520 obserwujących
825 notek
2891k odsłon
7147 odsłon

Exit

Wykop Skomentuj71

Exit

 

Wiara w to, że o wstępowaniu albo też (co modniejsze dzisiaj) o występowaniu z Unii Europejskiej decydują jakieś tam „ludy” jest równie naiwna jak wiara, że „ludy” zadecydowały o wojnie światowej albo o traktacie wersalskim.

O wojnach i pokojach decydują ludzie szlachetni, zacnie urodzeni i zasobni w pieniądze oraz banda zasobnych w pieniądze łajdaków bez sumień, która pozostaje zresztą w większości w proporcji do szlachetnych i zacnie urodzonych.

W przygniatającej większości.

Do niedawna proporcje w gronie depozytariuszy losów ludów Zjednoczonego Królestwa kształtowały się na niekorzyść występowania z unii, co oznaczało, że przeważały kalkulacje biznesu silnie związanego z Berlinem (korumpowano zwłaszcza świat naukowy subsydiami) oraz interesy administracji Obamy, który chciał, by Wielka Brytania pozostała członkiem dogorywającej unii w przyszłej roli psa-strażnika przy zwłokach.

W związku z szybszym niż sądzono postępującym zanikiem państwowości Francji i Niemiec, przez co rozumiem brak możliwości sprawowania kontroli nad własnym terytorium, i nadchodzącym tsunami w strefie euro, depozytariusze zadecydowali inaczej i wyłożyli zaskórniaki na kampanie rozbijające w puch argumenty zwolenników pozostawania. Jak u Orwella: to co wczoraj było piękne i szlachetne dziś okazało się i podłe i szpetne.

Funkcjonariusze brytyjskich mediów wykonali zbiorowego wygibasa, objawiającego się wizualnie transformacją mimiki twarzy. Wyraz obrzydzenia na widok zoologicznego eurosceptyka zamienił się w wyraz troski o europejskie imponderabilia, a tenże z kolei zastąpiony został ostatnio przez charakterystyczny, matołkowaty wytrzeszcz mający świadczyć o rzekomej bezstronności.

Rzeczone zaskórniaki wyłożone na brexitową kampanię nie były oszołamiająco szczodre, jako że anty-brexitowa kampania składała się z paru oklepanych komunałów nie popartych żadną solidną argumentacją i analizami, całej masy informacyjnego śmiecia i kliku grubych kłamstw.

Ostatnim rzutem na taśmę, jeszcze na etapie sekwencji mimicznych wyrażających troskę o imponderabilia, a przed wytrzeszczem, na szalę rzucono to, co podszywający się pod intelektualistów analfabeci unijni pokroju Schulza tak na prawdę mają w rękawie: bezczelność, tupet i chamstwo.

W jednym z programów publicystycznych w roli adwersarza słynnego eurofoba Nigela Farage’a obsadzono komika-transwestytę Eddiego Izzarda. Zadaniem Eddiego było pozbawienie Farage’a powagi poprzez umieszczenie go w komicznym i żałosnym (własnym) kontekście. Monotonny klangor z powtarzającym się refrenem o imigranckich korzeniach Farage’a produkowany przez pajaca wywołał skutki inne niż zamierzone - ośmieszył nie Farage’a a euroentuzjastów. Na nic zdała się subtelna niczym dekiel od panzerfausta „dowcipa” prowadzącego „Question Time” Davida Dymbleby’ego sugerująca, że adwersarze mogliby zamienić się miejscami. Nie mogliby.

Как говорят французы: Прима Априлис (Ден Дурака) не удался, хотел пярднуть а усралця.

Aby pozostać przy łatwo przyswajalnej poezji zacytujmy naszego noblistę Miłosza Czesława na Skałce:

„Na ziarnku maku stoi mały dom,
Psy szczekają na księżyc makowy
I nigdy jeszcze tym makowym psom,
Że jest świat większy-nie przyszło do głowy.


