Nie byłam przeciwniczką Konwencji antyprzemocowej. Ale ona nic nie zmieni. To zwykła, czerwona płachta na różne byczki... Granie sobie na nosach, infantylne udowadnianie, kto tu rządzi.
Ile by praw i ochron przepisowych dla ofiar nie stworzyć i nie wiem jak cudownych i wspaniałych, przemocy nie ograniczy się, jeśli nie stworzy się prawa - bata na egzekwujących przepisy ochronne i na samych oprawców.
Co z tego, że będziemy mieli cudowne prawa, gdy zdemoralizowani do szpiku kości, olewający państwo i prawo sędziowie, prokuratorzy, policjanci bimbać sobie będą na swoje obowiązki i pracę odwalać na bezczelnego ryncami i nogami od siebie? A tak w Polsce jeeest. I to w baaardzo dużym stopniu. Nie egzekwuje się w Polsce tego prawa, które mamy. Co dadzą kolejne?
Sprawa oprawców. Chroniczna agresja i przemoc fizyczna jest zawsze wynikiem chorobowego napięcia psychicznego. Nie mówię o incydentalnym wkurzeniu i wzburzeniu pod wpływem którego ludzie popełniają różne niedozwolone czyny. Mówię o chronicznej patologii. Takim ludziom trzeba podawać przymusowo środki działające depresyjnie na ośrodkowy układ nerwowy. To są neuroleptyki. One redukują chorobowe napięcie i eliminują zachowania agresywne. Nie trzeba ludzi zamykać w psychuszkach. Wystarczy zastrzyk deepot raz na miesiąc. Ale to kosztuje.
Konwencyjne propagowanie bezprzemocowych wzorców kulturowych to tak jakby promował wśród nieleczonych gruźlików wzorce bezkaszlowe.
Prawda jest taka, że albo na świecznikach europejskich siedzą nieudacznicy, którzy nic sensownego nie potrafią wymyślić, albo cwani, którzy pod przykrywką śmiesznej troski o dobro ludzi - realizują swoje partykularne interesy finansowe.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)