Jestem w stanie zaakceptować sutuację, że ludzie nie wiedzą, co to jest spin, że nie rozumieją teorii względności Einsteina, że nie odróżniają skrótu DNA od RNA. Ostatecznie bez wiedzy na te tematy można jakoś egzystować, aczkolwiek jeżeli chcemy sobie wyobrażać nasze życie za 10-20 lat, czy życie naszych dzieci i wnuków, dobrze byłoby nieco wiedzy z zakresu fizyki, inżynierii materiałowej, czy biologii, nabyć. Ale, powtarzam, bez tego można jako tzw „inteligent” funkcjonować.
Natomiast jeżeli ktoś nie posiadł podstawowych informacji z zakresu socjobiologii, to ja odmawiam mu prawa nazywania się „wykształciuchem”.
Niestety, wśród wielu śmietanek towarzysko-intelektualnych nawet samo pojęcie „socjobiologia” spotyka się ze zdziwieniem. „A co to takiego?” pytają.
W szkołach trzeba naprawdę dobrze poszukać, aby znaleźć nauczycieli zapaleńców, którzy socjobiologii nauczają. Ale trudno się dziwić, jak Ministrowie Oświaty wątpią w teorię ewolucji.
Na mojej stronie internetowej www.hazelhard.eu.org jest nieco przemyśleń na te tematy (notki p.t. „Prawa Natury”). Pewnie warto je przeczytać, ale jeszcze lepiej sięgnąć do źródeł i przeczytać książki Richarda Dawkinsa.
Naprawdę, bez choćby podstawowej znajomości osiągnięć socjobiologii nasze rozumienie świata jest na poziomie bliskim zera.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)