Blog
Porzucone państwo
Hazgrun
Hazgrun Osoba prywatna
1 obserwujący 18 notek 7141 odsłon
Hazgrun, 11 lipca 2018 r.

Piłkarzyki i PZPN

621 10 0 A A A

Nie chciałem pisać tego tekstu, ale widząc, że Prezes PZPN zabiera się - całkiem słusznie - do szukania kolejnego trenera piłkarskiej reprezentacji Polski uznałem, że warto.
Słuszność wyboru nowego trenera upatruję nie w osobistej zemście na byłym trenerze, ale w pożądanej kolei rzeczy. Polacy w  wielu dziedzinach życia społecznego winni nauczyć się mówić: „Panom już dziękujemy”.
Byłem jednak pełen obaw, czy Sz.P. Prezes nie wykaże się na tyle dużą dozą podczłowieczeństwa  i sprowadzi nam trenera z zagranicy.
Boże, uchowaj !
Dziś wiemy, że zagrożenie zostało na ten czas zażegnane.


Drugim powodem były sygnały, iż poważne autorytety piłkarskie głoszą, że z polską piłką jest dobrze.
Tylko na MŚ coś poszło nie tak.
Tymczasem w historii polskiej piłki okresu powojennego, ostatni raz „było dobrze”  za śp. trenera Kazimierza Górskiego w latach 70-tych XX w. (czasy gierkowskiego PRL).
Trener Antoni Piechniczek jechał już potem rozpędem tamtego okresu, zmierzając ku upadkowi. 

Uważam, że polska piłka nożna jako sport narodowy wymaga prac od podstaw, pracy organicznej, która przede wszystkim przekaże nowym zawodnikom elementarne ZASADY gry.
Myślę, że dobrze by było, gdyby nowi zawodnicy (starym należy powiedzieć wspomniane: „Panom już dziękujemy”) wychodząc na murawę boiska wiedzieli na czym gra, w która zamierzają grać polega.

OBRAZ  GRY

Obecny od lat obraz gry piłkarskiej reprezentacji Polski jest taki, że zawodnicy polscy wychodząc na boisko nie za bardzo wiedzą, o co w niej chodzi.
Zespół sprawia wrażenie, że pojawia się na boisku dla odśpiewania hymnu.
Są nastawieni bardzo pokojowo.
Potem następuje nie za bardzo zrozumiana 90 minutowa tortura gry, w której polscy piłkarze kopiąc coś, co nazywamy piłką nie mają jasno sprecyzowane, w którym  kierunku należy to robić i po co.
Zawodnicy zatem kopią do siebie samych nawzajem, we wszystkich możliwych kierunkach starając się przy tym, by jak najkrócej mieć kontakt z piłką (tzw. „gorąca piłka”).
Po dłuższym okresie gry bardzo wąska grupa polskich piłkarzy zaczyna przeczuwać, że należy kopać piłkę w kierunku linii boiska, na której zainstalowano coś na kształt klatki, bramki, w której znajduje się bramkarz drużyny przeciwnej(!).
Wielu jednak ma z tym ogromne trudności i z uporem kopie nadal piłkę poprzek boiska i do własnego bramkarza.
Do grupy wybitnych zawodników z kolei, zaliczyć należy tych, którzy wykazują orientację, że trzeba kopnąć piłkę w stronę klatki, bramki drużyny przeciwnej ale w taki sposób, by piłka ucelowała w światło tej bramki.
Innymi słowy: pomiędzy słupki i poprzeczkę.
Kogoś, kto w polskiej drużynie wykazuje w/w orientację zaliczyć możemy bez wątpienia do  grona bezdyskusyjnych ekspertów tej dyscypliny sportu w Polsce.
Można im spokojnie powierzyć wykonywanie, tzw. stałych fragmentów gry.
Natomiast UNIKATEM  na miarę historii jest ktoś, kto zrozumiał (wykazuje przynajmniej takie zrozumienie), że pożądanym by było, by piłka została tak kopnięta, aby  WPADŁA,  WLECIAŁA  do środka tej bramki. Przypominam: bramki przeciwnika.
Świadomości, która mówiłaby, że pożądanym jest, aby w/w wpadnięcie piłki do środka bramki przeciwnika odbywało się jak najwięcej razy w trakcie gry  - w ogóle nie ma.
Oznaki tego typu orientacji na polu świadomości polskich piłkarzy w ogóle nie istnieją.
Dlatego też każdy, pojedynczy chociaż gol wyczekiwany jest przez kibiców z utęsknieniem na wiele miesięcy przed rozpoczęciem rozgrywek.

Reasumując:
kiedy jakiś polski zawodnik zostaje oddany lub sprzedany do innych drużyn z zagranicy, to wówczas dopiero tam mu tłumaczą na czym polegają tam u nich zasady gry  i zawodnik wykazuje jakieś, mniejsze lub większe umiejętności.

Wspomniany na wstępie duch pokojowy Polskiej Reprezentacji został wpojony przez szkoleniowców wg zasady:

„Cokolwiek się wydarzy, bez względu na sytuację my nie ruszamy waszych.”

Dla samych piłkarzy zatem, nie za bardzo wiadomo w jakim celu mają się oni przenosić z grą na połowę przeciwnika - chyba, że w ramach przyjaźni, a już w ogóle nie wiadomo im, w jakim celu mają znajdować się na części boiska drużyny przeciwnej z piłką(!).
Polski piłkarz będący na polu przeciwnika, który nieopatrznie otrzymał od partnera z reprezentacji podanie, zobligowany jest, by natychmiast przekazać je do tyłu na własną połowę, najlepiej do bramkarza chyba, że chce być posądzony o zachowania godzące w zasady pokojowego współistnienia na boisku.

W praktyce wyglądało to różnie.
Jeżeli podczas gry (to jest sport) tak się zdarzyło, że jakimś zrządzeniem losu polscy piłkarze uzyskali gola, to sumiennie dokładali wszelkich starań, by do podobnych zdarzeń z naszej strony więcej nie dochodziło.
Jeżeli utrzymali wynik (1:0), to chyba nie wiedząc czemu dla nich samych, przechodzili do dalszych rozgrywek.
Publiczność szalała.

Jedynymi piłkarzami zorientowanymi w swojej roli na boisku, byli i są polscy bramkarze.
Tyle z obrazu gry.

Powyższego obrazu dowodzą wyniki  istotnych meczów i analiza ich przebiegu.
Tym, którzy uważają inaczej można odtworzyć  archiwalne spotkania z video i pokazać paluchem.
Zupełnie niezrozumiałe, karkołomne zagrania, podania do bramkarza i na oślep - wszystko to jako główna myśl szkoleniowa.
W konsekwencji mecze do nikąd prowadzące, ustawiczne upokorzenia publiczności, utopione nadzieje i pieniądze.

Ktoś jednak może nadal przekonywać, że jest świetnie, że zakwalifikowaliśmy się  do MŚ, czy do ME.
Owszem.
Pomijając fakt, iż na tych najistotniejszych zawodach przegraliśmy prawie wszystko, co było do przegrania;
pomijając fakt, iż nasze wygórowane aspiracje sięgają - co najwyżej - marzeniom o „wyjściu z grupy”,
to przecież dziś, nawet murzyni z Afryki (z całym szacunkiem do tego koloru skóry) zakwalifikowują się gdzie chcą.

UCZUCIA  WYŻSZE

Są jeszcze rzeczy - nazwijmy to - uczuć wyższych.
Moja żona powiedziała, że Polacy powinni, przynajmniej na jakiś czas wycofać się z tej dyscypliny sportu.
Wygląda na to, że osoby z PZPN nie za bardzo zdają sobie sprawy z szalonej odpowiedzialności publicznej, z płynącego zeń spustoszenia w, tzw. morale wśród społeczeństwa polskiego, ze zniszczenia kręgosłupa narodowego.
Pokutuje mentalność małego powstańca warszawskiego, który nie za bardzo zdaje sobie sprawy ze znaczenia swoich czynów.
Piłką nożną pasjonują się rzesze Polaków i jest ona obecna niemal w każdym domu, w każdej rodzinie.
Sport ten rozbudza lub gasi ducha narodowego i nie można się tym bawić.
Jeżeli dzieci ustawicznie widzą ojca, który przegrywa, jest upokarzany, od dziesięcioleci niczego nie osiągnął, żadnego  istotnego awansu, w rodzinie były momenty kiedy rozbudzał nadzieję, ale potem ją sromotnie topił, a jego wygórowane aspiracje sprowadzają się do NIC  NIEZNACZĄCEGO „wyjścia z grupy”, to dzieci te stają się zawstydzonymi bezbronnymi istotami, którym łamie się od środka życiowy kręgosłup, stają się mentalnymi podludźmi.
Jeżeli piłkarz może na oczach świata grać bezcelowo, nie wie co na boisku z piłką zrobić, może wykazać się niespotykanym nieudacznictwem, bez żadnej woli walki, czekając cudu - i to wszystko w  BARWACH  NARODOWYCH (!), to jaki przekaz idzie w rzesze Polaków ?
Czy Polski Naród nie przedstawia już żadnej wartości ?

Wszystko to nie rokuje dobrze na najbliższe dziesięciolecia w tej dyscyplinie sportu, w Państwie Polskim.
Wszystko to sprawia wrażenie, że w polskiej piłce nie mamy do czynienia z jakimś chwilowym „kryzysem”, czy niedyspozycją zawodników, ale:

- albo z zupełnym brakiem orientacji, w co mamy grać,
- albo z nakazem, by tak grać.

Rzeczy te mają miejsce w wielu dziedzinach życia Państwa Polskiego.
Sytuacja tego typu w polskiej piłce narasta od 1974r.
Ku hańbie narodowej.

Z wyrazami najwyższego szacunku:

Robert  Hazgrun

Opublikowano: 11.07.2018 18:42. Ostatnia aktualizacja: 13.07.2018 01:27.
Autor: Hazgrun
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Tematy w dziale Sport