Podszywa się pod żonę blogera i maniacko napastuje przez PW.
Uroiła sobie, że jej „mąż” ma tu na Salonie same kochanki. Wmawia ofierze, którą napastuje, że jest jedną z tych kochanek, w dodatku uzależnioną od jego komplementów, troski i miłości.
Nie docierają do niej zapewnienia, że z jej „mężem” ktoś może nie mieć nic wspólnego poza rozmowami salonowymi.
Twierdzi, że kochanka łże w żywe oczy! Dowód – bo „mąż” komentował u niej na blogu, a kochanka nie umie go pogonić i zbanować.
Ujawnia w najdrobniejszych detalach szczegóły z życia tego „męża” – jego choroby, zdrady, pasożytnictwo finansowe, żeby zniechęcić rzekomą kochankę do jej „męża”.
Oczywiście te opowiadania to też pewnie więcej urojeń niż prawdy.
Wyłudza informacje ile się da od ofiary o niej samej i tym mężu, z którym kochanka rzekomo romansuje – kiedy, jak, po co, na co, dlaczego? Manipuluje. Gdy nie udaje jej się nic wyciągnąć – staje się agresywna, ubliża, poniża, obwinia, wyśmiewa…
Gdy stalkerkę zbanuje się – zakłada nowe konto i dawaj dalej od początku to samo.
Kobieta ma zaostrzenie choroby od 2 miesięcy.
W końcu nie wytrzymałam i napisałam do tego blogera „męża”.
- Napisz mi szczerze, uczciwie, z ręką na sercu, co twoja żona robiła w niedzielę o tej i o tej godzinie (a są to godziny, w których przychodziły listy na PW od stalkerki, tylko nie powiedziałam tego blogerowi).
- Była na sumie w kościele.
- A o tej i o tej?
- Zawoziliśmy razem teściową samochodem.
- A wczoraj o tej?
- Spała jak aniołek w łóżku.
- Bo słuchaj, jakaś twoja „żona” straszne rzeczy o tobie do mnie wypisuje. Z tego i tego nicku.
- A tak, znam nick. W zeszłym roku wypisywała straszne rzeczy do mnie o innych i o tobie.
No dobra. To sprawa jasna.
Kobity nie dajcie się podejść! Nie wdawajcie się z chorą w żadne gadki, bo wyciąga informacje jakie się da i potem wykorzystuje je ujawniając następnym, których napastuje.
A faceci od dzisiaj mają na mój blog zakaz wstępu!
Jak chcecie u mnie komentować, to sobie pozmieniajcie nicki na babskie i piszcie jak baby w formie żeńskiej.
Przecież to nie do pomyślenia, żebym ja musiała miesiącami użerać się z czyimiś „żonami”!




Komentarze
Pokaż komentarze (26)