520 obserwujących
825 notek
2901k odsłon
  2291   0

PUNKT PODPARCIA - BUDA Z SUCZKĄ W ŚRODKU

Czytelnicy narzekają, że w swoich analizach o geopolitycznym położeniu dzisiejszej Polski tylko czernię, a żadnej nadziei ani recepty nie daję. No więc dzisiaj dam, ale proszę traktować ją dokładnie tak, jak tę od farmaceuty; może pomóc, a może i nie pomóc - to zależy, czy lekarz stawiając diagnozę był trzeźwy, w pełni władz umysłowych, na bieżąco z nowinkami, i czy nie pomylił nas z innym pacjentem. No i czy z zachwytem odnajdując w nas gruźlicę, nie przeoczył na przykład nowotworu mózgu.

 

Z nowotworem mózgu musi być coś na rzeczy, bo ewidentne przykłady zawężenia perspektywy widać. Część publiczności chciałaby, żeby Wujek Sam wziął Polskę za utrzymankę (babę na boku, mówiąc dosadniej). Problem tu widzę taki, że jak baba chce zostać ‘babą na boku’, to musi o siebie zadbać, a jak jest, to widać za oknem; po drugie ciężko aplikować o posadę ‘baby na boku’ u światowego sułtana, jak się zawodowo wysługuje wezyrom: łże-Carowi zza wschodniej miedzy, i łże-Cesarzycy zza zachodniej, a w tym drugim przypadku w roli pacholęcia, co nasze szanse u sułtana, co zrozumiałe, dodatkowo znacznie obniża, bo płeć zostaje poddana w wątpliwość.

Inna część publiczności nie ma aż takich ambicji, żeby do samego sułtana z aplikacją o świadczenie usług w zamian za ochronę; woli wezyrom: raz w roli dziewki, a raz pacholęcia. Tu jest jednak taki problem, że oni od dłuższego czasu nie płacą, a biorą kiedy chcą.

Otóż, jedyną szansa na jakieś rozwiązanie tej przykrej sytuacji dawania za darmo i oczekiwania na rozpatrzenie aplikacji, żeby dawać wymiennie, jest podjęcie próby przywrócenia czci. W historii nie tacy dawali, a później brali; jak pociesza religia, tradycja, i kanon literatur, cześć łatwo stracić, odzyskać trudno, ale da się. Odzyskanie czci może się odbyć jedynie na drodze cierpliwego rugowania ze społecznej świadomości mentalności prostytuciej. Nie będzie to zadanie łatwe po niepowodzeniach wieku XX. Tyle, że innej drogi nie ma; jak się doszło do stanu, że biorą za darmo, to się kończą oszczędności, a wtedy cóż pozostaje jak nie cześć bidaczynie? No lepsze bankructwo z czcią, niż bez!

Ta ostatnia konstatacja jest o tyle ważna, że ona odwołuje się do pragmatyki, a nie ideału – znaczenia ideałów w życiu społecznym nie rozumie w Polsce a z dziewięćdziesiąt procent populacji, a co to jest kiełbasa każdy wie.

Jak już się obierze kurs na przywracanie czci można przystąpić do dumania, jak tę swoją żałosną sytuację poprawić...

Wyjdźmy z pudełka i stańmy obok. Przywracanie czci zaczyna się zawsze od konstatacji prawdy. Szansy na jakiekolwiek sojusze z hegemonami nie mamy, bo straciliśmy ją bezpowrotnie przez własną głupotę i trzeba to sobie jasno powiedzieć. Bez odzyskania czci, powagi i znaczenia nikt na nas nawet nie splunie, bo i po co? Zapiszmy w kajecie: Polska jest potrzebna tylko i wyłącznie Polakom, innym nacjom jest na budę (dosłownie, z suczką w środku). Szansy na jakiekolwiek sojusze z wezyrami Wostoka i Zapada też nie, bo po co mają płacić, skoro mają za darmo?

Trzeba znaleźć zupełnie inne rozwiązania i zaskoczyć wszystkich. Ponieważ baron Munchausen wyciągał się za włosy z bagna tylko na kartach powieści, wobec tego trzeba znaleźć punt podparcia.

W dzisiejszych czasach naszym punktem podparcia może stać się tylko Ukraina.

Dlaczego właśnie ona?

Po pierwsze dlatego, że następstwem bliskiego (bardzo bliskiego) sojuszu Polski z Ukrainą będzie opadnięcie gatek na Kremlu i kiecek w Berlinie. Zamiast suczki będzie całkiem średniej klasy brysio; Z punktu widzenia Rosji nieprzyjemnie zsumuje to dotychczasowe granice i niebezpiecznie zwiększy potencjał. Z punktu widzenia Niemiec będzie to policzek, a ‘obszar do połykania’ nie dość, że się powiększy, to na dodatek wzbogaci o naród, który odwrotnie niż my, żywi w stosunku do ‘Giermańca’ uczucia dość pobłażliwe, bo to w końcu on brał udział w masowym gwałceniu roku 1945 i kolekcjonowaniu zegarków. Do wiwisekcji mentalności (pewnych elementów) proponowanego sojusznika jeszcze wrócę, kontynuujmy rejestr potencjalnych korzyści.

Obydwa narody (polski i ukraiński) są sobie bliskie kulurowo; kiedyś, dawno temu była to być może relacja: pan – chłop, ale została zrównoważona skutecznie przez okres sowiecki, kiedy to jednak Ukraińcy zostali dopuszczeni do zarządzania molochem na równych prawach, a my nie. Jak przyjeżdżał Chruszczow to ‘polskie ersatze ówczesnych panów’ biły miedzianymi czołami o posadzki tak samo jak tłukły później przed Breżniewem czy Andropowem, a dzisiaj przed Putinem. Pomijając ‘Banderowszczinę’ na Zachodzie, cała reszta Ukrainy ma do nas stosunek życzliwy i w zasadzie nieobarczony negatywnymi emocjami. Podobnie i u nas, emocje w śród ludu czuje się raczej w stosunku do Rosjan bądź Niemców, Ukraińcy – znów pomijając wysiedlonych – budzą raczej obojętność bądź umiarkowaną życzliwość.

Lubię to! Skomentuj47 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale