Czasem ogarnia mnie przerażenie, gdy pomimo bólu mięśni, jeszcze kilka lat temu dawałam radę przynieść zakupy, a od roku przystaję co kilka kroków kładąc jedną siateczkę na ziemi i dyszę z trzęsącymi się mięśniami. Gdy parę lat temu niosłam kota do weterynarza w kontenerku własnymi rękami, a teraz telepię go na wózeczku i nie mam siły podnieść i postawić z podłogi na kozetkę. Gdy kiedyś przez weekend dawałam radę sprzątnąć całe mieszkanie, a od dwóch lat przez weekend nie daję rady sprzątnąć nawet jednego pokoju. Przerażenie narasta, gdy tak jak przedwczoraj - nie dawałam rady wsiąść z torbą średniej wielkości do autobusu. Podrzucałam i podrzucałam ciało i nie mogłam przerzucić ciężaru ciała na drugą nogę, żeby wspiąć się po schodkach do środka...
Choroba postępuje. Miopatia.
Pewnie wkrótce będę musiała zrezygnować z pracy (pracuję tylko 2 godziny dziennie), bo nie dam rady pokazać dzieciom ilustracji ruchowej do piosenki. Czy starczy mi na jedzenie, czynsz i ubranie renta w kwocie kilkuset złotych?
A potem? Potem nie dam rady dojść sama do ubikacji, będę robiła pod siebie. Wsadzą mnie do państwowego przytułku, będę leżeć w 4 ścianach, patrzeć w sufit, słuchać jak za oknem ćwierkają ptaszki, których zobaczyć nie mogę i będę wspominać swoje życie:
Gdy moi rówieśnicy chodzili na dyskoteki - ja siedziałam w domu, bo bolały mnie osłabione mięśnie.
Gdy moi rówieśnicy po szkole ganiali po podwórku - ja wracałam do domu i kładłam się do łóżka z potwornym bólem mięśni.
Gdy moi rówieśnicy chodzili do kina, teatru i cieszyli się z doświadczanych rozrywek - ja w teatrze cierpiałam ból mięśni.
Gdy oni wyjeżdżali na wakacje, uprawiali sporty, kochali się, zakładali rodziny, zdobywali sukcesy, realizowali plany - ja leżałam w szpitalach i cierpiałam ból mięśni, a moje wszystkie plany i marzenia, jedno po drugim brało w łeb.
Gdy wszelkie nadzieje odeszły, że chorobę da się wyleczyć, lub zaleczyć a ból uśmierzyć - trzeba było zacząć oswajać się z myślą o śmierci. W miopatiach jest długa i powolna. Zatem zaczęłam myśleć o jakimś szybkim i skutecznym samobójstwie. I żeby nie bolało... Może ktoś na poważnie doradzi dobry sposób?
Och zapomniałam! Zapomniałam dodać, że przez kilka lat wrzucałam w siebie tabletki psychiatryczne przeciw depresji, żeby zrobić z siebie szczęśliwego, uchachanego z życia wesołka. Z widocznym skutkiem - jak niniejszy.
Dlaczego? Dlaczego ja? Dlaczego na mnie padło? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego takie życie mnie przypadło w udziale? Dlaczego właśnie mnie? Dlaczego ja żyję? Po co ja żyję? Jaki sens ma moje życie?
Dlaczego moje życie to ciągły, nieustający ból?
Szatan:Dlatego, żeby ukształtował twoją psychikę i światopogląd, za które moje sługusy sponiewierają cię, okrzykną żałosnym przypadkiem klinicznym, którego trzeba izolować, ekshibicjonistyczną kreaturą, zaburzoną krową etc, etc dla mojej uciechy.
Ja:Aha. Rozumiem. Tylko wytłumacz mi teraz sensownie, dlaczego mnie do tego procederu wybrałeś? Czekam na odpowiedź.




Komentarze
Pokaż komentarze (32)