16 obserwujących
84 notki
489k odsłon
  2721   0

Polska po Tusku, czyli nowe strategie w kampanii wyborczej

Przez ostatnie 10 lat toczyła się przed naszymi oczami walka dwóch (wielkich?) przywódców: Donalda i Jarosława. Gdybyśmy mieli obecnie średniowieczne zwyczaje, zapewne przywódcy Ci otrzymaliby przydomki Donald I Europejski i Jarosław I Smoleński.

Walka ta zaczęła się od wielkiej przyjaźni ponad podziałami, która znalazła swój wyraz w wyjątkowym przejawie dobrej woli i współpracy - w koalicji przedwyborczej w roku 2005. Niestety, okazało się, że był to tylko krótki przedwyborczy POPiS. Cała Polska wstrzymała wówczas na chwilę oddech, oczekując cudu, czyli politycznej zgody, współpracy i koncentracji władzy na gospodarczych i społecznych celach zamiast na politycznych przepychankach. Te nadzieje szybko okazały się oczywiście płonne, a późniejsze wydarzenia, łącznie z tymi najtragiczniejszymi, wiążącymi się z realną - choć jakże symboliczną - śmiercią części polskich przywódców w katastrofie lotniczej, po raz kolejny przypomniały nam, że powszechna zgoda i wieczna szczęśliwość nie będą nam raczej dane za życia.

Te 10 lat waśni, wzajemnych oskarżeń, nieskrywanej osobistej niechęci, zarzucania sobie wzajemnie złej woli, niekompetencji i szkodzenia Polsce, zamykają się obecnie niespodziewaną klamrą: Donald odchodzi. Najwyraźniej z analizy, czy lepiej być wielką rybą w małym stawie, czy małą rybą w wielkim, wyszło mu, że ryba rybą, ale staw warto zmienić jednak na większy. Problem w tym, że większość mniejszych ryb w międzyczasie została przez niego zjedzona lub okaleczona. Choć to już obecnie nie jego problem. Na zakończenie wspólnych 10 lat Donald otrzymał od Jarosława prezent w postaci ciepłego uścisku dłoni i błogosławieństwa, które zawrzeć można by w słowach: - Odejdź w pokoju, ja tu zostaję!

 

W braterskim geście Jarosława, osobiście żegnającego swego największego wroga, i w późniejszej egzegezie tego gestu przez jego uczniów i popleczników (w szczególności Adama Hofmana – prawdziwego mistrza twórczej interpretacji słów przywódcy) widać już kiełkującą nową PISowską strategię wyborczą i jej nośną ideę: Z dwóch wielkich skłóconych przywódców pozostaje Polsce tylko jeden. Honorowo pożegnawszy rywala, ze spokojem i godnością przyjmie on na swoje barki ciężar odpowiedzialności za kraj.

Nowa strategia wyborcza PIS będzie wdrażana podczas rozpoczynającej się właśnie kampanii wyborczej, co będzie o tyle łatwiejsze, że w trakcie kampanii wyborczych Jarosław Kaczyński zwykle zamieniał się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, w jowialnego, przesympatycznego starszego pana, kochającego dzieci, zwierzęta i politycznych oponentów. To nie car jest zły, ale jego sługi – zdaje się mówić Adam Hofman, biorąc na siebie, jak zwykle, niewdzięczna rolę ogniskowania niechęci mediów i opinii publicznej. Hofman mówi jasno: Jarosław nie będzie się zniżał do prowadzenia walki politycznej z niegodnym przeciwnikiem w postaci pozostawionych przez Donalda kobiet i politycznych niedobitków. Nie ma na polskiej scenie politycznej godnego dla niego przeciwnika, zatem wybór Jarosława na przywódcę powinien zostać dokonany przez ogólnonarodową aklamację.

 

Jaka zaś nowa strategia została przyjęta przez stronę przeciwną? To również widać już jak na dłoni. Donald podczas ponad 10 lat przewodzenia Platformie zdołał zbudować tam dokładnie tak silną pozycję, jak Jarosław w PIS. Dlatego do sprawnego rządzenia od pewnego momentu nie potrzebował już polityków, a jedynie – urzędników. Otoczył się sprawnymi urzędnikami, a w szczególności – urzędniczkami. W efekcie na stanowisku premiera mamy obecnie kobietę nie posiadającą własnej silnej pozycji wewnątrz partii, zaś do Brukseli Donald zabrał drugą urzędniczkę, której brak politycznej wizji wytknęli przesłuchujący ją brukselscy politycy. Trzymając takie karty w ręku i nie mając nikogo, kto byłby godnym przeciwnikiem dla Jarosława, nowa strategia PO głosi: Po 10 latach waśni pomiędzy dwoma samcami alfa, Polska zasłużyła na spokojne, merytoryczne rządy ekipy koncentrującej się na polepszaniu bytu przeciętnego Polaka. Zapomnijmy o anachronicznych kłótniach, naprawmy błędy, budujmy powszechny dobrobyt, prowadzeni pewną ręką chirurga, a w każdym bądź razie – lekarza (właściwie – lekarki).

Dla tych dwóch strategii wygrania wyborów nie ma obecnie alternatywy. PSL zna swoje miejsce w szeregu i pielęgnuje swoją przebrzmiałą już nieco urodę koalicjanta do wzięcia. Twój Ruch umiera na naszych oczach w męczarniach i jedyne, co możemy dla Palikota zrobić aby mu ulżyć w cierpieniu, to odwrócić wzrok. SLD zaś, wbrew głoszonym hasłom i dobrym chęciom, nie stanie się nowoczesną lewicą dopóty, dopóki rządzić tam będą starzy PZPR-owscy aparatczycy. Nowe ruchy narodowe, korwiniści, zieloni – to jedynie ekstrema funkcjonujące na obrzeżach normalnej polityki.

Jak to wróży naszym decyzjom wyborczym? Tu przypomina mi się scena z filmu „Sami swoi”, kiedy przyjeżdżający pociągiem ze wschodu repatrianci wybierają miejsce osiedlenia blisko swego wroga, bo to zapewnia pewną ciągłość i daje swoiste poczucie bezpieczeństwa…

Leonia Pawlak: Kargul to wróg najgorszy ze wszystkich!

Kazimierz Pawlak: Wróg? A wróg! Ale mój, swój, nasz – na własnej krwi wyhodowany!

 

 

Lubię to! Skomentuj124 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale