Film mi się podobał, owszem. Bardzo nie podobała mi się natomiast muzyka do filmu. Przypominała ostrą, nerwową muzykę do antysolidarnościowych filmów czasu stanu wojennego.
Nie za bardzo też spodobała mi się dyskusja po filmie. Prawa strona ekranu zaatakowała film za jednostronność czy też tendencyjność. Lewa strona strona zaatakowała prawą stronę ponieważ film jest słuszny i pokazuje prawdziwe fakty. Neutralny prowadzący poparł oczywiście lewą stronę ekranu. Wcześniej poinformował o pełnym oburzenia i inwektyw liście Jaruzelskiego, po czym zacytował tenże list, który wydał mi się bardzo logiczny i spokojny, a na pewno bez inwektyw.
Otóż śmiem twierdzić że sporo racji miał Żakowski, gdy mówił że film jest zbyt jednostronny, by miał przekonywać widza (cytuję oczywiście niedokładnie). Zdecydowaną rację miał natomiast Żakowski, gdy wytknął autorom filmu, iż przynajmniej dwóch z cytowanych historyków było czynnymi komunistami. Dodam od siebie jeszcze ową postać byłego radzieckiego szpiega. Rozumiem, że mieszka on sobie spokojnie w Polsce, czując się zupełnie bezpiecznym od ewentualnej zemsty byłych kolegów z byłego ZSRR. Ejże? W kraju w którym bez większych problemów można załatwić szefa policji?
Jakoś skojarzyłą mi się scena sprzed kilku dobrych lat, gdy w świętej (?) pamięci programie "7 dni- świat" Krzysztof Mroziewicz zbluzgał Henryka Piecucha. Poszło o "platerówki" i pewnie Mroziewicz miał rację. Cóż z tego, wart pałac Paca, a Pac pałac. Jeden agent oskarża drugiego agenta...
PS. Na szczęście "dwójka" wznawia emisję "Stawki większej niż życie". Co za ulga!


Komentarze
Pokaż komentarze (3)