Ziemia to ziarnko, naprawdę nie więcej,
a inne ziarnka - planety i gwiazdy.
A choć ich będzie chyba sto tysięcy,
domek z ogrodem może stać na każdej.

 
Wszystko w makówce. Mak rośnie w ogrodzie,
Dzieci biegają i mak się kołysze.
A wieczorami, o księżyca wschodzie
Psy gdzieś szczekają, to głośniej, to ciszej.”

Wierszyk jak to wierszyk, przyjemny, nie powiem, ale przede wszystkim służy jako ilustracja, bo znakomicie oddaje istotę fikołka dokonanego przez brytyjską klasę polityczną. Do wtorku wieczorem wychodzenie było wyrazem parafiańszczyzny i szowinizmu w kontekście „cały ty unii”, w środę rano pozostawanie w „cały ty unii” było wyrazem parafiańszczyzny i głupoty w perspektywie pokus i perspektyw oferowanych przez cały wielki świat z wyłączeniem „ty unii”.

Okazało się, że to nie Brytyjczycy stracą najwięcej na hipotetycznej wojnie handlowej z Niemcami i Francją, ale Niemcy i Francja, dla których Wielka Brytania jest jednym z największych rynków zbytu. Piata gospodarka świata po wyjściu z unii „doda się” do świata poza unijnego. To unia straci piątą gospodarkę świata (liczoną według GDP), a to oznacza, że to USA umocnią się na pozycji lidera, a unia mocno spadnie w dół zbliżając się do Chin, a i to przy założeniu, że brexit nie pociągnie za sobą wojny w obronie ekonomicznej twierdzy otoczonej administracyjnymi barierami i zasiekami, toczonej przez europejską biurokrację z całym światem.

Polska, a w zasadzie cały region Europy Wschodniej, na całym tym zamieszaniu może tylko zyskać. Do omówienia przyszłych porozumień i traktatów handlowych po zawaleniu się projektu europejskiego ustawia się kolejka z prezydentem Chin na czele; w kontrze do tej wizyty, niedościgniony w szybkości zdobywania nagród pokojowych Barack Obama, przeczołga kanclerz Niemiec do Warszawy, aby przemówić do rozsądku.

Głos Obamy Baracka znaczyłby wiele, gdyby do brexitu nie doszło, jeśli jednak (a wszystko na to wskazuje) do niego jednak dojdzie, Obama Barack będzie musiał przygotować się do roli trąby żałobnej i nauczyć się „zanosić łkaniem”.

Rozpad Unii Europejskiej następuje z powodów politycznych. Z punktu widzenia ekonomicznego gospodarka niemiecka chroniona barierami celnymi przed światową konkurencją na unijnych, wewnętrznych rynkach zbytu mogłaby „ciągnąć” jeszcze latami, pogrążając się w postępującym marazmie i gąszczu faworyzujących niemiecki rynek dyrektyw. Gruby błąd przystąpienia do antyamerykańskiego projektu Eurazji może kosztować Niemców Niemcy.

Brexit jest na rękę Władimirowi Putinowi. Włączył się zresztą aktywnie w kampanię na rzecz brexitu wysyłając do Francji zwarte oddziały komandosów, które przy bierności francuskiej policji ganiały godzinami obywateli brytyjskich po ulicach muzułmańskiej Marsylii lejąc ile wlezie. Jeśli prawdą jest wzrost antyeuropejskich nastrojów o circa 10% to co najmniej połowa z tych 10% jest następstwem marsylskiej kołomyi elementarnej. Anglicy tratowani przez Rosjan w mieście rządzonym przez islamskich kryminalistów. Ecce Europa! Kolejnym zadaniem komandosów będzie sprowokowanie kolejnych burd stadionowych, co ma szanse doprowadzić do wykluczenia i Rosji i Anglii z turnieju Euro 2016. Rosji i tak wszystko jedno, a polityczna korzyść z wykluczenia Anglii tuż przed brexitem oczywista. Zobaczymy, czy plan się powiedzie.

Brexit umożliwi Władimirowi Putinowi złożenie Berlinowi propozycji nie do odrzucenia: drugiej propozycji Eurazji, tym razem jednak z pozycji zbawcy, a nie petenta. Trwa jednak wyścig z czasem. Amerykanie zabrali się energicznie za budowę muru Bałtyk – Morze Czarne, który ma rozdzielić zalotników i uniemożliwić schadzki, że o trwałych związkach nie wspomnę.

 

* * *

 

Przy okazji brexitu słowo o mieszkających w Wielkiej Brytanii Polakach. Są ofiarami grubego oszustwa „elit” pomagdalenkowych. Przecież unia miała trwac wiecznie, a jej największą zdobyczą miało być prawo do „odpolaczenia” się w błogiej atmosferze ponadnarodowej europejskości. Wszystko wskazuje na to, że po 23 czerwca będą musieli się powtórnie „spolaczyć”. Z formalnego punktu widzenia, po wypowiedzeniu europejskich traktatów nasi rodacy staną się legalnymi emigrantami (bo przybyli legalnie), których dalszy status będzie rozpatrywany w zgodzie z przepisami dotyczącymi wszystkich innych emigrantów.

Decydując się na brexit Wielka Brytania wkracza na rynek międzynarodowej konkurencji gospodarczej. Jej rynek wewnętrzny przestanie być chroniony, ale i krępowany, unijnym gorsetem przepisów. Aby tej globalnej konkurencji sprostać Wielka Brytania będzie musiała zmodyfikować wiele ze swojego ustawodawstwa socjalnego, a na pierwszy ogień pójdą wschodnioeuropejscy „beneficiarze”. „Beneficiarze” nie głosują w wyborach do parlamentu, nie będą również głosować w wyborach lokalnych po wyjściu z Unii. Głosować będą natomiast obywatele Wielkiej Brytanii, a ci pozbawienie emigrantów pomocy socjalnej powitają z wielkim ukontentowaniem.

Pamiętajmy, że prawo do stałego pobytu w Wielkiej Brytanii (a faktycznie w Zjednoczonym Królestwie) mają tylko emigranci zarabiający co najmniej 35 000 funtów rocznie. Jest to kwota znacznie przewyższająca „polską” średnią. Wielu z naszych rodaków żyje ponadto w ekonomicznej ułudzie korzystając z szerokiego wachlarza wsparcia socjalnego w formie zakwaterowania komunalnego (council housing) oraz pomocy w formie dopłat do czynszu. Pozbawienie tej formy ekonomicznego wsparcia sprawi, że bardzo wielu z nich stanie przed koniecznością zmierzenia się z realiami wolnego rynku, na takich samych prawach jak emigranci z innych części świata.

Trudno dzisiaj ocenić, jak dramatycznie może wyglądać ten proces. Wszystko w rękach brukselskiej biurokracji. Jeśli biurokraci pójdą na wojnę, to wojna ta dotknie ponad milion mieszkających na kontynencie Brytyjczyków. W ramach retorsji konsekwencje poniosą obywatele UE w Zjednoczonym Królestwie; jest jednak nadzieja, że obędzie się bez wojny, ponadto mamy wyjątkowe szczęście mieć rząd nie pro-niemiecki, a nawet więcej – skłonny do zawierania umów ponad, a nawet wbrew Berlinowi. Na repatriantów czeka już program 500+. Płynny proces repatriacji pozwoliłby na przygotowanie planowanych programów mieszkaniowych, a rozwijająca się gospodarka (dzięki usuwaniu barier anty-rozwojowych) mogłaby wchłonąć powracających, oferując zatrudnienie w ramach tych kwalifikacji, które nabyli pracując w Wielkiej Brytanii (najczęściej bardzo niskich[1], ale to już następstwo osobistych wyborów).

 

 


[1]  Specyfika pracy autora (tłumacz przysięgły pracujący dla Ministerstw Sprawiedliwości Zjednoczonego Królestwa) pozwala na dokonanie tego rodzaju uogólnień w oparciu szeroki dostęp do „materiału źródłowego”.

 

Wykop Skomentuj71
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale