521 obserwujących
825 notek
2900k odsłon
  12543   0

Krzyżowiec potrzebny od zaraz

Jak Państwo wiecie nie jestem zwolennikiem uproszczonej wersji historii i polityki, a jedną z ofiar takiego uproszczenia padł rozgrywający się na naszych oczach konflikt na Ukrainie. Żeby zrozumieć konflikt ukraiński trzeba na niego spojrzeć globalnie, a nie lokalnie. Po pierwsze nie jest prawdą, że istnieje jakiś mityczny „Zachód”, który przeciwstawia się Rosji. Po drugie, nie jest prawdą, że istnieje na Ukrainie jeden ośrodek decyzyjny zdolny do kontynuowania wojny bądź zakończenia konfliktu.

Zacznijmy od mitu „Zachodu”, jako strony w konflikcie wschodnio-europejskim. Interesy Stanów Zjednoczonych i Europy kontynentalnej są całkowicie rozbieżne. Celem Berlina i Paryża (przy czym od lat Paryż, jako dłużnik, nie prowadzi polityki zagranicznej sprzecznej z oczekiwaniami Berlina – wierzyciela) jest zakończenie konfliktu ukraińsko-rosyjskiego i włączenie Ukrainy do planowanego Związku Euroazjatyckiego. „Człowiekiem Berlina” w Kijowie jest prezydent Poroszenko, który pod naciskiem Berlina gotów jest pójść na daleko idące ustępstwa, ograniczane wyłącznie gniewem kijowskiej ulicy.

Powodzenie akcji wygaszania, a już tym bardziej powrót do geopolitycznego status quo ante sprzed obalenia Janukowycza, należy ocenić jako minimalne.

Udział w negocjacjach mińskich takich ludzi jak Kuczma wyraźnie wskazuje na wewnatrzukraińskich beneficjentów akcji gaśniczej prowadzonej w Berlinie i Moskwie. To grupa ukraińskich oligarchów

Przy okazji – nie ma, panie generale Koziej, możliwości „niedogadania” sytuacji paru tysięcy (mówi się o jednej czwartej aktywnych sił ukraińskich) członków para-militarnych batalionów ochotniczych w „kotle debalcewskim”. „Niezauważenie” tych sił dyskredytowałoby wszystkich uczestników mińskiego spotkania. Wyjaśnienie jest o wiele prostsze: ukraińscy oligarchowie chcą za jednym zamachem zakończyć konflikt z Rosją, oddając jej zwarty obszar części obwodów Ługańskiego i Donieckiego wraz z węzłem drogowym i kolejowym, i jednocześnie pozbyć się zaprawionych w bojach ludzi Jaceniuka. Ponadto, chcą pieniędzmi ukraińskich podatników, kosztem i tak zrujnowanej ukraińskiej gospodarki, odbudować Donieck dla Rosjan (sic!).

Opisana powyżej jest pierwsza strona konfliktu: Niemcy-Rosja-Putin-Poroszenko.

Druga strona to Ameryka wraz z jej akolitami. Celem Ameryki było niedopuszczenie do powstania Eurazji, jako szczególnie groźnej przeciwwagi dla dominującej pozycji USA; na dodatek z perspektywą taktycznego porozumienia tejże Eurazji z Chinami. Powstałby nam wtedy mackinderowski, bilateralny układ: Mocarstwo Eurazjatyckie vs Mocarstwo Atlantyckie, gdzie siły byłyby mocno wyrównane, jeśli nie ze wskazaniem na to pierwsze mocarstwo.

Aby nie dopuścić do Eurazji trzeba było wbić klin pomiędzy Niemcy i Rosję. Wbito na Ukrainie, a przerażone polskie „elity” natychmiast zwinęły rosyjskie flagi i albo uciekły do „Haimatu” w Brukseli albo zaczęły posługiwać się antyrosyjską retoryką.

Używanie antyrosyjskiej retoryki może być tak samo na rękę Putinowi, jak kiedyś było używanie prorosyjskiej. Używanie antyrosyjskiej retoryki przez Polskę jest na rękę również i Amerykanom (bo w razie czego jest kolejne pole do wbijania klina) i Niemcom, bo wobec „polskich jastrzębi” Angela Merkel wychodzi na gołąbka pokoju, a jej pole manewru i pozycja „rozsądnych Niemiec” poszerza się.

Amerykańską, wewnątrz ukraińską ekspozyturą jest Jaceniuk. Zdolny facet, któremu udało się stworzyć „dwuwładzę” militarną dzięki wsparciu z zewnątrz i narodzinom ogólnoukraińskiego patriotyzmu, co ma swój skutek w postaci wytworzenia się narodowych mitów spajających nowo powstałą wspólnotę od Lwowa przez Kijów po Charków. Wprowadzenie regularnej armii ukraińskiej (przy założeniu pełnej lojalności tej armii) zakończyłoby konflikt w dobę, chyba że na otwartą konfrontację zdecydowałaby się Rosja, co - z punktu widzenia Ameryki – nie byłoby wcale wielkim nieszczęściem, bo szkody wywołane klinem powiększyłyby się.

Mamy więc drugą stronę konfliktu: USA (i jego anglosascy pomocnicy), Jaceniuk.

Otwarte opowiedzenie się za gospodarczą i polityczną unią z Rosją w Europie miało swój climax w latach 2008-2014. W tym czasie na eurazjatyckie tory przestawiono „elity” w Polsce, gdzie proamerykańsko nastawiona część wysokich stopniem oficerów Wojska Polskiego „ustąpiła miejsca” swoim starszym, prorosyjsko zorientowanym kolegom w latach 2008-2010, a „nieszczęścia” przydarzały się podejrzewanym o proamerykańskie sympatie polskim generałom i po tej dacie. Przyspieszone „wymiany”, jak pamiętamy, dotyczyły również głowy państwa i kancelarii prezydenta.

Równolegle proniemiecki rząd „utrącił” rozmowy o militarnym porozumieniu z Waszyngtonem (słynny policzek Tuska z dnia z 4 lipca 2008 roku oraz ujawnienie przez Sikorskiego prowadzonych na podstawie art. 4a ustawy o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej tajnych rozmów w BBN dotyczących amerykańskich instalacji).

Lubię to! Skomentuj147 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale