Mamy nowego Ministra od Nauki, a właściwie Podsekretarza Stanu od spraw nauki w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
Poprzednio, przez rządy PiS-u, Podsekretarzem był prof. Kurzydłowski, naprawdę jasna gwiazda na tle mizerii pisowskiego rządu. Facet miał wizję, do niej dążył, jednym z priorytetów była współpraca z przemysłem. Dlatego zmartwiłem się, jak Go parę tygodni temu "zdjęli".
Ale martwiłem się niesłusznie. Nowym Ministrem od Nauki został ... Amerykanin, Joe Carrano. Wielką karierę zrobił w wojskowej agencji finansowania badań naukowych DARPA. Olbrzymią wiedzę na temat nowoczesnych technologii łączył z gruntownym wykształceniem ekonomicznym, a dodatkowo, umiał świetnie zarządzać programami o wartości dziesiątek milionów dolarów na rok.
Ściągnięcie tego Człowieka do Polski, to olbrzymie sukces rządu Tuska (cud!!!). Podejrzewam, że pensji nie ma ministerialnej, tylko kilkadziesiąt razy wyższą, ale w pełni taki wydatek popieram. Zwróci się to Polsce wielokrotnie. Podobno też, jednym z warunków Joe (jestem z Nim po imieniu, ale z Amerykanami to normalne) zgody na zostanie ministrem była obietnica zwiększenia nakładów w Polsce na naukę czterokrotnie do roku 2010.
Cieszcie się wszyscy Salonowicze razem ze mną i wypijcie zdrowie rządu PO za taką decyzję.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)