Czy ateista powinien interesować się tym, co się dzieje wewnątrz Kościoła Katolickiego?
Czy ma prawo te rzeczy komentować?
Czy jest możliwe, aby ateiście było przykro, że w Kościele źle się dzieje?
Odpowiem, jak to wygląda z mojej strony. To, na czym mi zależy, to na maksymalizacji ilości moich genów (MIG), o czym wielokrotnie pisałem. I powtarzam po raz setny, że moich genów najwięcej mają moje Dzieci, ale każdy Człowiek, Szympans i Krokodyl też je mają.
Na pewnym stopniu rozwoju cywilizacji religia przyczyniała się do MIG, na przykład zabraniając jedzenia wieprzowiny, która pewnie była wówczas zarobaczywiała.
Religia jednak każda opiera się na niesprawdzalnych podstawach, dlatego w miarę rozwoju nauki coraz mniej ludzi jest skłonnych podporządkowywać się nakazom religijnym.
Problem w tym, że odejście od religii może odbywać się na zbyt wczesnym etapie rozwoju cywilizacyjnym. Można zamienić religię, na przykład, na kulturę coca-coli, i zamiast dzieci mieć dwa samochody, masę innych gadżetów, no i MIG diabli (wirtualni) biorą.
Polska na razie jest na poziomie swoich Wicepremierów. Chciałbym, aby na tematy moralności, jej podstaw, toczyły się dyskusje merytoryczne w atmosferze spokoju.
To, co się dzieje teraz, jest zaprzeczeniem jakiejkolwiek sensownej działalności. Miliony ludzi w Polsce żyje emocjami, oskarżeniami, ludzie rzucają obelgi, epitety, nikt nie zastanawia się nad tym, jak Polskę zmieniać, tylko wszyscy żyją tym, kto jakie świństwo popełnił 30 lat temu.
Dlatego ja, największy krytyk Kościoła, uważam, że bardzo źle się stało, że upadek tej Instytucji nie odbywa się łagodnie, przy przejściu ludzi przez cały proces myślowy, jak można żyć bez wiary, tylko mamy rewolucję. A prawdziwe rewolucje nigdy nie prowadzą do niczego dobrego... ("rewolucja przemysłowa" to tylko figura stylistyczna).


Komentarze
Pokaż komentarze (6)