521 obserwujących
825 notek
2897k odsłon
  4944   0

KOLEJNY ETAP ‘MATRIXA’

 

 


KOLEJNY ETAP ‘MATRIXA’

Znowu będzie długo. Wiem, że wielu Czytelników woli krótko, dlatego podzieliłem na rozdziały, żeby można było czytać w kawałkach, jeśli ktoś w ogóle zechce czytać...

Rozdział pierwszy. Hodowanie kretyna.

Weszliśmy w kolejny etap matrixa, zwanego za komunizmu ze zdjętą przyłbicą ‘kolejnym etapem reformy’. Czym jest matrix? Matrix to jest takie nachalnie lansowane złudzenie, w które pięćdziesiąt (lub więcej, w zależności od dostępności i ceny kiełbasy) procent tych słabszych wierzy. W latach siedemdziesiątych przychodził ‘klas robotniczy’ z budowy termitiery, zwanej – jak to w matrixie – blokiem mieszkalnym, gdzie właśnie załadował tonę żwiru na państwowego ‘Stara’, a potem zawiózł i wyładował na prywatnej działce pułkownika, siadał przed telewizorem oglądał Dziennik Telewizyjny i mruczał z zadowoleniem: ‘potęga!’. Mruczał, bo był zbyt prosty, by skojarzyć tonę ‘zajumanego’ żwiru z nachalnie lansowaną tezą, że w czymś tam jesteśmy najlepsi, albo na trzecim czy czwartym miejscu w świecie. Ale nie każdy ‘klas robotniczy’ mruczał i wierzył w matrix, a w zasadzie bardzo niewielu było wówczas ‘wierzących’, bo ‘komunizm jawny’ był systemem zamkniętym: można było w matrix wierzyć i pozostać odrobinę mniej zgorzkniałym, albo też i nie wierzyć, ale broń Boże o tym mówić, i gorzknieć, ale nie można było uciec.

W 1989 roku rozpoczął się ‘kolejny etap reformy’, a wraz z nim komunizm w przyłbicy – etap zakutego łba, jak to mawiali przodkowie. Ponieważ w czasach ‘nowego etapu’ trzeba było poluzować trzymanie za mordę, a matrix pomimo to utrzymać, jedynym wyjściem było intensywne kretynienie. W komunizmie media dopieszczały własnych technokratów i yntelygentów kulturą, żeby mieli dobre samopoczucie bycia elitą; ba, zezwalały nawet na wykształcanie się podwójnego języka – tajemnego kodu pobudzającego i rozwijającego inteligencję mas, czego przykładem komedie i kabarety lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Dopuszczenie do rozwoju rozumu odbywało się dzięki strukturze sprawowania władzy, kiedy to ostatecznie o racji decydował towarzysz AK-47, a w skrajnych przypadkach tank.

Po 1989 tank nie wchodził w grę z powodów geopolitycznych – szliśmy do Europy i NATO, a wraz z nami setki tysięcy byłych funkcjonariuszy GRU i KGB umocowanych w strukturach cywilnych a zwłaszcza wojskowych byłego demoluda. Pochód musiał odbywać się pokojowo, chyba że ktoś nie chciał iść w pochodzie, jak Ceausescu. W tej sytuacji następował gniew ludu i rewolucja, na czele której stawali wspomniani funkcjonariusze, którzy dołączali do pokojowego pochodu Wschodu na Zachód, by mogło spełnić się niezrealizowane marzenie syfilityka Lenina oraz kryminalisty ‘Koby’. Aby mogło się spełniać ‘tank’ trzeba było czymś zastąpić - właśnie dlatego za kulisami powstania wielkich koncernów medialnych stanęli fachowcy od tanków, manipulacji, łamania kręgosłupów i zrywania paznokci, a więc ludzie służb. Uznano, że skoro nie można łoić opornym skóry w masowej skali, trzeba wychować sobie ‘kretyna’, który nie będzie oporny, ale szczęśliwy.

Po uzyskaniu ‘kretyna’ w ciągu szeregu dość skomplikowanych zabiegów obniżania prestiżu i poziomu szkolnictwa wyższego, rozpirzenia edukacji podstawowej i średniej w drobny mak, należało utrzymywać go na ‘kursie szczęścia’ odpowiednimi bodźcami. Pierwszym bodźcem było nachalne lansowanie tezy, że w kretynie, na codzień odpowiedzialnym, nowoczesnym Europejczyku in spe, tli się zwierzę; i jeśli kretyn zboczy z ‘kursu szczęścia’ to zwierze się w nim obudzi, a jak się obudzi, to może wrócić ‘tank’, bo nie będzie wyjścia. W celu rażenia bodźcem zwierzęcym powstały różne fajne narracje, na czele których nieodmiennie przewijał się wątek antysemicki, rozpoczęty założeniem brygady przez przyjaciela rodziny jak najbardziej semickiej, towarzysza Tejkowskiego, kontynuowany pracami sci-fi klepiącego biedę Grossa, i ukoronowany dziełem ‘Grossa dla idiotów’, a więc nowo powstałym ‘Pokłosiem’. Tej linii nachalnej propagandy nie zaszkodził nawet wyraźny wobec niej sprzeciw podnoszony przez wielu przyzwoitych polskich Żydów, którzy wiedzieli, że jej ubocznym efektem będzie reanimowanie nieistniejących praktycznie w końcówce komunizmu postaw antysemickich (bo Żydów nie było) i całość może obrócić się właśnie przeciw nim.

Rozdział drugi. W poszukiwaniu wilkołaka.

W dalszym ciągu mojej opowieści będę się konsekwentnie posługiwał terminem ‘kretyn’, ale zaznaczam, że nie ma z mojej strony zamiaru epatowania epitetami lub obrażania kogoś, a używany termin ma znaczenie kliniczne i służy opisaniu poziomu intelektualnej nieuświadomionej niekompetencji. Ponadto nawet osoby, do których się ten termin odnosi (a więc nie do Państwa, bez względu na poglądy i przekonania, skoro czytacie długie teksty) znalazły się i pozostają w tym stanie nie do końca z własnej winy. Jeżeli jest wśród Państwa nauczyciel akademicki z odpowiednio długim stażem, by móc dokonać porównania poziomu ogólnej wiedzy kolejnych roczników studentów na przestrzeni lat, to nie uwierzę, by na pytanie o postępujące ‘kretynienie’ odpowiedział przecząco – możemy się jedynie różnić w poglądach na to, czy ‘produkcja’ kretyna była zabiegiem celowym, czy też zaskakującym zbiegiem okoliczności.

Lubię to! Skomentuj53 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale