innym kuriozum było molestowanie mnie WOŚPuszką w momencie gdy stałem na ulicznej wysepce wymiarów 2*2 m czekając w deszczu aż zapali się zielone światło. Dodam, że w obu przypadkach nie było trudno zauważyć w moich uszach atrybutu każdego porządnego introwertyka-melomana-tumiwisisty, czyli słuchawek prowadzących do odtwarzacza mp3. Że już o skwaszonej padającym na twarz deszczem minie nie wspomnę. Tu dygresja: rodzice, uczcie wasze dzieci instynktu samozachowawczego. Uczcie że ludzi wyraźnie poddenerwowanych, szczególnie jeśli demonstrują postawę jeża, nie zaczepia się bez wyraźnej potrzeby. I nie chodzi tu aż tak bardzo o jakąś potencjalną krzywdę fizyczną, ale nigdy nie jest miło zostać przywitanym łaciną zdecydowanie nie klasyczną, nieprawdaż? Przeczytałem już dzisiaj parę wpisów krytycznych nt. Jurka Owsiaka i WOŚP generalnie. Nie zamierzam się w to wgłębiać, bo wystarczająco dużo już zostało powiedziane, a pod koniec dnia mam zbyt dobry humor, żeby teraz zepsuło mi go jakieś niewyżyte dziecko Neostrady, reprezentujące pogląd "Owsiak - na stos!" albo "Owsiak, mój guru!". Nie jest to jakoś specjalnie prawdopodobne, biorąc pod uwagę popularność mojego bloga (nie jęczę, stwierdzam fakt; czasy kiedy podniecała mnie ilośc odwiedzin bądź komentarzy na blogu szczęśliwie minęły, razem z trądzikiem młodzieńczym i innymi doległościami wieku nastoletniego), ale po czorta ryzykować? ;) A to, co powyżej wyprodukowałem, to wytknięcie pewnych negatywnych zjawisk związanych z WOŚP, których w poprzednich latach jednak nie doświadczałem, a które zapewne nie tylko mojej skromnej osobie podnoszą ciśnienie tak żylne jak i tętnicze. Proponuję z puszką dawać też instrukcję pt. "jak zbierać żeby nie wku... rzać potencjalnych ofiarodawców". Ot, żeby nam się wszystkim lepiej i mniej stresująco żyło. Ciekawe czy koszulka "Nie dałem ani grosza na WOŚP" dobrze by się sprzedawała? Jakby co, to wszystkie prawa zastrzelone... Ja nosić nie mogę, w tym roku dałem 7,22 PLN. Ale jakoś jednak ten konformizm mi nie ciąży ;).
GyenShin
O mnie GyenShin

Jestem z tych co mają poglądy, a nie sympatie. A oprócz tego mam fetysz wolności. Własnej i cudzej, nie wchodzących ze sobą w konflikt.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka