521 obserwujących
825 notek
2897k odsłon
  13185   0

Hydrologia

- słabszą (to Rosjanie, a oni nigdy nie oddadzą wraku, a poza tym szykują militarny najazd) więc trzeba się z tym pogodzić (emocja rezygnacji wobec vis absoluta o wymiarze pan-globalnym).

- silną – możemy urządzić pokazowy proces urzędników rządu Tuska i Kopacz i skazać ich za przestępstwa urzędnicze (które faktycznie miały miejsce) i za zdradę dyplomatyczną (która faktycznie miała miejsce), (emocja sprawiedliwości i zadośćuczynienia)[ii].

Tylko tyle i aż tyle.

Dlaczego „tylko tyle i aż tyle”?

 

* * *

 

Wróćmy pamięcią do czasu tuż po 10 kwietnia. Próby namysłu nad tym, co się stało rozpoczęły się mniej więcej w ciągu tygodnia od samej katastrofy. Większość publicystów dała się nabrać apelom o „ciszę w trakcie żałoby”, skoro sprawa od początku była „arcyboleśnie prosta”. W ciągu tych siedmiu dni doszło do zatarcia najważniejszych śladów warszawskich. Ale nawet i po tych siedmiu dniach nie obudziła się opozycja, nie obudził się ani mainstream (co zrozumiałe) ani też nisze dziennikarskie. Obudzili się tylko blogerzy (generalnie tzw. „media społecznościowe”, choć dziś to już nieprecyzyjne pojęcie). Obudzili się i zaczęli zadawać pytania i już wtedy te pytania szły w zupełnie innym kierunku niż miała iść późniejsza narracja, dzisiaj już oficjalna, „zespołów” i „podkomisji”. I w innym kierunku niż miała iść oficjalna narracja organów państwa polskiego, przy milczeniu rosyjskich[iii] Przypomnijmy relację wtedy posła, a dziś pana ministra, z dnia 10 kwietnia 2010 roku:

„Tak, rzeczywiście taka była relacja dziennikarzy, iż zabierano wszystkie zdjęcia, zabierano wszystkie pamięci, wyrywano z telefonów, uniemożliwiano zachowanie jakichkolwiek świadectw pokazujących przebieg wydarzeń, to co się zdarzyło. Podobno wobec tych dziennikarzy zachowano się bardzo brutalnie. Oczywiście, skala dramatu też sprawia, że być może zachowywano się zbyt nerwowo. Ja nie chcę do końca tego oceniac, ale jest też prawdą, że na skutek tych zachowań prawie w ogóle nie ma dostępnych publicznie świadectw z przebiegu wydarzeń. Poza jednym, który mi relacjonowano, okazującym przypadkowo zrobiony przez dziennikarza mieszkającego pod ...

... który mieszkał w hotelu w pobliżu lotniska, który zobaczył schodzący do lądowania samolot, a następnie wybuch i sfilmował ten wybuch uderzającego o płytę lotniska samolotu. Po za tym jednym przekazem zdaje się nie ma żadnych innych[iv]. Najwyżej są zdjęcia pokazujące już to, to co się działo później... po uderzeniu”[v].[vi] [vii]

I tak już zostało. Przez sześć lat, zgodnie z wytycznymi z tego pierwszego telefonu szukamy wybuchów. Tam w Smoleńsku. Tyle, że tam rządzą ci straszni Rosjanie, którzy ukradli wrak[viii], więc do prawdy nie dojdziemy nigdy, ale przecież wiemy...

Narracja, nazwijmy ją „obywatelska” szła przede wszystkim w kierunku ustalenia faktów, które ustalić można było w Polsce. W swojej pracy zespołowej znanej jako „Biała Księga” oraz później pytaliśmy, między innymi, o to, jak zachowywali się funkcjonariusze różnych służb przed w trakcie i po 10 kwietnia 2010 roku. Kto wydał rozkaz wyłączenia kamer monitoringu w wojskowej części Okęcia 10 kwietnia 2010 roku? Kto nakazał dyrektorom cmentarzy wydanie zgód na pochówki bez wymaganych aktów zgonu? Jakie służby? Dlaczego na pokładzie nie było regulaminowo przewidzianego oficera SKW? Dlaczego w czasie przesłuchania przed Zespołem Parlamentarnym ds. zbadania przyczyn katastrofy TU-154M z 10 kwietnia 2010 funkcjonariusz BOR-u, major Tereli, poddał w wątpliwość obecność funkcjonariuszy BOR-u na pokładzie Tu-154 (sic!) ze względu na zbyt małą odległość czasową jaka według oficjalnej wersji wydarzeń dzieliła lądowanie Ił-a 76 i Tu-154?

Dlaczego polskie służby dyplomatyczne dokonały częściowego spalenia dowodu osobistego ministra kultury Tomasz Merty, na trawniku ministerstwa, przed dołączeniem tego dokumentu do materiału dowodowego? Po co?

(Setki tego typu pytań padło, a szczególną zasługę w ich systematycznym i drobiazgowym zadawaniu miał i ma kolega bloger FYM[ix]. Pierwszego technicznego opracowania dotyczącego analizy dostępnych danych dokonał inż. Krzysztof Cierpisz[x]). A to wszystko lat temu pięć.

Uwagi FYM do wydarzeń bieżących można znaleźć tu: http://freeyourmind.salon24.pl/

Ja wiem, Państwo powiecie, no tak, dziecko zapomniało pójść do szkoły, i jest afera. Takie rzeczy się zdarzają, ludzie są omylni...

Odpowiem: tak, ale do szkoły, zupełnie niezależnie od siebie, zapomniały pójść wszystkie dzieci ze wszystkich klas, tego samego dnia. I każde z nich mataczy na temat tego, gdzie było... A poza tym mówimy o wysoko wykwalifikowanych funkcjonariuszach państwa, a nie o dzieciach...

W tym miejscu nie czas, żeby rozdrapywać, wystarczy jeśli dla potrzeb tego wywodu zaznaczymy, że wszelkie próby skupienia uwagi na Warszawie, a w zasadzie wszelkie ruchy mające świadczyć o nieuleganiu hipnozie polanki pod Smoleńskiem, traktowane były jako wystarczający dowód na przynależność do FSB lub GRU. Taki zarzut, publicznie, postawił poseł na Sejm RP, były minister spraw wewnętrznych, szef komisji weryfikującej żołnierzy WSI, anonimowemu blogerowi (sic!). Dlaczego to było takie ważne? Dlaczego konieczne było (wobec olbrzymiego wsparcia dla niekontrolowanych „śledztw obywatelskich”) stworzenie, skanalizowanie i sformalizowanie „dochodzenia opozycji” oraz skompromitowanie i usunięcie wyznawców niekanonicznych poglądów?

Lubię to! Skomentuj154 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale